RSS
 

Notki z tagiem ‘zuo’

Zombie spojówkowe oraz ekscesy pekape po raz enty i nie ostatni.

19 maj

    

Pamiętacie taki odcinek South Parku, gdzie te śmieszne okrągłogłowe
ludziki mówiące fuckfuckfuck dostawały zapalenia spojówek i chodziły jak
zombie? No, to jest prawdopodobieństwo, że w nocy mój brat mi wyżre mózg. Gdyż iz,
ponieważ schorzenie wymienione wyżej posiada dumnie od dni kilku z hakiem. I wygląda
z czerwonymi oczymami wyjątkowo ponętnie. Zupełnie jakby go ktoś zbił albo co.
Biedne toto.

     
Nowe dziecię pojawiło się w jednoosobowej rodzinie pojebanego umysłu
egzotowego. Chodzi tu mianowicie, o nowiusieniusią empertójeniusię ze
słuchaweczeniusiami. Więc muzyka zapieprza w głowie egzotowej aż miło, zacnie i
powabnie.
     Ostatnio, powracawszy do domciu prestiżowym pociągiem
osobowym w relacji Poznań Główny nach Czempiń, Egzot był świadkiem widoku dość
niecodziennego. Otóż. Zakonnica sztuk jedna, w sukiennicy szarej przydługawej,
obładowana dwoma wielgachnymi walizami, zasiadła majestatycznie w przedziale
egzotowym. Konspiracyjnie wyciągnąwszy różaniec zaczęła mamrotać pod nosem
zdrowaśki. Egzot poczuwszy się trochę jak wyrzutek społeczeństwa, jako że w
Wielkiego Stwórcę wierzyć uparcie nie zamierza, bo wierzy w wielkie BUM i
chloroplasty, jak to na biologobotanika przystało, księgę czytać zaczął usiłując
nie patrzeć na szarego pingwina. Gdy pociąg ruszył, zakonnica (ta w szarej
sukiennicy sztuk jeden) dokonała cudu. Nie wiedzieć, gdzie, kiedy i jak, z
różańca zrobiła empetrójkę, i zamontowawszy słuchawki w uszach, zaczęła wesoło kiwać
głowa w rytm muzyki. Ba! Nawet obuwie zdjąwszy, zrobiła tak zwane
„nogananogę” na sąsiednie miejsce, i radośnie wymachując stopami
paszczyła się w okno. Wniosek taki, że zakonnica też człowiek.
     Jeszcze ostatniej, prawdziwy tragikomizm wdarł się w
podróż domowo-poznaniową. Z większym naciskiem na tragizm, jeśli pytać
zszarpane i zgwałcone nerwy egzotowe. Otóż. Z językiem zarzucon hen gdzieś na
plecy, z płucami wręcz wyłażącymi prawym udem, (bo opadły) dobiegłż Egzotu na
peron szósty, z którego odjeżdżać miał o godzinie szesnastej czterdzieści pięć
pociąg osobowy relacji Poznań Główny nach Czempiń. Wtargnąwszy na korytarz,
zmuszon był koczować na schodkach malutkich w cieniu korytarza, tuz obok kibla
i kabli jakichś zwisających, albowiem miejsc siedzących było na tzw. „no
zesrasz się, ale nie usiądziesz”.Tak więc, w towarzystwie
grubego-pana-z-piwem-w-reku, młodzieży licealno gimnazjalnej oraz kobieciny z
tobołami wyładowanymi warzywami siedział Egzot, umęczon lecz szczęśliw. Aże był
to pociąg, w którym zaprawdę już Egzot siedział na mikroskopijnych schodkach i się
szczęśliwił, że zdążył, i będzie za czterdzieści minutek w domciu, nie
zamierzał z niego wysiadać.

Błąd.

Konserwa po brzegi wyładowana ludzkim materiałem organicznym, zatrzęsła się w
posadach (szynadach?) i turkocąc wyraziście, ruszyła tu de destinejszon siti.
Blaszane gówno, wyjechawszy jakieś pięćset (słownie: pińcet) metrów poza
stację, skowyrnie zatrzymało się, było to niemal tak wymowne jak „foch i
chuj” z akompaniamentem tupania stópka o bruk. „To normalne, zawsze
zaraz za poznaniem pociągi się zatrzymują, na chwilę. ” – Pomyślała
optymistyczna percepcja Egzota. Więc powodów do wściekłości nie było jako
takich. Na razie.
W ciągu piętnastu następnych minut stania sobie w dusznym pociągu, obok kobiety
z warzywami, panem-który-opróznił-już-puszkę-piwa, i coraz rzęsiściej
przeklinającej młodzieży, stwierdził Egzot, iż zaczyna się irytować. Nagle do
korytarza przecisnął się pan konduktor i przemówił, idealnie aksamityzując
wypowiedź:
„Proszę państwa, mamy awarię lokomotywy – mrau!- , naprawa trochę potrwa
więc prosiłbym uzbroić się w cierpliwość”.
„No zajebiście” myśli sobie Egzot o godzinie siedemnastej zero coś.
„No ja pierdolę” myśli sobie Egzot o godzinie siedemnastej sześć.
„No –bardzo-dużo-przekleństw-” mamrocze Egzot o godzinie siedemnastej
piętnaście.
Warto wspomnieć, iż pociąg nie ruszył się ni w dupę, ni w oko, ani w tą ani w
tamtą stronę nawet o milimetr. O godzinie siedemnastej dwadzieścia trzy, gdzie
Egzot właśnie wychodziłby na prestiżową stację w Czempiniu a popołudniowy wiatr
rozwiewałby mu włosie, i ogólnie radość to be home… to kurwa nie!
Blaszane gówno, przyczepiwszy do swojego blaszanego dupska inna lokomotywę,
zaczęło się cofać na stację, kurwa, macierzystą. Ale żeby to, chociaż z kopyta
wróciło, szybko, turkocąc i magiczny głos na peronie rzekłby po powrocie:
„przepraszamy za te popieprzone pociągi, ale widzą sami państwo jak to
jest z tym pierdolonym, tfu, gównem, zapraszamy do kasy głównej na skromny poczęstunek
w ramach przeprosin.” a to nie! Szarpnęło raz, szarpnęło drugi,
przejechało pięć metrów i ponownież stanęło. Tak szarpało całe pińcet metrów
wspomniane powyżej. Aż w końcu, kląc, na czym świat stoi, wybiegł Egzot na
peron wkurwiony do niemożliwości. Wsiadł do pociągu o siedemnastej czterdzieści
pięć, czekającym już na torze sąsiednim, do którego wsiadło, kurwa, jebane w
udo przedszkole, drące mordy niczym na placu zabaw.

Ale Egzot lubi sobie posiedzieć godzinkę w dusznym ciasnym
pociągu tak dla rekreacji i polepszania własnej wewnętrznej karmy i zgłębiania
swojej umiejętności wymyślnego przeklinania na „te k***a j****e blaszęta”.
      Zmiana klimatów: wczorajsza akcja z udziałem
mojej mamy niszczy. Późny wieczór, tata ogląda telewizję, brat zdycha na
zombiozę spojówkową wegetując w pokoju obok. „Idę się kąpać” rzecze
mama. Siedzę jam przed komputerem i czytam botaniczne pierdoły o rodzince
Poaceae, aż tu nagle, słychać donośny, histeryczny i niepohamowany śmiech
rodzicielki egzotowej dobiegający z łazienki. Drzwi od łazienki otwierają się,
mama słaniając się ze śmiechu mówi przerywanym próbami złapania oddechu głosem:
„Bo ja… [brecht] …odkręciłam na chama wodę… [rechot z głośnym YYYYH
od nabieranego powietrza] … pod prysznicem, ale … [tu dłuższy brecht]…
trzymałam słuchawkę w kierunku twarzy …[hahaha]… i sie opryskałam.”
A podobno to po dziadku ja jestem nienormalny.

Egzot.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS