RSS
 

Notki z tagiem ‘rozpierducha’

whisky jest zła

21 lip

    Egzota rozdziewiczono na tle picia
Whisky. I Egzot oświadcza wszem wobec, iż więcej tego eee… trunku (eufemizm),
do mordy nie wleje. Zaprawdę napój apokalipsy skłaniał Egzota do czynienia
rzeczy zaprawdę niepoprawnych polikurwatycznie: Począwszy od biegania po całym
domu i poczynania totalnej rozpierduchy, niszczenia parasoli nieswoich,
okładania ludzi kwiatostanem jukki karolińskiej a skończywszy na zwracaniu treści
pokarmowej przez okno we własnym pokoju.
Zaczęło się od wcześniejszego powrotu rodzicieli do domu. Egzot, z pieśnią
bjorkową na ustach, w podskokach niczym rozhasany zając, wpadł jak burza do
pokoju kawopijnego. W połowie wersu „big time sensuality!” wywrzeszczanego
histerycznym falsetem, zlokalizował Egzot rodzicieli zdejmujących właśnie buty.
Egzot momentalnie i mentalnie zreflektowawszy się i transformowawszy do
wizerunku poważnego studenta ogrodnictwa, orzekł opanowanym tonem:
-Idę spać.
Zabunkrowawszy się w pokoju egzotowym, postanowił, że aby zabić nastrój
totalnego nakurwienia apokaliptycznym napojem, obejrzy sobie film. Zazwyczaj
pomagało, ściany przestały się gonić nawzajem a i sufit tak nie pochylał się
niebezpiecznie. A już buk wszechlistny raczy pizgnąć egzota snem pijackim, coby
katuszy ocznych wirujących doświadczać nie musiał.
Tym razem było inaczej.
Obejrzawszy jakieś dziesięć minut filmu, egzotu zachciało się zwracać wyżej
wymienioną treść pokarmową, na którą składały się na wpół strawione pomidory i
grzanki z serem żółtym. Uznawszy, że trasa pokój egzotowy-łazienka są ponad jego
siły, otworzył Egzot niedyskretnie okno i pobłogosławił rzygiem szerokim
ogródek przeddomowy. Dyskretne rzyganie nigdy nie było Egzota dobrą stroną, bo
albo się śmiał, albo w przerwach pomiędzy kolejnymi sesjami krzyczał ze chce
umrzeć. Tym razem powstrzymał się od błagalnego wzywania kostuchy i jedynie
sapał jak lokomotywa parowa.
Rodzicielka egzotowa, zaintrygowana dziwnymi odgłosami, wtargnęła do pokoju.
- A ty co robisz?!
- Niiiic.
Chcąc podkreślić nicowość owego „niiiic” chciał Egzot energicznie
usiąść na łożu, i wyglądać w miarę trzeźwo i niewinnie. Niestetyż nie wyszło.
Zmieniając lokalizację z parapetu na łoże, nie trafił Egzot w materac i
wylądował w otworze między łóżkiem a komputerem, hucznie przypierdoliwszy głową
w ścianę, wrażenia audio można by opisać słowami „rumor jak ja
pierdolę”.

No. Wspominać chyba nie muszę, że rodzicielka ma na Egzota focha
apokaliptycznego od jakichś dwóch dni, i jedyne, co wyrzekła przez ostatnie dwa
dni do Egzota to zdanie:
„Jakby padało, zamknij okno dachowe, my wychodzimy.”
Ale to nic, do Woodstocku powinno jej przejść.

Oby.


Egzot.

 

Edit: O właśnie, a rano rodzicielka z grobową miną rzekła do mnie żebym umył ścianę pod swoim oknem. Subtelną metaforą zarzucę i powiem, że „pomidorowy szlak” zmywałem mopem dobre piętnaście minut.

Edit nr 2: Przechodzi jej, wyrzekła więcej niż trzy zdania złożone. Szaleństwo.


 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS