RSS
 

Notki z tagiem ‘onegdaj’

Leśne okulary uciekające z funkcją kamuflażu.

14 sie

     No. Hucznie brzmiące wakacje
zapierdalają Egzotu przed oczami niczym sławne już pomidory lecące w ogród za
sprawą siły bezlitosnej grawitacji. Gdzieś tam po drodze Egzot zdał pędownik,
który zbierał dwa miesiące, zaraz egzamin z dendrologii, który sobie totalnie
olewa(bo mu się, kurwa, serdecznie nie chce), i zielnik, który jest już almost
skompletowany. Brakuje azaliż zielska sztuk dziesięć. Na sto. Swoją drogą to
uniwersytet powinien ubezpieczać studentów w razie wypadku od zbierania
taksonów zielnikowych. Otóż. Wczoraj Egzot wyruszył z domu na maminym rowerze
(tylko ten był sprawny… z koszyczkiem… o zgrozo, ja jebię) w celu szukania
okazów takich, które w szlachetnej prawie-że-setce egzotowej nie znajdują się i
krzyczą z poboczy: wyrwij mnie ach wyrwij i ususz!
Wczoraj tak do Egzota krzyknął Nostrzyk biały (Melilotus alba) akurat w
momencie, jak Egzot mknął niczym strzała po asfalcie czempińskim. Obejrzawszy
się energicznie za zielskiem, z czystą psychozą w oczach i myślą „muszę go
mieć!” okręcił głową i prawie wleciał do rowu.
     A potem pojechał do lasu. Ąż ęż
wręcz. W lesie hasając zdobył zacne gatunki powiększając swą kolekcję o Stellaria
media, Lamium maculatum
tudzież Urtica dioica, która Egzota dotkliwie w mordę
poparzyła jak się po nią schylił.
W lesie hasając, zielsko do koszyka przyrowerowego dzięki składając, zauważył Egzot
coś niezmiernie oko radującego. Albowiem polana leśna okraszona wielkimi pniami
pozawalanych drzew. Niewiele myśląc, pierdalnął Egzot rower na środku leśnej
drogi i począł hasać po pniach jak ostatnie dziecko. Tak sobie skacząc z pnia
na pień, hihi, haha, bananiąc się do samego siebie, usłyszał w oddali warkot
silnika samochodowego. W panice, włączając sprint mode, przedarł się przez chaszcze
dopadł do drogi i odciągnął rower bardziej w zarośla nie zwracając uwagi na
ciekawskie spojrzenia przejeżdżających jednostek. Postanowiwszy zachowywać się
jak na poważnego-studenta-zbierającego-zielnik przystało, zawdziać chciał
okulary i poszukać nowych gatunków.
Pomacał się Egzot po wszystkich kieszeniach, sprawdził je dokładnie kilka razy,
szukając nawet dziur tudzież ukrytych skrytek. Nic.
- Zgubiłem okulary – pomyślał.
- Kurwa mać – też pomyślał.
Począł Egzot energiczniej szukać okularów po kieszeniach, na próżno. Analizując
fakty wszem wobec, stwierdził, że na pewno zgubił je hasając, jak ostatni
debil, po pniach, tam też powrócił. Egzot szuka. Pod pniem, na pniu, obok pnia,
w pobliżu, azaliż i onegdaj, wzdłuż i wszerz. No wszędzie.
Okularów nie było.
Nie pomogły nawet rekonstrukcje skoków po drewnie, obliczanie w myślach
trajektorii lotu okularów wypadających fikuśnie z kieszeni, ani łażenie na
czworakach i przeczesywanie paproci. Sześć razy Egzot szedł skrupulatnie trasą,
którą biegł do roweru, w celu uchronienia go przed samochodem, to na czworaka,
to tiptopami skanując ściółkę z rentgen mode. Nawet w pewnym momencie sięgnął
do kieszeni. Po co zapytacie. Po okulary. Bo przecież nic nie widać, to jak ma
Egzot znaleźć okulary bez okularów?
Wykonawszy klasycznego facepalma rzekł do siebie:
- Debil.
Zrobiwszy siódmy obchód, odganiając się od komarów i ściągając kolejną
pajęczynę z twarzy, ze wściekłością stwierdził:
- A pierdolę, kupię sobie nowe.
Wkurwiony podszedł do roweru, wyszarpnął go z chaszczy, i coś zagrzechotało. Zajrzał
Egzot, zaintrygowany, do koszyka, a tam jego oczom ukazały się okulary
egzotowe, których tak gorliwie szukał przez pół godziny i ścieżkę w lesie przez
nie wydeptał.
Pogratulować.

Egzot.


 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS