RSS
 

Notki z tagiem ‘domowka’

Pojebani sąsiedzi part dwa.

19 sie

     Zaprawdę intryguje Egzota, czy
sąsiedzi znaleźli w otchłaniach internetowych adres jego sweet blogaska, czy
zwyczajnie ich bardziej pojebało w główki. Otóż, ostatnio imprezę mieli, nie
żeby Egzot coś naprzeciwko miał, przecież jak u Egzota domówka była, to okno na
oścież otwarte było i pięć osób darło mordę do Volare (najbardziej wybijał się
wokal Trafy xD). Na wielką uroczystość sprowadzili chyba rodzinę z najdalszych
zakątków Polski, bo podglądając konspiracyjnie przez okno, zaobserwował Egzot
mordy znane acz i takie totalnie nieznajome, ale wyglądające na hałaśliwe jak
tylko usta rozewrzeć zechcą.
Impreza toczyła się albo w kuchni albo w salonie, ale co z tego, skoro decybele
łomotały po ulicy jakby w te dwadzieścia osób tłoczyli się na malutkim balkoniku.
Początkowo były tylko rozmowy, głośne bo głośne, ale to nic, Basia chyba miała
urodziny czy coś, bo hasała bardzo zadowolona i co chwila krzyczała
orgazmicznym głosem „OJEEEJ JAKIE PIĘKNE!!!!” tudzież
„AAAANIAAAAA DZIĘKUUUJĘĘĘĘĘ!!!!”.
Oczywiście wspominać nie ma potrzeby, że jak towarzystwo przyjechało, to każdy,
kurwa, KAŻDY z nich, zatrąbił ostrzegawczo samochodem, rodzinna tradycja godna
podziwu. Oh ah ąż ęż.
Godzina coś koło jedenastej w nocyż, i do uszu egzotowych dociera pieśń
niesiona nocnym wiatrem:
NAAALEWKA GOOOORZÓW. LAAALALALA LA!
NAAAAAAAAALEWKA GOORZÓW. LAAAAAAAAAAAAAAAAAAA LALA LALA LA!
Powstrzymawszy odruch trzaśnięcia głową egzotową w klawiaturę, zamknął Egzot
okno bez najmniejszego słowa skargi.
Ale to jest nic. Potem chyba znaleźli gitarę, bo śpiewali pieśni rasowo
biesiadne takie jak:
- Hej sokoły
- O Hela
- Pije Kuba do Jakuba (kurwa, to jest dopiero deblizm) („łupu cupu łupu
cupu” to mi się już wryło w podświadomość i na pewno to przez sen
mamroczę.)
-Przybyyli Ułaaanie.

No biesiada pełną parą.
W pewnym momencie nastała cisza.
Błoga, balsamiczna dla uszu, rozkoszna i totalna cisza. Nie trwało to długo,
okazuje się, że sąsiedzi egzotowi mają całkiem fajne, duże głośniki. Przekonał
się o tym Egzot na własnych uszach, słuchając przebojów jakiegoś zespołu rodem
z programu niedzielnego Disco Relax: Halina i Krzysztof tudzież Irena i
Euzebiusz. I zaczęła się potupaja.
Niestety nikt nie rzygał pomidorami przez okno, co Egzota ubodło, bo by sobie
zmazał trochę poczucia winy.

***

Wczoraj natomiast, obudziło Egzota sławne już ” BELAAAAAAAA! ” (Ja
nie wiem, czy oni na prawdę tak głośno drą mordę, albo ja mam jakieś wrażliwe
uszy, czy układ budynków czempińskich działa jak megafon?) Histerycznie
próbując się z kołdry wyswobodzić, wylazł Egzot z łóżka po czym dobitnie i
głośno, nie bacząc na otwarte okno, stwierdził:
- Niech ten pies w końcu zdechnie, bo na łeb dostanę!
Mama siedząc w drugim pokoju, odrzekła ze śmiertelną powagą:
- Ona nigdy nie zdechnie.

*Tutaj pauza na niebotyczną konsternację egzotową, poprzedzającą atak brechtu*

***

A dziś mąż sąsiadowy dał taki popis płuc, że aż rodzicielka egzotowa nie
wytrzymała i skomentowała czyn ów hucznie stojąc na balkonie.
Krzyknął „Baśka” Tak mocno, że aż trzewia się w Egzotu zagotowały i zmarłych
z cmentarza na końcu miasta wystraszył.
Rodzicielka, wstała od stołu, i jak to się mawia „na pełnej kurwie”
wydarła na balkon ze słowami:
- No przecież cholera jasna bez przesady!!!
Co jednak lekko utonęło w słowach pieśni Dody ryczącej z samochodu sąsiadowego,
acz zostało posłyszane, albowiem sąsiad spojrzał ku rodzicielce z oczami wielkimi
niczym talerze z Ikei. Ha.

Egzot.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS