RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Elasmoterium radośnie tarzające się w rozmarynie. *parsknięcie*

02 maj

    Nie ma Egzot na nic czasu, jest taki zabiegany i w ogole. Praktyki (lowe Puszcza Zielonka), pseudouczenie się (czyt. narzekanie, że tyle nauki a prawie wszystkie kolokwia zdaje na waleta i na pełnej kurwie), rozterki psychologiczne ( różnej treści, ostatnio co by było gdyby ludzie żyli jeden dzień a potem jak umierali zamieniali się w szklane kulki… to jest chyba materiał na kolejną notkę) i różnej treści i powieści perypetie emocjonalne ( wkurwy, smutki, radości, miłości, agresja skierowana w stronę włosów egzotowych itd.) no ale jak narazie daje Egzot radę. Czerwiec będzie decydującym miesiącem czy łokciami rozpierając się w rozszalałym oślinionym tłumie da radę Egzot wyjść na powierzchnię i podeptać trochę gadów po uszach. (Jak wszyscy wiemy gady uszu nie mają jako takich więc była to kolejna metafora z kategorii tych sucharowych. Czytała Krystyna Czubówna.)
     Zawziął dzisiaj Egzot się, i postanowił stanowczo, że dokończy dzisiaj projekt z sadownictwa, któryż to potrzebny jest na zaliczenie tegoż przedmiotu. Tak więc najpierw spał do 11, następnie powróciwszy z Poznania do domu, drzemnął się jeszcze dwie godzinki, a teraz jego wzrok padł na pudełko ze świeżooddanymi Simsami dwa, które teraz ochoczo instaluje w rytmach The Pierces, i bazgroli przaśną notkę na swoim zakurzonym i odepchłym niecnie blogasku.
     Opisze Egzot po krótce co się działo tak aby do momentu teraźniejszości nadrobić stracone dni. [tutaj dramatyczne omdlenie otyłej kobiety jak na starych filmach z apaszkami]
Będąc na praktykach w Poznaniu, podkradał Egzot odnóżki różnych roślinek. Aktualnie zatrważa (coś jakby robi z Egzota twaróg) jak Solleirolia Soleirolii się rozrasta. Niedługo parapetu zabraknie i zmuszon bedzie Egzot ratować się maczetą. Ponadto podpierdolił również kilka gałązek rozmarynu któryż to przezacną woń wydziela a ukorzenił się Egzotu aż miło. Rozmaryn zawsze kojarzył się Egzotu z dziadkiem od strony mamy, w sensie tatą mojej szanownej rodzicielki.
Za czasów świetności szklarni dziadkowej miał on różne takie tak zielone badyle z całego świata kradzione tudzież zdobywane. Na przykład kaktusy z Palmiarnii poznańskiej. W pobieraniu sadzonek[kaszel maskujący] brały udział następujące osoby:
 Dziadek Jerzy zwany Dziadkiem Jurkiem & Babcia Lucyna zwana Babcią Lucyną. Oraz jakiś kaktus bliżej niezidentyfikowany, bowiem mnie przy tym nie było. A było tak, że pewnego dnia, nie wiem czy słonecznego, rzeczona para poszła hasać do owej palmiarni. W pomieszczeniu z sukulentami wywiązał się następujący dialog:
J: Lucyna otwórz torebkę!
L: Po co?
J: Otwieraj nie gadaj!
L: No ale po co!? – wkurwiwszy się, acz torebkę otworzywszy.
Moment później wyładowana była odnóżkami sukulentów. Babcia rzekła, że czuła się jak recydywistka kiedy opuszczali szklarnię.
Podobnie też Egzot czuł się kiedy uszczykiwał sobie zielsko w soczyście zielonej szklarni, w której symulował podlewanie i uskuteczniał hasanie z radosnym ” o ja pierdole jak tu jest zajebiście! „. Tak więc rozmaryn sobie rośnie i wonieje na egzotowym parapecie, i Egzot rad jest i urzeczon.
     Gorzej jest z łbem egzotowym, albowiem GENERALNIE lekceważy Egzot jak go cośtam pobolewa czy tam mu nogę urwie, zawsze kwituje to myślą „samo przejdzie”, i zazwyczaj przechodzi, bez interwencji pana w białym kitlu. Nie tym razem. Tak jak teraz głowina egzotowa boli (czyt. napierdala) to nikomu nie poleca. Teoretycznie jest to agresywna migrena (biegunek nie zarejestrowano) ale tak do końca nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Egzot strzela laserami z oczu przebywając w jakimkolwiek tramwaju gdzie piszczą drzwi. Wyczulon jest Egzot na dźwięki maksymalnie, więc jak ktoś zaczyna się śmiać, tudzież drzwi piszczą, Egzot gotów jest do mordowania i rozczłonkowywania osób namierzonych. W związku z tym, iż zaplanował sobie Egzot rekonwalescencję obolałego mózgu(kordełka, czapka szlafmycowa i swieze powietrze z okna) dzisiaj maja pierwszego azaliż, przy przystanku autobucowym niedalekoż domostwa egzotowego urządzono koncert, kurwa, pieśni kościelnych. Głownie tytuł „Barka” któryż to fałszowano jakieś pięć szczodrych razy z epickim nagłośnieniem rodem z głośnych kuźni Hefajstosa. Na tle tejże cudowne pieśni niosącej się polami czempińskimi, łamiącej wokal na drzewach i budynkach, miał miejsce performens sąsiada o wiadomym tekście: BELAA BELA! BELAAA!
Egzot wyczytał, że ma się relaksować i siedziec w ciszy żeby ból głowy minął… Opuszczamy tutaj kurtynę wymownego milczenia.

     Z myśli luźniejszych i niezaklasyfikowanych do dłuższego obgadywania:
     
Wynalazł Egzot nowe słowo, które bardzo mu się podoba:
Elasmoterium.
Nie wiadomo tak do końca dlaczego mu się podoba, ale straszliwie go bawi.

Okrutnie wkurwia Egzota myśl o tym, że musi uczyć się ekonomiki. Zaiste piekielnym jest to przymusem, uczyć się o czymś, co jak przeczyta jedno zdanie, to się Egzotu migrenopodobnecoś wzmaga i szaleje po czaszce. [kaszel maskujący]Nożeszjapierdolę.

Łaknie Egzotu kaftana, i takiegoż uczyni, ma nadzieje niebawem. Tak jak torbę, do której rychłego poczynienia też poczynił stosowne poczynania. ( Będzie zajebista! )

Jakby ktoś chciał odnóżkę (wiadro! wiadro!) Soleirolii to Egzot służy uprzejmie. (wizualizacja machającej maczety)

Łaknie Egzot wakacji. takich rasowych, rodem z podstawówki, gdzie nie trzeba było myśleć o niczym, tylko się zdzierało kolana na dzikich ostępach, jeździło rozklekotanym rowerem po rozpalonym asfalcie. W ogóle Egzot zauważył, że omijają go podstawowe zjawiska przyrodnicze, które onegdaj zauważał bardzo czujnie. Chociażby kwitnące bzy. W tym roku Egzot pilnował i już kradł kwiatostany na Rondzie Kaponiera, ale w zeszłym roku obudził się wtedy jak już wszystko zbrązowiało i zasmierdło. Konwalie też teraz kwitną. Wszystko jest za szybko. Ot co.
Pociesza się Egzot myślą, że może te wakacje nie miną w oparach poprawek wrześniowych i odrabianiu miliona dni niepotrzebnych praktyk polegających na bebłaniu w torfie.

Egzot

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

apfff

11 lut

     Bilans posesyjny i przedpoprawkowy wygląda mniej więcej jak jakieś trzy(Egzot) do czterech(sesja) Tak kurwa, siedem egzaminów. A ostatnie trzy tygodnie zaliczania ćwiczeń były przegwałtowne, powodujące zgrzytanie zębów i sranie sukulentami.
Stan emocjonalny egzotowy można ocenić na huczne : nie wiem, no bo ja już nie wiem nic.
Psychiczny : nie chce mi się/dlaczego mam tak wyjebane/chodźmy spać.

     Łaknie Egzot pieniążków coby mógł się wybrać do lumpa i nabyć jakieś zacne odzienia, albowiem wszystko co posiada przestało go zadowalać w najmniejszym nawet stopniu.
Pomysł ma Egzot na bluzę i na kaftan i na torbę. Ale mimo tego, że powinien się uczyć (tak sobie tym tłumaczy) to nie może nic zaczynać twórczego bo ma poprawki, na które i tak nic nie robi tylko cały dzień albo śpi, ogląda filmy, seriale, albo teatralnie dostaje odruchów wymiotnych na widok notatek z biotechnologii/warzywnictwa/biochemii/inżynierii ogrodniczej.
    
     Wkurwia Egzota, że tak się musi kryć, ze wszystkim, i z przymusu i tak od samego siebie też, bo mimo wszystko wyczuwa zagrożenie, i nie mówi nic coby się nie zdradzić. Czasami ma ochotę zwyczajnie jebnąc wszystko w powietrze, niczym metaforycznymi kartkami papieru, jak to robią na filmach (a potem tego nie sprzątają bo mają od tego ludzi) zawinąć się w kołdrę i mamrotać pod nosem różne długie islandzkie wyrazy. I tak sobie siedząc w bawełnianym kokonie na podłodze słuchać będzie Egzot muzyki z jednego głośnika. (Jednego, bo drugi Egzota kiedyś wkurwił i go wyrwał z kabla. Pogratulować.) Ale to niczego nie rozwiąże, i problem zostanie, więc co kurwa, potrząsa głową wkurwiająco kudłatą, wstaje i z nieumiejętnie udawanym uśmiechem na ryju prze dalej.
     Zmienił się Egzot, cały czas się zmienia niczym gruda plasteliny w garze z wrzątkiem. Obserwacje poczynia często chybione, słowa wyrzuca, które znikają w jakiejś czarnej czeluści bez echa i odpowiedzi, co też go wkurwia, i zniechęca do działania.

Słuchane : Archive (Londinium)
Czytane: Usiłowanie notatek z biotechnologii.
Wkurw na dzisiaj: Sweter mnie gryzie, nie mam czekolady, a ludzie za głośno mówią.

Ja pierdolę.
Egzot.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Broczenie przystankowe oraz konające gazele.

07 sty

     Zaiste była to siermiężna przerwa w pisaniu, i natenczas onegdaj wszem wobec Egzotu nie jest pewny na jak długo będzie się w stanie pisarstwa aktywnego utrzymywać, aczkolwiek ma nadzieję iż będzie to długo i do usranej śmierci wśród podręczników i skryptów wiedzę sesyjną zawierających, zaiste trwało.
Bardzo wiele ciekawych eventów zaplanowano w chronologicznie popierdolonej historii egzotowej. Wiele z nich nie nadaje się do publikacji, albowiem sprawy to są egzotowe prywatne, przyjemne, acz prywatne, więc dzielić się nimi nie zamierza, bo co się chwalił będzie. Nie w stylu Egzota jest gorszyć osoby postronne opowieściami o  wszechogarniającym szczęściu, dobrobycie oraz radośnie hasających jednorożcach. Zapędziwszy się.
Zwizualizować może Egzot, i zaraz to hucznie uczyni, jak prawie zabił człowieka płci żeńskiej na przejściu dla pieszych używając do tego swojej cudownej twardości płatu czołowego (czy tam z czego się czaszka składa a nie chce mi sie sprawdzać na wikipedii).
Otóż. Pewnegoż dnia zimowego, a była to środa, biezył Egzot hyżo poprzez śniegi z dworca pekape Poznań Główny. Ujrzawszy tłum dreptający w miejscu na przystanku tramwajowym Dworzec Zachodni, rzekł do siebie dziarskie ” ja pierdolę ” i postanowił, iż jako, że i tak już się spóźni na porywający i dupęurywający angielski, może przejść się na Most Dworcowy i czekać aż sytuacja na uprzednimż przystanku unormuje się za sprawą walecznego tramwaju numer pięć, który to rozwiezie bydło w odległe miejsca metropolii. No i kiedy tak sobie egzot stał na pasach na czerwonym, [dygresja] albowiem dziwną sprawą jest iż Egzot nie lubi na czerwonym przechodzić, nawet jak jest pusto i takie kule z krzewów jak na westernie się turlają po asfalcie. Wychodzi z założenia, że jak mu się nie spieszy, to po co ma na czerwonym przechodzić, kurwa no [koniec dygresji], zauważył majaczącą w oddali jedenastkę, którażto przywiodłaby Egzota ku uczelni jego wspaniałej i zdążyłby dotrzeć na ten dupęurywający angielski w atmosferze ekscytacji i klaskających ludzi na korytarzach.
Wtem, rozległ się kojący dźwięk sygnalizatora świetlnego, że już zielone i że Egzot ma biec, bo ma angielski. Niczym stado rączych gazel, ludność ruszyła stykając kopytami po asfalcie. Kiedy tak Egzot wzrokiem pożądliwym wypatrywał jedenastki skręcającej właśnie na przystanek i galopem świeżym bieżył czym prędzej, gdzieś w połowie pasów a zarazem ulicy, zapodał z główki innej gazeli biegnącej z naprzeciwka.
Przez pierwszą chwilę Egzot nie wiedział co nastąpiło, albowiem jemu nic nie było, stał najnormalniej w świecie na środku jezdni, a na glebie w pozycji horyzontalnej, samica lat około dwadzieściapięć, broczyła krwią z nosa powtarzając przez łzy ” ojej ała „. Pierwszą myślą Egzota było dramatyczne: ” o kurwa, zabiłem ją ” drugą natomiast, nie wiedzieć czemu ” pójdę do więzienia „. Trwało to jednakowoż jakiś miligram sekundy, albowiem pojmał konającą gazelę z podłoża, poderwał ku górze i odciągnął władczo ku przystankowi docelowemu, skąd właśnie odjeżdżała kokieteryjna jedenastka.
Przepraszając nieustannie, Egzot gorączkowo jął szukać chusteczek, albowiem krwi było a było i barwiła śnieg w bardzo makabryczny sposób. Kiedy chusteczek nie znalazł, jął pytać ludność przystankową o pożądaną trójwarstwową ligninę, w celu zatamowania krwawienia. I wtedy ujrzał, że ludność przystankowa patrzy na zaistniałą sytuację wzrokiem ni mniej, ni więcej wyrażającym myśl:

” morderca! .____. „

Starając się nie zwracać na ten DROBNY szczegół uwagi, otrzymał całą paczkę chusteczek od jakiejś babci, która nie powstrzymała się od komentarza na widok zajuszonej gazeli (a było to histeryczne „JEZUSMARIA!!!”). Minutę później, przytykając kolejne warstwy ligniny do twarzy kobiety, krwawienie ustąpiło, i można było spojrzeć jakie szkody popełniło czoło Egzotowe. Szkody były to na szczęście żadne, albowiem nos był cały a samica przez łzy zaczęła się brechtać i przepraszać, że nie patrzyła przed siebie, co wyglądało bardzo komicznie przy wielkiej czerwonej plamie wokół ust i nosa:

- Jak to wygląda?
- Normalnie, nie jest złamany na pewno.
- Uff.
- Tu jeszcze jest pani od krwi.
- Już? – zapytała pocierając twarz chusteczką.
- Tutaj też jeszcze trochę – pokazał Egzot palcem.
- A teraz?
- Nie, jeszcze nie. Ma pani lusterko?
- Nie mam. – brecht.
- Boli jeszcze?
- Nie już jest ok.
- Przepraszam, nie widziałem Pani. – skrucha mode on.
- Nic się nie stało ja też nie patrzyłam i biegłam. To wszystko przez ten pośpiech, niech juz pan idzie, ja już dam radę.

Przeprosiwszy jeszcze z piętnaście razy i wytykając kolejne plamy krwi na twarzy, wręczył Egzot pozostałe chusteczki kobiecie, pożegnał się, a następnie z miną * nie widzicie mnie * wsiadł do pierwszego lepszego tramwaju celem ucieczki z miejsca zbrodni.
Więcej adrenaliny niż przy machaniu ogniem. Serio.

***

W następnym odcinku opowiemy jak dostać się do akademika w bardzo ekstremalny sposób.
[czarne tło i biały powiększający się dramatycznie napis SOON]

Egzot.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Płatki jedzone widelcem i nieodparta chęć oparcia się o śmietniczkę.

12 wrz

     No, powoli wszystko idzie ku rozwiązaniu, (nie jestem w ciąży) w sensie że układ który spędza mi sen z powiek na września osiemnastego jest już w większej połowie ukończony, ostatnią poprawkę pisze Egzot w ten wtorek, więc naturalną koleją rzeczy siedzi przed komputerem, słucha soundtracku z Władcy Pierścieni i nie robi mic konstruktywnego. Indeks ma oddać do piętnastego, zobaczy się.

„Wrota Mordoru stanęły otworem, ziejąc przenikliwym mrokiem i zapachem śmierci. Z czeluści czarnej mgły i smrodu cierpienia wyhynął podstępnie zionący ogniem najeżony kolcami skoroszyt z notatkami o mechanizacji ogrodnictwa.
- Przeczytaj mnie przeczytaaaj! – wrzeszczał plując strzępami kartek na lewo i prawo
- Nieeee! – darł mordę Egzot, wspinając się po kamiennych schodach wiodących do jaskini pająka o przerażającym imieniu Nie-zdam-tego-gówna. „

No, i zaliczył Egzot wschodnią część Polski, co prawda tak w sumie gówno widział bo nawet na starówce w Lublinie nie był, ale co był w Lublinie to był. Znajomych odwiedzić. Spędził w podróży, sumując, siedem bożych godzin w pociągu teelka naprzeciwko pani, która pośladkami zajmowała dwa boże siedzenia, dziadkiem, który smarkał w szybę, młodą parą studentow czytających Kafkę oraz dwoma staruszkami które wypowiadały się na tematy różne, acz głośno. W połowie drogi Egzotu rozładowała się komórka, będąca również źródłem muzyki dousznej, więc po prostu tragedia i zgrzytanie zębami. Z nudów biegał Egzot po korytarzu w tę i z powrotem, otwierał okna coby popatrzeć na mijające nas hyżo słupy kolejowe i patrzył ludziom do przedziałów próbując podpatrzeć najciekawsze pozycje do spania w pociągu. Zdecydowanie wygrywa pan w niebieskiej koszuli. Oparł on czoło na śmietniczce (w tlk są takie większe śmietniczki, horyzontalnie płaskie), rozwarł usta, zwiesił ręce ku podłodze i spał. Zaiste piękny widok.
     W Lublinie jechał Egzot trolejbusem! Nawet bilet ma na pamiątkę, coby się wszem wobec chwalić. Pobyt również zacny był, to nic że w kuchni mieliśmy tylko garnek, kubek, widelec, nóż i łyżeczkę. Bardzo chciałby Egzot wrócić, fajnie się płatki jadło widelcem z garnka.
Zaprawdę, częściej musi Egzot robić takie prawie-spontaniczne wypady do osób których nigdy nie spotkał na żywo, wzbogaca to aurę Egzotową i czuje się szczęśliwy jak diabli. A, w Lublinie też Egzota z kobietą pomylili, w kolejce do kiosku. Oto dialog:

 Jakaś Pani – Przepuści mnie pani? Ja mam pociąg zaraz.
 Egzot – Spoko. [obserwacja zmieszania obiektu przepuszczonego]

Ta zdziwiona mina osoby docelowej… nigdy mnie to nie przestanie bawić. xD

Egzot.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kraj mi e riiweeer! Kraj mi kraj miii. xD

20 sie

     Sierpień rychło zmierza ku końcowi, równie rychło jak zbliżają się terminy poprawek egzotowych na które nic nie umie a miał się uczyć od początku tegoż, a jakże, rychłego sierpnia. Ja pierdolę, czasami mam ochotę sobie strzelić w łeb za to całe niezorganizowanie.

Siedząc w gaciach i rozciągniętej bluzie oraz w całym swym zajebistym jestestwie popijając kawkę Egzot rzeknie odkrywcze : nie chce mi się. Ale wznosząc się nad wyżyny własnej prokrastynacji i nicniechciejstwa co do nauki szkółkarstwa (takie drzewka w doniczkach) porwie się Egzot na podsumowanie wakacji.

Lato w sumie zalicza do udanych, hasał, drzewa przytulał, wino z biedronki za cztery siedemdziesiąt dziewięć pił.
Kota znalazł. Po miesiącu wołania na niego „Kocie”, „Debilu” oraz ” Chodź tutaj kretynie” nazwał go Szpilka (bo okazało się, że to samica).
  Rowerem nabytym za pieniążki teoretycznie przeznaczone na Hajnekena zjeździł bardzo duże połacie terenów zielonych, znalazł dużo pięknych miejsc do hasania i wegetowania ze słuchawkami w uszętach, które to jesienią a i owszem odwiedzi ponownie.
  Słuchał Egzot dużo muzyki, ale raczej niczego nowego, bardziej mu się na wspominki wzięło i ściągnął jakieś starocie.
I na Woodstocku był też, machał ogniem na koncercie Jelonka co też wyzwoliło w nim ukrytą osobowość określaną mniej więcej jako „pojebany piroman” bo hasał zbyt epicko i kosił kamerzystów łańcuchami. I nosili Egzota na fali i był w kręgu śmierci i w pogo i przeżył łuhuhuu! xD.  Na Woodstocku również nabył wściekle zielone spodnie z krokiem przy kostkach (wiecie, takie wyglądające jak takie gargantuiczne -Kill Bill 2!- pieluchy) które są ZAJEBIŚCIE wygodne a starsze panie w tramwajach mają z nich UBAW bo śmieją się pod wąsem kiedy Egzot hasa ku kasownikom bilety dziurawić. A, klimatu na Woodstocku się nie da słownie wybebeszyć, trzeba być tam i doznać, a nie mówić, że ” brud i ćpuny ” bo się ogląda telewiżyn.
  Ostatnio pływał w środku nocy w jeziorze, i hasał w deszczu z gałęzią bliżej niezidentyfikowanego drzewa zatkniętego w bieliźnie w okolicach lewego pośladka. Puszczykówko jest zajebiste.
  A no i ma Egzot Priesta Blood Elfa 80 lvl full rele shadow build gs 5.7 (na pvp) a pve zbiera dopiero t10 (serwer prywatny, żeby nie było). Tak, jestem nolifem xD.

Zastanawia się Egzot czy coś należałoby zmienić w jego zaiste porywającym życiu, ale dochodzi do wniosku, że chyba nie. Zmiany same przychodzą jak Egzot dobrze klamotem w wodę zamąci i jak mu się zachce taki klamot podnieść. Więc w sumie to ma wszystko w dupie, ale nauczyłby się czegoś nowego, ma niedosyt.

Egzot.

Poniżej z cyklu ” Egzot poleca” Jelonek – Akka …

>KLIK<

…a jeszcze poniżej poniższego egzotowe machanie woodstockowe ( na 50 sekundzie wkracza ).
>KLIK<


 

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Maciej poczuł tampoooon!

15 lip

     Zarzućmy narzutę milczenia na pobudki (nienawidzę tego słowa), dla których Egzot postanowił tymczasowoż blog zablokować.
     Odkrywczy Egzot nie będzie jeśli stwierdzi iż na dworze jest ODROBINKĘ za ciepło jak na standardy polskiego jebczego lata. Wali upałem po gałach i ogniem z dupy. Czasami to aż się człowiekowi nie chce wstać z łoża boleści, tylko od razu strzelić sobie w łeb przez poduszkę. Ale dość, trzeba wziąć się za wszarz, zaaplikować wiadro wody i próbowac przeżyć do godziny dwudziestej drugiej, gdzie można otworzyć okno i zostać pożartnym przez stworzenia nocne radośnie hasające i krwi Egzotowej łaknące.
      Z nowości na ulicy jakże prestiżowej Egzotowej można wskazać na to iż rodzina sąsiadowa wznosi swą skromną budowlę ku niebu, dokładając piętro nade parter w swej chwirze. Zatem codziennie od rana budzą Egzota następujące sekwencje oraz warianty dźwiękowe:

a) rozhasana betoniarka
b) lubieżna wiertarka
c) konstruktywne rozmowy budowniczych + pizganie młotkiem

O dziwo Egzotu to wcale nie przeszkadza, kopnie jeno w okno coby się hyżo zamknęło i śpi dalej. Co innego natomiast jeśli ze snu wyrwie Egzota znana już wszem wobec kombinacja Aś Baś & Kaś, o której rozpisywać się tutaj nie będzie bo po prostu nie ma siły. Wspomnieć jednakże można epizod, który szczerze Egzota zszokował i przyprawił go o łzy rzewne. Nie wiadomo czy były to łzy bezgranicznego rozbawienia, czy może pustej nadziei o lepsze jutro. Otóż.
Ranka pewnego soczystego nad Czempińską metropolią, miastem seksu i biznesu, oh, ah, ęż and ąż a dokładniej na ulicy Egzotowej rozległo się gardłowanie B. które zostało rychło poskromione słowami szanownego małżonka owej B. słowami:

- Ciszej ! Słychać cię na całym osiedlu!

Zaprawdę, to się wpisuje w rangą powagi sytuacji niczym jakiś iście historyczny moment jak bitwa pod Grunwaldem czy wstąpienie Polski do Unii Europejskiej. R. uciszył B. mając na względzie dobro osiedla i społeczności otaczającej ichże wspaniałą posiadłość. Użyć słów „o kurwa! niewiarygodne!” to tak jakby nic nie powiedzieć. Szkoda tylko, że owe słowa nagany również wykrzyczał co w sumie zniwelowało wszelką interwencję mającą na celu zachowanie ciszy o siódmej nad ranem.

Potem coś napiszę jeszcze.

Egzot.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

oj tam oj tam!!!

20 kwi

     Na chwilę wtargnąwszy. (Egzot musi rozpocząć naukę o robalach, wiadomcia czemu robi wszystko żeby tylko po księgę nie sięgnąć). Uprasza się serdecznie o nie urządzanie pyskówek w komciach, rani to delikatną psychikę egzotową i skłania go do rozmyślania o tym, że nową nocię w końcu należałoby z siebie wyrzygać. Almanachu w dalszym ciągu „nimo” albowiem komputer egzotowy duży namyśla się. Aktualnie Egzot przeklina nad pisaniem z klawiatury laptopa rodzicieli. Śmie Egzot twierdzić, że skonstruowano go jeszcze przed wynalezieniem pisma klinowego.
     Z nowości w porywająco nudnym życiu Egzotowym można by wymienić, iż nabył Egzot soczewki nagałeczne dzięki którymż to w końcu egzot widzi liście wyraźnie, a twarze ludzi nie przypominają cielistego kleksa z większym otworem u dołu. Zaprawdę Egzot poleca. Soczewki git malina. Oczywiście nabył Egzot zapas na następne pół roku, nie konsultując się w ogóle z optykiem/okulistą czy mu wolno i czy mu gały nie uschną rychło po założeniu owych dwóch kawałków pseudofolii do pakowania śniadania. Przez pierwsze trzy dni po założeniu Egzot nie nadążał za zmienianiem majtek, albowiem po raz pierwszy od lat wielu, widział świat wyraźnie jak na przykład pierwszą w tym półroczu szmatę z kolokwium.
      Kolokwium otóż z mechanizacji rolnictwa albowiem. W sumie, to Egzot nie spodziewał się oceny pozytywnej, albowiem nie raczył nawet rozewrzeć zeszytu (szczerze, to nie pamięta gdzie w zeszycie-do-wszystkiego zostały notatki umieszczone) a i popisowe zadanie czwarte, mimo dużej dozy przelanej w ów zadanie kreatywności, nie uzyskało maksymalnej liczby punktów. Otóż. Zadaniem było narysowanie roztrząsalnika (?) obornika (jea! rymuje się!) Egzot popuścił… wodze fantazji i namalował wielką hałdę wyśmienitej jakości obornika, obok niego w zacnych kaloszach i słomianym kapeluszu stał Pan Mieczysław dzierżący władczo widły metalowe z trzonkiem drewnianym. Obrazek obok ukazywał proces roztrząsania obornika przez Pana Mieczysława. Egzot bardzo był rad z owego dzieła. Obornik wyglądał jak żywy…
… wielkie 2.0 na frontpejdżu kolokwium również. No ale nicto, miejmy nadzieję, że przy zraszaczach pójdzie Egzotu lepiej.
     Na zajęciach z roślin zielarskich, raczono studentów SUSZEM. Wiecie, takimi zmielonymi i suszonymi roślinkami w tytkach foliowych od guzików. Chyba wiadomo jak wygląda w pełnej okazałości. No. Pech chciał, iż wracawszy niedawnoż pociągiem relacji wiadomo jakiej, został Egzot poproszony o wydobycie z torby biletu miesięcznego. Oczywistą sprawą jest, iż portfel znajduje się na samym dnie kurewsko wąskiej torby egzotowej. Dokopawszy się do niego i tryumfalnie wyszarpując go z czeluści sakwy, na podłogę hucznie wypadła torebka foliowa na guziki wypełniona suszem ziela fiołka trójbarwnego (Viola tricolor).
Spojrzenie konduktorki i połowy przedziału proszę sobie zwizualizować. Kolor twarzy egzotowej również .

Egzot.

Błędów popełnionych w tekście powyższym poprawiania na tym diabelskim urządzeniu hardo odmawiam.

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trzecia w nocy. Turbulencje kory mózgowej.

21 mar

    A linczujcie mnie, pe-erosze
bardzo. Nie ma almanachu jeszcze, nie wiem jak humanitarniej niż
„warchlaki jebane” opisać stado śliniących się facetów każdy po ponad
sto kilogramów, taranujących biednych studentów na schodkach wagonu
pociągu osobowego.
     Jest godzina trzecia, pokutować będę ranka dzisiejszego, że
jeszcze nie leżę w ciepłym wyrze z ksiązką, w której nosem zasnę. Myśli
mi się, ciągle. Dlaczego wszystko musi być takie nieprzewidywalne? Nie
ogarniam, no kurwa no nie ogarniam.
    Będę chyba wychodzić z domu z przyklejoną kartką na czole głoszącą
treść: ” mam wyjebane”. Bo mam, od niedawna. Się chyba nauczyłem, no bo
ile można myśleć w kółko o tym samym, przecież życie nie jest po to
żeby łazić i rozbebeszać własne wczorajsze memłańce.
     Kopa dostałem. Takiego w głowę, od samego siebie (niestety kamery
owego czynu nie zarejestrowały), i się wystające elementy powstawiały
na miejsce. Widzę na chłodno wiele spraw, które wcześniej paliły mnie w
oczy i nie dawały trzeźwo egzystować. Radjestżem  z trakiego obrotu
spraw. Poza tym mam wizję, którą uczynię niebawem, nie napalam się na
nic, co nie jest moje, ani na to co jest poza moim zasięgiem, ani
przedmioty ani osoby. I wielki trening rysowania na osiem giba,
ściągany przez dwa tygodnie okazuje się być zacny. Umiem już rysować
ludziki z kręgosłupem (po prostu pełne gacie i gnój w papciach!).
Entomologia. Miałem dzisiaj zajęcia praktyczne. Zajebałem pająka
zeszytem (też od entomologii) Borze Wszechlistny błogosław twarde
okładki.


Egzot.

P.S. Nie było odkrywczo, wiem. Ale już wszyscy śpią i nie ma do kogo obolałej mordy rozewrzeć.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stomatologiczne szczęki poszerzanie.

17 mar

     Egzota ząb bolał. Siódemka dolna po prawej stronie. Albowiem złe zło i trzaskanie drzwiami w rytm makareny. Egzot, co niespodzianką nie będzie jakąś nieludzką, dentystów nie lubi, znaczy nie osób docelowych acz tego, że w ząbkach egzotowych brutalnie grzebią i zadają egzystencjalno-retoryczne pytania w stylu:
- Bolii? Niieeeee, przecież nic pana nie boooliiii!
     No nic, zadzwoniwszy do zacnego stomatologa czempińskiego, został wciśnięty na godzinę wpół-do-trzeciej.
     Zakład rzeźnicki znajdował się na ostatnim piętrze w bloku w osiedlu nad osiedlem egzotowym(ale paskudnie poskładane zdanie). Już na klatce roztoczyła się wspaniała woń pierników i cynamonu, a ludzie na schodach ubrani w złote togi zachęcali do wejścia do gabinetu rzucając lizaki pod stopy. Egzot hasał niczym rozhasany Egzot, i rad był niezmiernie. -PUF.- Otworzywszy odrzwia, powitał Egzot zesraną do niemożliwości samicę w wieku trzydziestu coś lat, hasała po poczekalni i nie mogła usiedzieć na pośladach. Naturalnie szpitalno-stomatologiczny zapach spowodował u Egzota tak zwaną galaretowatość odnóży dolnych, co charakteryzowało się niebezpiecznym uginaniem kolan. Poczekalnię Egzot pamiętał jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy to wypierdoliwszy się na pysk w łazience budynku liceum, wyekstrachował sobie górną lewą dwójkę, wtedy to stomatolog przyczepił Egzotu porcelanowe zębiszcza które (odpukać) trwają do dziś dzień. Poczekalnia wystylizowana jest bowiem na park z plastikowymi siedzeniami otoczonymi drewnianym płotkiem, latarnią i słonecznikami. Element dendrologiczny wprowadzony został na tapecie, gdzieto na bladych cegliszczach rozhasał się Hedera helix.
     Egzot umieściwszy posladki w krześle plastikowym, jął knigę czytać. Tymczasem poczekalnia zaludniała się. Pierwsza przyszła samica z małym samcem wiek na oko podstawówka. Następnie Pan-Z-Obłoconym-Obuwiem oraz samica numer dwa z mniejszą samicą w wieku około przedszkolnym. Dzieci zaprawdę siały apokalipsę i uniemożliwiały Egzotu zagłębianie się w fabułę księgi (Robin Hobb – Szalony Statek tom drugi część druga) dziewczę kopało rytmicznie w kaloryfer, naturalnie rodzicielka nawet nie zwracała na to uwagi, bo i po co, natomiast samiec podstawówkowy dorwał się do rodzicielskiej komórki, wynalazł aplikację do tworzenia dzwonków monofonicznych i jął napierdalać po klawiaturze na chybił trafił, co skutkowało przeciągłym „TIRiririIRIiriRIIRIRIi iriIRTUTUUUURURURIRIRIRITUuitiririuti”. Gdy dodać do tego głośny, chrapliwy oddech
Pana-Z-Obłoconym-Obuwiem oraz dochodzący z sali obok upojny dźwięk borowania trzonowca, powstaje iście sielska atmosfera poszerzająca Egzotu uśmiech szaleńca, zwłaszcza, że nie posiada Egzot słuchawek od jakiegoś czasu a funduszy nie ma na ich zakup.
     Poczekalnia dentystyczna ma właściwości skrajnie magiczne. Otóż, ząb przestaje boleć z chwilą przekroczenia jej progu, zaiste cud boski i alleluja. Egzot z racji tego, że zacnie mu się czytało i ból magicznie jak ręką odjął zniknął, powpuszczał pół poczekalni przed sobą. Naturalnie żadnego „dziękuję” ani „pocałuj mnie w rzyć” nie doświadczył. Kiedyto wybiła zacna godzina osiemnasta(!) a Egzot pochłonął już jedną trzecią księgi, rozleniwiając się oparty plecami o kaloryfer, nastąpił niespodziewany zwrot akcji i Egzot zaproszon został na fotel dentystyczny.
    Wyrok był następujący, iż siódemkę możnaby wyleczyć, aczkolwiek złowieszcza ósemka czai się nieopodal, i jeśli ona jest spsuta, to gówno wyjdzie z leczenia siódemeczki. Zatem – rwiemy.
Po przyjęciu końskiego znieczulenia i po odrętwieniu połowy ryja wraz z oczodołem, stomatolog zabrał się ze śmiechem złowieszczym do pracy.
-Szerzej proszę. – słyszy Egzot wyginający kudłaty łeb pod dziwnym kątem.
-Nhe ohe erzeh. (translator ludzi mających obcęgi i dwie łapy w jamie gębowej: Nie mogę szerzej.)
I mocować jęli się z waleczną siódemką dolną po prawej. Zaprawdę nie samo wyrywanie zęba było najgorsze, jeno zawiasy od szczęki kwiczały i skrzypiały jak dzikie.
-Aha (ała). – Rzekł profilaktycznie Egzot przedzierając się przez waciki, albowiem nie chciał wyglądać jak nieumarli z Warcrafta, którym to szczena zwisa gdzieś koło kolan.
-Coo boli? Nie powinno boleć. – Odrzekł brutalnie dentysta i wiercił obcęgami dziurę w dziąśle egzotowym.
-Hęka! (Szczęka!)
Tymczasem w tle leciała podniosła muzyka poważna, która to nadawała dramatyzmu sytuacji. W momencie patetycznego uniesienia orkiestrowego siódemka wyskoczyła z donośnym chrupnięciem z zębodołu. Ulga dla szczeny i jestestwa Egzotowego raz. Egzot zagryzł wacik, podziękował na tyle wyraźnie na ile ów wacik pozwalał (eukue – dziękuję) i niczym rącza gazela czmychnął z gabinetu.
     I tutaj zaczynają się schody albowiem. Wieczorem, znieczulenie przestało działać i poczuł Egzot „na pełnej kurwie” co to oznacza ból połowy ryja a krew lała się niczym w tanich horrorach klasy zet. Całą noc przesiedział Egzot w poduszkach nie mogąc zasnąć, bo jak na złość ibupromu nie dane mu było zobaczyć. (nawet monopolowe w Czempiniu są do dwudziestej pierwszej, paranoja.) Rzucał się w pościeli zielonej niczym dorsz wyciągnięty z wody, przeklinając raz po raz donośnie, wpieprzył pół woreczka lodu w kostkach (co oczywiście nic nie dało) z godziną piątą trzydzieści siedem (szacunkowo) Egzot zasnął, aby obudzić się koło siódmej, siódmej trzydzieści oraz ósmej i postanowił, że dziś na zajęcia nie przybieży, zwłaszcza, że wyziewy z zębodołu mają wątpliwą woń estetyczną i Egzot pluje krwią jak stary palacz.

Zaprawdę Egzot nie poleca.

Egzot.

P.S. No i kuźwa zapomniał wziąc zęba do domciu coby Wróżce Zębuszce podarować w zamian za nowe słuchawki

P.S. vol.2 – Almanachu część druga – niebawem.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

WIELKI ALMANAH LUDZI POCIĄGOWYCH CZ.1

06 mar

Od zamierzchłych czasów, kiedyto Egzot zdecydował się założyć lubieżnego blogaska w agresywnych kolorach, krążyła po Egzotu kudłatej głowie myśl tudzież zarys noci albowiem siermiężnej. Otóż, po latach zbierania informacji i szpiegowania niecnego, skrytobójczego podgladania i jawnego oczyma zerkania,przedstawia oto Egzot szerokiej ludności szacownej ąz ęż oh ah, ja pierdolę:

WIELKI ALMANACH LUDZI POCIĄGOWYCH (łac. Bigaceae Almanachaceae Pipolae Bahnaceaeaeae)


Nawigacja po Almanachu :

Agresywność danego osobnika wyrażana jest w ilościach iksów umieszczonych przy nazwie:
 X – osobnik mało agresywny.
 XX – tak średnio niebezpieczny.
 XXX – osobnik o potencjalnie dużym zagrożeniu.
 XXXX – osobnik agresywny, gryzie małe dzieci.
 XXXXX – natychmiast zarządzić ewakuację.

Natomiast wkurwogenność danego osobnika wyrażana jest w słitaśnych gwiazdeczkach:
+ – budzi podziw (nie wkurwia ze względu na element zaskoczenia)
* – mała wkurwogenność, da się znieść.
** – osobnik wkurwia osoby postronne
*** – W osobach postronnych włączają się mechanizmy pierwotne, chcą zabić osobnika w przypływie absolutnego megawkurwu.

Słowem wstępu:

Ludzi pociągowych dzielimy na tych normalnych, którzy w komforcie podróży nie wadzą, zachowują się jak cywilizowane istoty, dobrze ułożone i wychowane zgodnie z etykieta panującą w przedziale. Tego szacownego gatunku opisywać tutaj nie będziem, a zajmiem się natomiast gatunkami z rodziny Pseudopasażerowatych, będący powodem wielu zniesmaczeń, wkurwów oraz chęci zabijania u wielu normalnych kulturalnych pasażerów.
P.s. Różne odmiany mają różne klasyfikacje.

Królestwo: Pasażer pociągu osobowego
Rodzina: Pseudopasażerowate
Gatunek: Żwacz donośny
Klasyfikacja : X/* (jeśli jesteś Egzotem: ******)


Osobnik posiadający pożywienie/suchy prowiant/mokry prowiant/organiczne substancje nadające się do trawienia drogą gęba-żołądek. Osobnika charakteryzuje niesłychanie dobrze rozwinięta akustyka otworu gębowego, który nie domyka się, przez co pokarm umieszczony niezdarnie w owym otworze wysypuje się na kolana danego osobnika. Zjawisku towarzyszą lubieżne odgłosy mlaskania, ćlapania tudzież w najgorszym wypadku: chrupania.
Poznane dotąd odmiany to:

„Dziadkus jabłkowpieprzacz”
Odmiana ta nie ma za bardzo zębów, więc w foliowym woreczku nosi pokrojone na ćwiartki jabłuszka, które przy rozgryzaniu i młóceniu gołymi dziąsłami wydają odgłosy porównywalne do deptania w gęstym błocie gołymi stopami.
Klasyfikacja: X/*

„Kej Ef Si”
Odmiana występująca zazwyczaj wieczorami, jeżdżąca pociągami późniejszymi. Kupuje kubełek z sieci jadłodajni KFC i szczuje osoby postronne co przyczynia się do ogólnego zgorszenia i ślinienia. Plusem jest to, że odgłosów nie słychać tak bardzo jak w przypadku odmiany ” Dziadkus jabłkowpieprzacz „, siermiężnym minusem natomiast wspaniały zapach ciepłego pożywienia roznoszacy się po całym przedziale działający silnie na gruczoły ślinowe.
Klasyfikacja: X/**

„Śniadanius pociągus”
Zaprawdę intrygująca odmiana, rzadko spotykana. Występuje rano, w pociągach między szóstą a ósmą. Zazwyczaj Pani/Pan w wieku około lat czterdzieści pięćdziesiąt, zaskakuje niesamowitym zmysłem a’la Makgajwer. Z torby wyciąga siatkę wypełnioną prowiantem w postaci bułek, serka homogenizowanego oraz ogórków kiszonych(!). Czyni kanapki na własnych kolanach za pomocą sztućców, następnie je pożera.
Klasyfikacja : X/+

Królestwo: Pasażer pociągu osobowego
Rodzina: Pseudopasażerowate
Gatunek: Babus wielgachnus
Klasyfikacja : XXX/**

Dość rzadki gatunek. Charakterystyczne cechy to waga rzędu dwustu kilogramów żywej masy, płaszcz do kolan a’la Drapieżna ekshibicjonistka oraz wielka torbetka. Występuje przez cały rok, jednakże jesienią i zimą gatunek intensywnie poci się pod wpływem ogrzewania pociągowego dopośladkowego. Osobnik miażdży uda osobom sąsiadującym z nim, oraz przyciska do ścian wagonu/zrzuca pasażerów z siedzenia wykonując mikroruchy potężnymi pośladami.
Odmian nie zaobserwowano (i całe szczeście) jedynym bonusem jest samiec, który od samicy odróżnia się tylko tym, że nie ma torbetki.

Królestwo: Pasażer pociągu osobowego
Rodzina: Pseudopasażerowate
Gatunek: Napierdalaczos telefonos
Klasyfikacja : X(jeśli gestykuluje: XXXXX)/***

Zazwyczaj samica. Osobnik wyposażony w telefon komórkowy. Rozmawiając przez ów aparat stara się nakreślić ogólny zarys fabuły rozmowy wszystkim pasażerom w przedziale. Fabuła dotyczy w 99% Aśki, która nie zaniosła pendrajwa Agnieszce, imprezie na której poznała Artura, mamie, która zbiła ją za nie wyniesienie śmieci oraz o tym, że uwiera ją tampon. Nie zwraca uwagi na mordercze spojrzenia innych pasażerów i nadal prowadzi ożywczą konwersację.Wyróżniamy kilka interesujących odmian:

„Muzykus wszemwobecus”
Odmiana męska odziana w bluzę z kapturem. Telefon służy jako ogólnoprzedziałowa rozgłośnia muzyczna. Preferowany gatunek: hip hop/rap/Ryszardopejopodobne fenomenem owego gatunku jest to, iż kozaczy nieludzko do momentu, kiedy to osoba postronna nie wytrzymuje i rzecze: wyłącz to. Odmiana nakłada wtedy kaptur i wyłącza pokornie muzykę.
Klasyfikacja: X/***

„Babciaceae telefonjum” (zwana także bardziej jako : O Boże! Telefon dzwoni! Który to był guzik żeby wyłączyć ten pierdolony dzwonek?!)
Osoba starsza uzbrojona w telefon komórkowy z ustawionym zazwyczaj najgłupszym możliwym dzwonkiem w stylu ” JAAA PIERDZEEEE! „. Ma problemy z użytkowaniem owego urządzenia co jest raczej zabawne kiedy na cały przedział rozlega się ryk ” TO JAAA! TWÓJ TELEFOOOON! „.
Klasyfikacja: X/+

Ażeby nie nadwyrężać oczu szanownych czytelników Egzot postanowił podzielić ow almanach na kilka cześci. Ciąg dalszy nastąpi.

Egzot.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS