RSS
 

Notki z tagiem ‘dowolne-przeklenstwo-pociagi’

Notka bo sie zbulwersowałem.

26 maj

Niniejsza notka pisana pod wpływem impulsywnego impulsu, niemalże emocje świeższe niż w Haj Definiszyn i jak ktoś wrażliwy na przeklinanie to czytać z zamkniętymi oczami. Dziękuję.
   
  

  Dlaczego kurwa mać, jak jestem od piątej na nogach
mych cudnych, od rana basen, po którym się człowiek czuje, jakby mu kto z
patelni przypieprzył w łeb, po mikrobiologii niszczącej i wąchaniu
fermentowanego mięsa, po angielskim gdzie jakaś tępa istotka wypowiada się na
temat niekompetencji wykładowcy, skazując prawie że całą grupę na potępienie i
tak zwany gnój, i po kolokwium z botaniki, gdzie słupkowie apokarpiczne jednak
miałem opisane, kurwa, źle, wsiadam do pociągu wiadomo jakiej relacji, to
naprzeciwko mnie siada JEBANA ŚWINIA, KTÓRA MLASZCZE JAK PRZEZ MEGAFON?!
     Biała koszula, Ą Ę neseserek i ogólnie powaga jak
usiadł. Nie wiem, kto tego kolesia uczył jeść, ale świnia to przy nim niemalże
serwetką zacznie ryjek wycierać i podziękuje odchodząc od koryta. Żesz ja pierdolę
gdzie uczą jeść bułkę z masłem w taki sposób, że moje następne wcielenie
wzdryga się w odruchu wymiotnym? A jak potem popija ową papkę sokiem, kurwa,
pomarańczowym,  wsysając po drodze szyjkę butelki w taki sposób, że jak
odrywa ustnik od rzeczonej butelczyny, to słychać dźwięk przypominający odgłos
przepychania kibla zbyt małą przepychaczką tudzież charakterystyczne ŚLURP! wyciągania
kalosza z głębokiego zaszlamionego błocka. WSZYSTKO TO W DOLBY SARAŁND!
To jest nic. Po skończonym posiłku, zaczyna co robić? Dłubać w nosie! I że nie
tak po kryjomu, że niby nosek swędzi tylko JEB! paluch wkłada w kluk jak Kubuś Puchatek
przy wyżeraniu miodku z garnca. Następnie nie wiem po co, ale łapę wkłada pod
koszulę i się maca maca po czym wyciera w siedzenie. Jak już myślałem, że
skończył, zajął się brudem spod paznokci, wydłubywał go dobre dwie stacje zanim
na niego nie spojrzałem tak że jakbym sam się zobaczył to zesrałbym się na
miejscu ze strachu i ze skruchą jeszcze to gówno spod siebie zeżarł żeby
bałaganu nie robić.

Za jakie kurwa grzechy pytam się!

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zombie spojówkowe oraz ekscesy pekape po raz enty i nie ostatni.

19 maj

    

Pamiętacie taki odcinek South Parku, gdzie te śmieszne okrągłogłowe
ludziki mówiące fuckfuckfuck dostawały zapalenia spojówek i chodziły jak
zombie? No, to jest prawdopodobieństwo, że w nocy mój brat mi wyżre mózg. Gdyż iz,
ponieważ schorzenie wymienione wyżej posiada dumnie od dni kilku z hakiem. I wygląda
z czerwonymi oczymami wyjątkowo ponętnie. Zupełnie jakby go ktoś zbił albo co.
Biedne toto.

     
Nowe dziecię pojawiło się w jednoosobowej rodzinie pojebanego umysłu
egzotowego. Chodzi tu mianowicie, o nowiusieniusią empertójeniusię ze
słuchaweczeniusiami. Więc muzyka zapieprza w głowie egzotowej aż miło, zacnie i
powabnie.
     Ostatnio, powracawszy do domciu prestiżowym pociągiem
osobowym w relacji Poznań Główny nach Czempiń, Egzot był świadkiem widoku dość
niecodziennego. Otóż. Zakonnica sztuk jedna, w sukiennicy szarej przydługawej,
obładowana dwoma wielgachnymi walizami, zasiadła majestatycznie w przedziale
egzotowym. Konspiracyjnie wyciągnąwszy różaniec zaczęła mamrotać pod nosem
zdrowaśki. Egzot poczuwszy się trochę jak wyrzutek społeczeństwa, jako że w
Wielkiego Stwórcę wierzyć uparcie nie zamierza, bo wierzy w wielkie BUM i
chloroplasty, jak to na biologobotanika przystało, księgę czytać zaczął usiłując
nie patrzeć na szarego pingwina. Gdy pociąg ruszył, zakonnica (ta w szarej
sukiennicy sztuk jeden) dokonała cudu. Nie wiedzieć, gdzie, kiedy i jak, z
różańca zrobiła empetrójkę, i zamontowawszy słuchawki w uszach, zaczęła wesoło kiwać
głowa w rytm muzyki. Ba! Nawet obuwie zdjąwszy, zrobiła tak zwane
„nogananogę” na sąsiednie miejsce, i radośnie wymachując stopami
paszczyła się w okno. Wniosek taki, że zakonnica też człowiek.
     Jeszcze ostatniej, prawdziwy tragikomizm wdarł się w
podróż domowo-poznaniową. Z większym naciskiem na tragizm, jeśli pytać
zszarpane i zgwałcone nerwy egzotowe. Otóż. Z językiem zarzucon hen gdzieś na
plecy, z płucami wręcz wyłażącymi prawym udem, (bo opadły) dobiegłż Egzotu na
peron szósty, z którego odjeżdżać miał o godzinie szesnastej czterdzieści pięć
pociąg osobowy relacji Poznań Główny nach Czempiń. Wtargnąwszy na korytarz,
zmuszon był koczować na schodkach malutkich w cieniu korytarza, tuz obok kibla
i kabli jakichś zwisających, albowiem miejsc siedzących było na tzw. „no
zesrasz się, ale nie usiądziesz”.Tak więc, w towarzystwie
grubego-pana-z-piwem-w-reku, młodzieży licealno gimnazjalnej oraz kobieciny z
tobołami wyładowanymi warzywami siedział Egzot, umęczon lecz szczęśliw. Aże był
to pociąg, w którym zaprawdę już Egzot siedział na mikroskopijnych schodkach i się
szczęśliwił, że zdążył, i będzie za czterdzieści minutek w domciu, nie
zamierzał z niego wysiadać.

Błąd.

Konserwa po brzegi wyładowana ludzkim materiałem organicznym, zatrzęsła się w
posadach (szynadach?) i turkocąc wyraziście, ruszyła tu de destinejszon siti.
Blaszane gówno, wyjechawszy jakieś pięćset (słownie: pińcet) metrów poza
stację, skowyrnie zatrzymało się, było to niemal tak wymowne jak „foch i
chuj” z akompaniamentem tupania stópka o bruk. „To normalne, zawsze
zaraz za poznaniem pociągi się zatrzymują, na chwilę. ” – Pomyślała
optymistyczna percepcja Egzota. Więc powodów do wściekłości nie było jako
takich. Na razie.
W ciągu piętnastu następnych minut stania sobie w dusznym pociągu, obok kobiety
z warzywami, panem-który-opróznił-już-puszkę-piwa, i coraz rzęsiściej
przeklinającej młodzieży, stwierdził Egzot, iż zaczyna się irytować. Nagle do
korytarza przecisnął się pan konduktor i przemówił, idealnie aksamityzując
wypowiedź:
„Proszę państwa, mamy awarię lokomotywy – mrau!- , naprawa trochę potrwa
więc prosiłbym uzbroić się w cierpliwość”.
„No zajebiście” myśli sobie Egzot o godzinie siedemnastej zero coś.
„No ja pierdolę” myśli sobie Egzot o godzinie siedemnastej sześć.
„No –bardzo-dużo-przekleństw-” mamrocze Egzot o godzinie siedemnastej
piętnaście.
Warto wspomnieć, iż pociąg nie ruszył się ni w dupę, ni w oko, ani w tą ani w
tamtą stronę nawet o milimetr. O godzinie siedemnastej dwadzieścia trzy, gdzie
Egzot właśnie wychodziłby na prestiżową stację w Czempiniu a popołudniowy wiatr
rozwiewałby mu włosie, i ogólnie radość to be home… to kurwa nie!
Blaszane gówno, przyczepiwszy do swojego blaszanego dupska inna lokomotywę,
zaczęło się cofać na stację, kurwa, macierzystą. Ale żeby to, chociaż z kopyta
wróciło, szybko, turkocąc i magiczny głos na peronie rzekłby po powrocie:
„przepraszamy za te popieprzone pociągi, ale widzą sami państwo jak to
jest z tym pierdolonym, tfu, gównem, zapraszamy do kasy głównej na skromny poczęstunek
w ramach przeprosin.” a to nie! Szarpnęło raz, szarpnęło drugi,
przejechało pięć metrów i ponownież stanęło. Tak szarpało całe pińcet metrów
wspomniane powyżej. Aż w końcu, kląc, na czym świat stoi, wybiegł Egzot na
peron wkurwiony do niemożliwości. Wsiadł do pociągu o siedemnastej czterdzieści
pięć, czekającym już na torze sąsiednim, do którego wsiadło, kurwa, jebane w
udo przedszkole, drące mordy niczym na placu zabaw.

Ale Egzot lubi sobie posiedzieć godzinkę w dusznym ciasnym
pociągu tak dla rekreacji i polepszania własnej wewnętrznej karmy i zgłębiania
swojej umiejętności wymyślnego przeklinania na „te k***a j****e blaszęta”.
      Zmiana klimatów: wczorajsza akcja z udziałem
mojej mamy niszczy. Późny wieczór, tata ogląda telewizję, brat zdycha na
zombiozę spojówkową wegetując w pokoju obok. „Idę się kąpać” rzecze
mama. Siedzę jam przed komputerem i czytam botaniczne pierdoły o rodzince
Poaceae, aż tu nagle, słychać donośny, histeryczny i niepohamowany śmiech
rodzicielki egzotowej dobiegający z łazienki. Drzwi od łazienki otwierają się,
mama słaniając się ze śmiechu mówi przerywanym próbami złapania oddechu głosem:
„Bo ja… [brecht] …odkręciłam na chama wodę… [rechot z głośnym YYYYH
od nabieranego powietrza] … pod prysznicem, ale … [tu dłuższy brecht]…
trzymałam słuchawkę w kierunku twarzy …[hahaha]… i sie opryskałam.”
A podobno to po dziadku ja jestem nienormalny.

Egzot.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS