RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Procesowość ludzkiego zachowania oraz świeczunie paletowe do iluminacji zewnętrznej.

17 kwi

     Przystawiwszy
fotel do ultraniskiego stolika komputerowego, Może Egzot w należytej godnej
pozycji  niekucającej oddać się w
szrajbaniu kolejnej porywającej noci pełnej porywajacych porywów.

     Zauważa Egzotu
ostatnio wiele ciekawych rzeczy jeśli chodzi o ludzi, że te wszystkie
interakcje i wymiany słów, poznawanie się i ewentualne zwierzanie, to nic
innego jak pseudotaniec, w którym obie strony muszą uważać żeby nie nadepnąc drugiej
osobie na stopę. Albo na twarz. Męczący jest to proces, który robi bubu Egzotu
od jakiegoś czasu, do tego stopnia, że czasem w połowie konwersacji,
najchętniej powiedziałby „moment, zaraz wracam” następnie odwróciłby się na
pięcie tworzac szum powietrza i odszedł w siną dal i bordową nicość, kłamawszy
o tym, że wróci za chwilę. Niestetyż nie da się, tak więc męczy się Egzot, w
tym tańcu, stópki bolą, a po skończonej pieśni, zostaje niesmak i skurcz
mięśni. Nie wiadomo czy to zgorzknienie egzotowe, czy o co chodzi, ale ostatnio
właśnie tak my śli i od natłoku dziwnych pseudoprzemysleń, najchętniej zrobiłby
sobie lobotomię widelczykiem do sernika.

     Z bardziej
pozytywnych wieści, można wymienić fuckt, iż nabył Egzotu paletę świeczek
podgrzewaczy, i będzie iluminował swój pokój gęsto i hyżo, wraz z lampkami
choinkowymi oplatającymi piec kaflowy. Rad jest Egzot i ukontenton. Ponadto
założył sobie konto w banku, gdzie dostanie kartę bankomatową i będzie hasał i
pieniądze wypłacał. Co prawda Egzot boi się takich urządzeń jak pralka,
zmywarka, tudzież terminal do płacenia kartą, ale miejmy nadzieję, że doświadczenie
jakim jest wypłacanie pieniędzy ze ściany nie będzie traumatyczne acz żwawe i
miłe w dotyku.

     Miał Egzotu
pomysł sprowadzenia do domu tkankowca, Małgorzaty, ściślej mówiąc, kocicę
czarnorudobiałą jednakże zaniechał projektu ze względu na gęstą absencję
lokatorów w mieszkaniu, wliczając w tym Kingę, lokatorkę Egzotową. Smuteczek.

Rozdziewiczył się Egzot na tle biegania z sernikiem po
ogródku, znaczy na dworze między stołami pełnymi wygłodniałych gości. Kiedy to
z rykiem i donośnym „arrrr” dobiegł do stolika docelowego, okazało się, iż
dystans między Egzotem a blatem stołu blokuje jakiś jegomość o wydatnym
brzuchu. Postanowił Egzot zdetronizować samca, i z donośnym, charczącym „przepraszam”
praktycznie wypierdolił go z krzesła, rzucił sernik na stół i robiąc gwiazdę na
bruku, wrócił do wnętrza restauracji. Ludu był rad, nie wiadomo czy jegomość również.

     Praca Egzotowa
obfituje w różne smaczki, takie jak strzelanie do siebie wykałaczkami za pomocą
słomek, oraz układania choreografii do płyty Natalii Oreiro, którą zna już Egzot
całą na pamięć (płytę, nie Natalię). Ostatnim popierdolonym projektem, było
stworzenie ultragigadługiej słomki złożonej z kilkunastu słomek, celem wypicia napoju.
Z tym, że napój stał na parterze, a Egzotu na szczycie schodów.

O tym, że różne indywidua spotyka się w ristorante egzotowej to wiadomo.  Dowodem jest tenże przykład, ostatni, świeży. Pod koniec dnia, weszły do środka najpierw biust a potem pani należąca do tego biustu. Tleniona blondynka strzaskana na solarium. Omiotła wzrokiem lokal, po czym na czterdziestocentymetrowych szpilkach ruszyła jak tyranozaur  do stolika stojącego  przy drzwiach. Zaraz za nią przyszedł wielki człowiek karton, tak zwany misiek. Zamówili naczosy i drinaski. Następnie po jakimś czasie samica przywołała gestem Egzota i zrobiła coś, na kształt ludzi jedzących w pociągu, których Egzotu szczerze nienawidzi. Mianowicie, mlaskając i ćlapiąc naczosami wypadającymi jej z nabłyszczykowanych ust, odgarnęła kawałki, które wypadły jej z jamy gębowej na kartę menu i wytipsiorowanym paznokciem wskazała na jeden z drinków i rzekła wilgotno/mlaskające „pinakoladę”. A „Poproszę” łamane przez „chciałabym zamówić” łamane na „czy mogłabym prosić” to gdzie? Po konsumpcji jednakże podziękowali i zostawili prawie trzydzieści złotych napiwku. Kontrasty, no witam.

     A teraz, ogarnąwszy
swój ryj oraz zgładziwszy odstający dred w centralnej i strategicznej cześci głowy
egzotowej zamierza Egzotu wyjść do ludzi celem nabycia jakichś zacnych szmat w
lumpeksie.

Dowidzenia, dziękuję i zapraszamy ponownie.

Egzot.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Patroszenie palcem małym i pogoda emancipatorowata.

31 mar

     Ja brzoza ja brzoza, zgłaszam się z
poziomu parkietu, nadal. Zaczniemy od sucharowych wieści o pogodzie, mianowicie
pogodę taką jaką inni nazywają „pod psem”, „ ale piździ” tudzież „ale chujowa”
Egzotu nazywa takąż pogodę emancipatorowatą. Budzący kontrowersje uszne artysta,
zwany Emancipatorem tworzy pieśni, do których Egzotu zawsze wraca, a właściwie
nawet od nich nie odchodzi, bo słucha ich bardzo częstoż. I właśnie na taką
pluchę, deszczowanie ze śniegowaniem i wietrzenie erozyjne mordy Egzotowej obie
jego płyty są idealne.

Zakończył właśnie Egzot dwudniowy
maraton pracy od rana do godzin późnonocnych. Wczoraj miał okazję zapoznać się
z szefem wszystkich szefów, czyli właścicielem ristorante, w którejż to ma
przyjemność pracować. Z tym poznaniem owegoż Saurona meksykańskiego mordoru było
ubogo, albowiem  jako żółtodziób
kelnerski i ogólne truchło przewodu pokarmowego, nasłuchał się historii
przerażających, że niby to szef zwalnia osoby samym spojrzeniem, a lewym palcem
u nogi (tym malutkim) patroszy komorników i trolle leśne. Tak więc po
objawieniu się teżje postaci w lokalu, Egzot przezornie i na tyle hyżo na ile
pozwalały na to Egzotu spodnie zbyt ciasne w prawym udzie (zszyć trzeba było bo
rozdarły się w strategicznym miejscu) czmychnął na piętro i koczował tam przez
ponad godzinę. Ofiar w ludziach nie zanotowano, aczkolwiek terror był.

Teraz powróciwszy z wojaży
porannych półmartwych za sprawą tylko 4 godzinnego snu, przywdział Egzotu swój
ulubiony sweter do kolan, w którym wygląda Egzot jak poturbowane cygańskie
dziecko spod lumpeksu, zasiadł przed komputerem z wiadrem gorącej mięty i
słucha wyżej wspomnianego Emancipatora, którego jeszcze raz polecać. Bordello
jest w pokoju egzotowym nieludzkie, a rano w ferworze walki  Ryj egzotowy VERSUS Lustro* do ścieków
uciekła niecnie lewa soczewka naoczna egzotowa. Warto wspomnieć, iż była to
ostatnia soczewka lewa egzotowa, albowiem powinien nabyć właśnie zapas na
kolejne pół roku, ale nie ma za co. Ważne, że została prawa, ta z większą wadą
i Egzot ogarnia świat na tyle, że nie zderzył się z jakąś kobietą na pasach.
Jeszcze.

Był Egzotu na badaniach do pracy
swej, zaiste kuriozalny był ten mityng z paniami pielęgniarkami. Jedna
wyglądała jak raszpla z drutu nieciosanego, miała jakieś dziwne buty na
obcasidłach, twarz jak pomalowaną jagodami i cycki okrutnie podniesione pod
brodę za sprawą chyba jakiejś czarnej magii. Skutecznie odciągała uwagę od
szaro wyglądającej koleżanki, która była ewidentnie znudzona życiem i
stemplowała papiery egzotowe z nadzwyczajną żywiołowością leniwca po relanium.
Egzotu nie umiał utrzymać ciągłości rozmowy kiedy patrzył na to, jak jagodowa
czarownica wstukiwała dane personalne egzotowe do komputera, za pomocą
czterocentymetrowych tipsiorów z diamencikami. Następnie kazano Egzotu
przeteleportować się do pomieszczenia numer siedem celem nakłucia go i pobrania
krwi. Tam trzecia pani przepytała Egzota ze wszystkiego: dlaczego zrobił dredy,
kto mu zrobił torbę, skąd ma takie fajne zielone trampki, czy dredy bolą jak
rosną, czy ma rodzeństwo, dlaczego brat jest w Szkocji, oraz czym się
interesuje i dlaczego studiuje ogrodnictwo skoro macha ogniem. W kolejnym
pomieszczeniu znajdowała się pani lekarz, która sięgała Egzotu do łokcia i
fajnie chrypiała z końca pokoju kiedy to kazała powtarzać liczby wypowiadane
szeptem, co Egzota oczywiście też rozbawiło.

A powracając do pracy to wczoraj
miał Egzot przyjemność obsługiwać parę, samca i samicę, którzy byli strasznie
pocieszni i zostawili Egzotu dwadzieścia złotych napiwku. Strasznie rozbawiło
ich egzotowe wypierdolenie się z sernikiem zaraz przed ich stolikiem. Albowiem
w restauracji w której Egzotu pracuje jest taki elo motyw, że jak się zamawia
sernik, to przynosi go zorro. Gasną światła, leci epicka muzyka, a kelner
przywdziewa pelerynę do pelerynowania, maskę i kapelusz. Następnie drze ryj i
robi hałas strzelając z pistoletu, i z sernikiem najeżonym zimnymi ogniami,
bieży do stolika. Jak się wypierdoli albo rozwali po drodze jakieś krzesło, to
jest jeszcze lepiej, bo lud cieszy bułę.

Ponadto zajebał Egzotu semestr
ale status studenta nadal ma, co jest cieszon i rad, i w ogóle karmelki,
albowiem ma zniżkę i jednocześnie pracuje, nie martwiąc się niczym. Niedługoż
relacje z reszty żywota, natenczas zarządza się zrzucenie bomby na pokój
egzotowy i załątwienie sprawunków internetowych, albowiem cały czas internet
jest pożyczalski, z wiaderka stojącego w łazience.

Sensimientos porfavor!

Egzot.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Panierowana ścierka i ogrodowe kamienice.

28 mar

Siedzi Egzotu na parkiecie
swojego nowego pokoju w magicznej kamienicy w Poznaniu i pisze nocię. Tak, na parkiecie,
albowiem komputer stoi na stoliku nocnym a każde krzesło jest za wysokie. W
głośnikach Kora krzyczy żeby jej nie poganiać bo gubi rytm i traci oddech, a do
pomieszczenia wpada wiosenne chłodne powietrze. Pokój egzotowy posiada piec
kaflowy, epickie stare drzwi sztuk dwie, płaskorzeźby gipsowe na suficie i
balkon, na którym Egzot zamierza konkurować z Palmiarnią poznańską w ilości
uprawianych gatunków roslin.  Jak zwykle
miał Egzot więcej szczęścia niż umiejętności i rozumu, ale ogarnął mieszkanie i
pracę w niespotykanie krótkim jak na Egzota czasie. Jest zacnie. Teraz Egzotu
czeka do pierwszej prawdziwej wypłaty i będzie pławić się w używanych meblach
ze szrotu, świeczkach z Ikei i suszonej żurawinie. Będzie także malował ściany
na kuriozalny kolor jasnoszary i drukował będzie zdjęcia celem zaklejenia nimi
jednej ze ścian.

Jak wyraził Egzot nadzieję w
notce poprzedniejwszej, nadaje z nowej pracy, a właściwie nie nadaje, bo nie ma
internetu i dzisiaj chyba specjalnie pójdzie na sępa do ludzi, aby notkę dodać
na bloga. Pracę Egzot dostał, i jest Egzot bardzo rad. Począwszy od klimatu
miejsca, poprzez dobre żarcie i na świetnych ludziach skońcywszy, nie mógł
Egzot trafić lepiej. Cierpią jedynie stópki egzotowe, albowiem praca kelnera
zbawiennie na nie nie wpływa.

Praca obfituje w poznawanie
nowych ludzi, i zapoznawanie się z różnymi klasami/gatunkami/odmianami ludzi.
Ostatnio zapoznał się Egzot z gatunkiem T-rexus dresuswelurus, czyli Tyranozaur
w dresie welurowym. Była to dokładnie samica w wieku około czterdziestu siedmiu
lat, pulchna niczym dorodna buła i mięciutka za sprawą opiętego na niej od stóp
do podbródków welurowego fioletowego dresu. Tyranozaur zażądał stolika dla
pieciu osób na teraz zaraz, gdzie w godzinach popołudniowych w niedzielę było
to niewykonalne. Egzotu będąc kierownikiem Sali posyłał ku stolikom inne grupy
tkankowców, dwu trzy tudzież czteroosobowe, jednak żadnej „piątki” nie było
wolnej. Tak więc tyranozaur wpadł w niezadowolenie i foch, jął sapać przy
wejściu, iż specjalnie Egzotu tyranozaura nie usadza, a wszystkich innych
wpuszcza. Musi Egzotu wyrobić sobie jakiś pancerzyk przeciw gburowatości
ludzkiej, bo zbyt często stawia się w sytuacji np. takiego turanozaura, i staje
na głowie aby znaleźć prehistorycznemu welurowemu kuriozum miejsce do
plaszczenia pośladów. W końcu zdecydował Egzot dostawić jakiś tron do stolika
czteroosobowego i posłał dresiwo na miejsce, z myślą spełnienia dobrego
uczynku, albowiem najpierw musiała spalić jakieś nikłe kalorie i wejść po
schodach na górę.

Praca egzotowa obfituje w
rozmaite konfiguracje charakterów i osobowości, to aż niesamowite, jak Ci
wszyscy ludzie potrafią się dogadywać. Również psoty są zacne, jak na razie nie
doświadczył Egzot, (a i to pewnie rychło się stanie) ale słyszał opowieści o
rzucaniu się szmatami mokrymi od domestosu, torbach wypełnionymi chrupkami
tudzież sosami, czynienie ołtarzyków współpracowników w szafkach, polewaniu się
sosami, rzucaniu sosjerkami, odkręcaniu kegów na barze oraz Egzota ulubione:
smażenie ścierki w panierce tak aby imitowała kotlet i podanie go wygłodniałemu
kelnerowi w ramach obiadu służbowego.

Będzie mor, dajcie mi tylko
ogarnąć internet i powracam, bo materiału do opowieści jest sporo.

 Egzot

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Łkając nad księgą czwartą, nierżniętą, oraz imidżu wywroty.

08 mar

     Egzot chyba dorośleje. Nieodpartym tegoż dowodem jest fakt, że przestał słodzić herbatę. Tak, to jest to. I wkurwia go ostatnia część Eragona, która jest napisana w taki sposób, że Egzota swędzi damska część rozrodcza, której nie posiada. Toż to żenada jakaś jest a nie książka, nie dość, że czeka się na tę księgę tyle czasu, to jeszcze jest tak za przeproszeniem z dupy. Zdania złożone debilnie, prosto jak dla dwunastolatka, kretyńskie motywy rozszczepiających się robaczków, wielki zły król, przed którym Egzot czuł jakiśtam respekt przez wszystkie poprzednie tomy, okazuje się wymoczkiem w pelerynie, który jedyne co potrafi to powiedzieć kilka zdań, pomanipulować nieudolnie snami jakiejś przywiązanej do blatu kobieciny i wyjść obrażony z komnaty bo mu nie wyszło. Psychika postaci zarysowana jest z dupy, rozterki i dialogi między Eragonem a jego smoczycą też są z dupy, opisy walki, nie wiem czy wspominałem – są z dupy, wszystko dzieje się na poziomie intelektualnym gumisiów. Ma nawet Egzot wrażenie, że i szczęśliwe misie pijące sok z gumijagód mają szansę odegrania decydującej roli w tej książce. Jest Egzot co prawda w mniej więcej 2/3 księgi, ale od pierwszych stron targa nim rozgoryczenie i zauważa motywy, które był już powielane miliony razy, albo są zaliczane w ocenie egzotowej do tej niższej fantastyki, gdzie autor nie umie udźwignąć cieżaru świata, który stworzył i teraz wypisuje bzdury. Tak jest również w tym przypadku. I teraz pytanie, czy autor tak chujowo pisze, czy to Egzot wyrósł z tego typu bajkowo-fantastycznych powieści.
Ponadto Egzot poszukuje pracy ostatnimi czasy, albowiem edukację swą na uniwersytecie rychło ma zamiar zaniechać, bo go zwyczajnie wkurwia. Jutro ma dzień próbny w restauracji przy starym rynku, i bardzo liczy na to, że uda mu się dostać, bowiem przeczuwa zacny klimat. Więcej nie napisze bo zapeszy.
Z njusów ogólnooczywistych, można wymienić zmianę imidżu egzotowego, mianowicie: ma dredy. Fryzurę, o której zaraz po jej zrobieniu stwierdził „kurwa, ścinam się na zero”, poleca egzot każdemu kto się waha czy zrobić czy nie. Bo sprawa jest zacna i w kilka godzin po zrobieniu narasta zadowolenie. Nie wiadomo z czego to wynika, ale dredy są zacne. I nie śmierdzą, chyba że ktoś nie dba i tarza się w smalcu.
Ponadto rozwarł Egzot pseudodziałalność artystyczną hendmejdową, to znaczy, że czynić będzie koszulki, torby i inne pierdoły, alczkolwiek leniwy jest z natury, więc bardzo różnie mu to wychodzi. W każdym razie zaprasza się na stronę i polubienie i w ogóle ^_^ klikamy w obrazek:


Ma Egzot rychłą nadzieję nadawac już z nowej pracy, albowiem ma przeczucie, że będzie ona obfitować w zacne zwroty akcji, tymczasem, poleca się klikać w obrazek i hasać po galerii i wydawać dolary.

Egzot pozdrawia.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rurku, tożto obrusiwo jest upierdolone!

25 gru

     Nie rozumie Egzot całego tego hejtu na święta boziego narodzenia. Ze święta katolickiego stało się to świętem komercyjnym, świętem promocji, szalonych zakupów świątecznych, żarcia i pieniędzy pieniędzy pieniędzy, jednak nie łapie Egzot dlaczego powoduje to taki wkurw przedświąteczny, że trzeba zrobić jeszcze tyle rzeczy, pojechac tutaj, kupić prezent dla ciotecznego siostrzeńca stryjecznej córki wujka od strony ojca, nawrzeszczeć na wszystkich po kolei w domu, jebnąć fochem, narzekać i przypalać kapustę z grzybami. Nie jest egzot katolikiem, nie wierzy w bozię, ale święta to dla Egzota po prostu coś bardzo przyjemnego. Rozmowy z rodzicami, żadnego pośpiechu, i toczenie się pod choinkę i patrzenie od spodu na choinkę. Nie powie Egzot, że w przygotowaniach świątecznych w domu egzotowym jest iście sielankowo, bo czasami, podkreślam, CZASAMI coś zgrzytnie, głównie za sprawą wybuchowego charakteru rodzicielki. I egzotowego też (to po mamie). Tak więc jak już jest foch, to obustronny, acz krótkotrwały i zaraz obracany w żart. Wczoraj na przykład było tak:
Rodzicielka wyciąga fioletowe zacne obrusiwo na stół, okraszając ową czynność elokwentną przemową na miarę pana Durczoka:
 - Kurwa! Ja pierdolę! Same plamy! Nie mam żadnego obrusa, tragedia, nie mamy na czym jeść!
Na ową scenę, którejż to Egzot był naocznym i nausznym świadkiem, wkracza małżonek rodzicielki a zarazem tata egzotowy.
Po krótkiej wymianie spojrzeń egzotowo-tatowych, postawiono na miejscu plam dwa świeczniki, serwetkę oraz miskę z piernikami. Plamy magicznie zniknęły, brecht rozbrzmiał wszem wobec.
- No. Gitara – rzecze Egzot zadowolon.
 
     Kolejnym „straszliwym” kryzysem, był brak ciepłej wody przez dziesięć przerażających minut, ufundowany przez figlarny piec gazowy. Jak można się było spodziewać, mankament ten, w oczach rodzicielki urósł do rangi apokalipsy z czterema jeźdcami na tapecie. Właściwie z pięcioma, ten piąty obok zarazy i głodu miałby nazwę „BRAK CIEPŁEJ WODY” i jeździłby na steampunkowym nosorożcu. Ów dramat naprawion został w chwilę, acz larum było przednie, i po łacinie.
    I to na tyle kryzysów świątecznych w domu egzotowym, żadnego wypominania o pieniądze jak to się dzieje u moich znajomych, ani sztucznej atmosfery, uciekania, płaczu, wypominania, złości i bezsensownych kłótni.
Uważa Egzot, że ludzie za bardzo skupiają się na sferze „pieniądze, jedzenie, TRZEBA jeszcze tyle zrobić, co ludzie powiedzą” zamiast skupić się na kwestii bycia z rodziną, na złapaniu tej dobrej atmosfery, świecących lampek, kota buszującego w choince, zapachu obieranych mandarynek, a nawet czyszczenia łazienki tytanem co czynił Egzot przez ponad godzinę po kolanach. Świadomość tego, że odciążał rodzicielkę z tegoż mało fascynującego procesu przyprawiała go o świąteczną radochę.

*Świąteczna radocha o zapachu morskiej fali, za jedyne dziewięćdziweięćdziesiątdziewięć!*

     Ponadto, były to pierwsze święta bez brata egzotowego, który na wygnaniu własnoręcznym w Szkocji rezyduje i pieniążki zarabia i przez skajpaja komunikuje się z rodziną. Absencja brata egzotowego również została dobitnie zaakcentowana dodatkowym talerzem, i podejrzanie dużą ilością pozostałych naleśników których nikt nie podżerał. Wigilii Filip nie ma, ponieważ tam gdzie jest, wigilii jako tako nie obchodzi się, są zupełnie inne zwyczaje, co bodzie Egzota kuriozalnością owej kwestii. Brat wraca w lutym na kilka dni, więc nadrobić święta zdążymy.

Chcialby Egzot  poruszyć jeszcze kwestię wkurwienia. Mianowicie: wkurwia Egzota robienie z
siebie tak zwanej „attention whore”, pisanie na fejsbuczku czy gadu gadu
„nienawidze świąt” bez kurwa żadnego poważnego powodu. Ludzie śpią na
ulicach, dzieciaki w domach dziecka mają wigilię jak z dupy żywcem
wyjętą, a Ty głupia srako, siedzisz na fejsbuku, obżarta jak świnia i
śmiesz jeszcze mówić, że ryja nie urywa? Zastanów się kilka razy zanim
coś takiego napiszesz. Nie mówię tutaj o tych, którzy sytuację w domu mają nieciekawą, jak na przykład alkoholizm tudzież milion innych czynników, ale o tych, którzy wszystko mają pod nos podstawiane, a jeszcze im w dupie źle.

     W ramach prezentu, rodziciele nabyli Egzotu nowe głośniki krijejtiwa (pozwoli sobie egzot na emotę:  <3 ), tak więc odkrywa stare utwory na nowo, wyłapując setki a nawet dziesiątki nowych dźwięków i instrumentów, których wcześniej nie słyszał w swych ulubionych pieśniach. Podobnie jak linia basowa sącząca się po blacie z subufera. Rad jest Egzot i ukontenton.

Jest trzecia w nocyż, obżarty Egzot idzie udać się na łoże i pochłaniać będzie jakis dobry film, tak więc arewuła nielicznym już czytającym.

Egzot.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Torbetkowanie i metafizyczne rozdziamdziawianie

12 gru

     Stacja chillout na open.fm, zszywanie dżinsów na nową torbę, herbata z imbirem i milion myśli na sekundę. Tak wygląda dzisiejsze wieczoronocne hasanie Egzotowe. Na tę chwilę Egzot niepewny jest, odkrył niedawno kilka rzeczy, o sobie, o innych, o świecie ogólnie. I wszystko jest na dobrej drodze aby to wszystko poukładać i znaleźć to coś co da Egzotu prawdziwe szczęście. Podsumowując z grubsza niedawne wojaże, sytuacja zarysowuje się w taki a nie inny sposób:
     Statystyka studiowania wypada o dziwo zbyt dobrze, wulgarnie ujmując: w stosunku chuja jakiego Egzot położył na zajęcia w tym półroczu, do tego jakie osiągnął na tym wyniki końcowe, to należałoby wysnuć wniosek taki, że chuja trzeba kłaść częściej. Nie udałoby mu się bez pomocy osób pierwszych, trzecich czy też zupełnie obcych, tudzież takich, które były w pobliżu, ale nigdy nie dawały znaku życia. Dziękować.
     Dużo się działo w życiu Egzotowym, a raczej umyśle egzotowym, rzeczy poplątane, kłujące, jak i zacne
, tych ostatnich jednak znacznie mniej. Aczkolwiek natenczas, wszystkie głosy i znaki łba egzotowego wskazują na dużą poprawę i jednoznaczne określenie tego czego potrzeba Egzotu jest już prawie całkiem jasne.

     Z głównowątkowej powieści trzynastomiesięcznej zapamięta Egzot dużo miłych rzeczy, miejsc pachnących metalem, dźwięków butów miażdżących nocny śnieg, cichych melodii, tłumionego światła i dużo niebieskiego koloru w podwójnym wydaniu. I więcej nie napiszę, acz będę wracać, sam.

Tyle na dzisiaj, teraz zagłębi się Egzot w odmęty narzuty łóżkowej i dziergać będzie toreb, którą ma nadzieję ukazać rychło. Będzie więcej notek, klasycznie, po Egzotowemu, możliwe nawet, że porwie się Egzot na pisanie opowieści, tudzież książki ku uciesze gawiedzi, wszystko się okaże.

Ogłasza się jeszcze, że rusza produkcja toreb i innych wymysłów egzotowych. Więc jeśli ktoś ma pomysł i chciałby jakąś zacną bardzo spersonalizowaną toreb, odzywać się na egzotowym facebooku.

W ramach szczucia osób łaknących toreb, prezentuje Egzot swoje ostatnie dzieło/dziecko:
TOREB xD

Pozdrawiać, Egzot. :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Że słi jednopoślad la szczoch de kanappe.

26 wrz

     Dawno nie pisawszy, a akurat dzisiaj, opiszemy całą sytuację na świeżo, gorąco i z ostatniej chwili. Targa Egzotem wkurwienie niesamowite, a więc po wstępnym upuszczeniu z siebie ciśnienia w postaci soczystych kurew i japierdolów rzucanych szczodrze na boki oraz na wprost, ucieknie do kolejnego WENTYLA (bardzo mnie bawi używanie tego określenia, wentyl, upust emocji wentylem… jak i dlaczego, kurwa, ludzie!) upustowania ciśnienia które ma w zanadrzu, a mianowicie zapomniany onegdaj blogasek. Tak więc teraz nastąpi nocia w której będzie można pośmiać się z nieszczęścia egzotowego.

Na wstępie oznajmi Egzot, iż posiada psa, labradora maści szatańskiej i czarnej jak piekło, zwie się tymczasowo Bogdan, niestetyż nie jest do końca jego i po okresie dwóch tygodni z hakiem, odda go do hasania po Poznaniu. Tak więc ta słodka istota, szczekiem głośnym i piszczeniem obudziła Egzota o godzinie drugiej trzynaście dzisiejszej snadnej i spokojnej nocy. Myśli sobie Egzot, że coś się dzieje, że coś go boli, że umiera, że łysieje boleśnie albo go ktoś porywa. Nie, kurważ, po zapaleniu światła i odgarnięciu włosia z twarzy zauważył, iż pies siedzi pod łóżkiem, z pluszakiem w pysku i łaknie zabawy. O drugiej (przypominam: kurważ) w nocy. Tak więc budzon był Egzot z różną częśtotliwością do godziny piatej. O Piątej trzydzieści, zwlekł się Egzot z łoza przesyconego pościelą bezsenności i bólu egzystencjalnego na myśl, że jest (kurważ) piąta trzydzieści. Ubrał się Egzot piorunem, uwikłał tkankowca w obrożę oraz smycz i już miał z nim wychodzić na zewnątrz celem wypróżnienia psa, gdy ten zaczął wszem wobec szczać przy kanapie.

Po puszczeniu soczystej wiązanki wyrafinowanych inwektyw, ogarnął mokrą plamę i wyszedł w końcu na docelowe zewnątrz. Następnie pożarł śniadanie i pojechał rowerem na peron, aby zdążyć na pociąg o szóstej czternaście, kurważ jego mać. Rzuciwszy jednoślad w krzaki, dzikim biegiem dopadł Egzot do drzwi pociągu, okazało się, że sezon na koszmar rozpoczęty jest na nowo, mianowicie grzejniki elektryczne dopośladkowe działały pełną parą, tak wiec chcąc nie chcąc wkroczył Egzot do srogiej sauny pkp. Na tym jednakże nie koniec.
Każde puste siedzisko wagonu było luksusowo obite pluszem,  między cudownie pachnącymi pasażerami chodził pan ze skrzypcami, stąpając bosą stopą po płatkach herbacianych róż…

Tłumaczenie: pociąg był zajebany po sam sufit, znalazł sobie Egzot miejsce siedzące na schodkach prowadzących na PÓŁPIĘTRO w otoczeniu poszarpanych kawałków śmieci oraz chrapiacego nieopodal pana, który chyba nie mył się od tygodnia.

Gdzieś w Mosinie wsiadła bardzo gruba dziewczynka, na oko lat trzynaście, jebczy plecak z hello kitty, glany na stopach i wielkie hipsterskie okulary na pół ryja. Mieszanka Wedlowska po prostu. Widać było, iż była dumna ze swojej odmienności społecznej oraz była szczerze przekonana, że zaimponuje wszystkim pasażerom swoimi umiejętnościami we władaniu językami obcymi. Mianowicie, swoją siostrę Natalię(siedzącą dwa stopnie niżej), poklepywała po ramieniu mówiąc dostatecznie donośnie, aby usłyszał ją każdy w korytarzu: Natalia, Natalia, Natalia słuchaj, mam dzisiaj kartkówkę z francuskiego!
Na te złowieszcze słowa wyciągnęła podręcznik do owegoż języka i zaczęła kaleczyć na głos: ŻE SŁI, SI WU PLE, ŻU WU, PARI.
Przy okacji trącała Egzota łokciem oraz wcześniej wspomnianym różowym plecakiem. Egzot za to powtarzał sobie bezgłośnie inwektywy z okolic godziny piątej trzydzieści.

Przedostawszy się przez rozryty i śmierdzący Poznań Główny, dotarł Egzot do Ogrodów, gdzie okazało się, że seminarium jednak ma piętnaście minut później i mógł spokojnie jechać tym późniejszym pociągiem. Seminarium uznaje Egzot za kompletną stratę czasu i w ogóle drzewa, bo praktycznie nie dowiedział się nic nowego, poza tym, ze żeby zapisać cytat z książki, to opis tego cytatu jest dłuższy niż cytat itself & sam w sobie. Kurważ.

Po skończonych pseudocwiczeniach, które są jedynymi Egzotowymi ćwiczeniami w poniedziałki (yay), pohasał na pociąg, w którym również pachniało różami [wkurwienie mode hard on] a pasażerowie rozdawali sobie kurwa bukiety z lawendy ja pierdolę! Borze Wszechlistny i Słodka Bogini Mydła, dlaczego ludzie się nie myją, pytam się. [wkurwienie mode hard off]
Po trzykrotnej zmianie miejsca siedzącego na takie, w którym ostatecznie dało się wysiedzieć bez zatykania nozdrzy ziarnami bobu, dotarł Egzot do domciu. Ucieszon myślą, iż zaraz wsiądzie na rower, pojedzie do domu, gdzie przytuli psa, obejrzy Chirurgów i ewentualnie odeśpi noc…
Gówno. Stanął Egzot przed krzakiem docelowym, w którym to jednoślad porzucon, i tego jebanego jednowdupęśladu nie odnalazł. Dobrze, że przerzutki ma zepsute i jak ktoś się na nim wypierdoli to kierownica wbije mu się głęboko w dupę i wyleci bokiem jak dzida bojowa!

Podsumowując: Dzień oraz nadchodzący, kurważ, tydzień szkicują się wybornie. A jest dopiero godzina trzynasta, dla pewności zasuwa Egzot rolety i nie wychodzi z domu, jeszcze go gotów piorun zabić w tę słoneczną pogodę.

Aha, poza tym nowa płyta Bjork SSIE po kule. Tylko we Florence nadzieja teraz.

Nie pozdrawiam nikogo,
Egzot…

…za to Bogdan pozdrawia.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Intensyfikacja nieuczingu oraz łakność tatuażu z London Ink

11 cze

     W dzisiejszym poradniku domowo egzotowym, przedstawimy milion i jeden sposobów co robić żeby się nie uczyć a potem efektownie srać pod siebie oraz umierać ze strachu przed kolejnym kolokwium. Przedstawimy jeden przykładowy dzień z życia egzotowego w okresie domniemanego intensywnego wchłaniania wiedzy ze źródeł czytanych.
Pierwszym krokiem w nieuczeniu się, jest powtarzanie jak wiele musimy się nauczyć i rozgłaszać to wszem wobec całemu światu. Jest to ważny element informacyjny całego procesu, który utwierdza wszystkich że jesteśmy bardzo zapracowanymi studentami trzeciego roku.
Kiedy już upewnisz się, że wszyscy, absolutnie wszyscy już wiedzą, że musisz się uczyć, zwłaszcza sąsiedzi i ciotka z siódmej wody po kisielu stryjecznej siostrzenicy brata, zaznacz w kalendarzu wszystkie kolokwia, które czekają cię w przyszłym tygodniu. Upewnij się, że czcionka użyta do wykaligrafowania ” pojebana ekonomika ” w dniu szesnastym czerwca, jest wystarczająco obfita w ornamenty i czaszki. Kiedy upiększysz swój kalendarz i upewnisz się, że żadna litera nie została niechlujnie nabazgrana acz cudownie pogrubiona, spójrz na stertę notatek widniejącą obok kalendarza. Wzgardliwie odsuń je na bok wierzchem dłoni.
Sprawdź, która godzina. Jeśli jest to godzina niepełna, na przykład dwunasta zero trzy, stwierdź, że bezsensem będzie zaczynać o niepełnej godzinie. Zaczniesz od trzynastej. W czasie oczekiwania na godzinę zero, przeglądaj kwejka, deviantarta, loguj się na maxmodels z bardzo wysoką częstotliwością, oraz polub kilka(naście, dziesiąt) postów na fejsbuce. Bądź duszą towarzystwa komentując rozmaite posty i linki, maskując tym samym poczucie winy na myśl o stercie notatek tak brutalnie i nieczule odrzuconej onegdaj.
Przypomnij sobie o pieśniach, które lubisz i wstawiaj linki na wyżej wspomnianej fejsbuce. Kiedy już to zrobisz, zagadaj do ludzi którzy zrobili „lubię to”. Czaj się na gg w oczekiwaniu na ludzi, którzy tez powinni się uczyć, zagadaj czy coś już potrafią. Pocieszaj się w duchu, że nikt nic nie umie. Mimo iż jakaś cząstka Ciebie wie, że kłamią w hołd reguły „pierdolę, że nie umiem a mam 5.0″.
W dwie godziny później, magicznie przegapiając godzinę zero i stwierdzając, że jednak zaczniesz o piętnastej, stwierdź, że masz jeszcze bardzo dużo czasu i można by posprzątać w pokoju, bo panuje w nim okrutny syf i lubieżna gangrena.
Po umyciu okien po raz drugi, podlaniu i nawiezieniu kwiatów nawozem wieloskładnikowym do roślin zielonych, odkurzeniu wykładziny odkurzaczem oraz poskładaniu i segregacji ubrań na te, które są czyste,brudne, fajne, do wywalenia tudzież do przerobienia na torbę z dredami, usiądź przy biurku i weź do ręki notatki, odrzucone i porzucone onegdaj.
Stwierdź, że jesteś gargantuicznie głodny po tym całym sprzątaniu. Z mocnym postanowieniem „najem się i zacznę się uczyć” porzuć notatki i skieruj swe kroki do kuchni i bardzo długo i pieczołowicie przyrządzaj kanapki z pasztetem i świeżą bazylią. Przywlecz prowiant przed komputer za pomocą małej taczki. London Ink, które zacząłeś ściągać gdzieś w okolicach godziny dwunastej trzydzieści siedem, jest już gotowe do odtworzenia. Z myślą „tylko jeden odcinek” obejrzyj cztery pod rząd i myśl o tym jak wyglądać będzie twój przyszły acz niedoszły tatuaż
  (rycina jakiejś rośliny na prawym boku obłego ciała egzotowego). Przypadkiem wpadnij na pomysł nowej torby. Narysuj szkic .
Około godziny dwudziestej z groszem odczuj lekką panikę, że przysłowiowe gówno zrobiłeś cały dzień, jednak nie na tyle silną aby przeszkodziła Ci w robieniu dredów do torby i oglądania w międzyczasie kolejnych odcinków London Ink. (Nikole kocham Cię!)
Szacunkowo koło godziny dwudziestej drugiej idź się wykąpać, następnie stwierdź, że „chce Ci się spać” oraz „w sumie jutro masz cały dzień na naukę i zaczniesz od samego rana”… to jest o godzinie dwunastej zero trzy, kiedy już odrzucisz alarm w komórce i zlikwidujesz funkcję drzemki po trzecim natarczywym razie.
Nastepnego dnia powtarzaj czynności od godziny dwunastej zero trzy. Życzymy powodzenia i owocnej nienauki.

Gardzę sobą, kurwa.

Egzot.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wielki almanach pipczenia kościelnego oraz agresywna mulina kaloryferowa

05 cze

     Ostatnimi czasy Egzotem włada niesamowicie władcza władająca mieczem nicniechcenia pełna władzy prokrastynacja. Władzę ma nad Egzotem całkowitą. Tak więc zamiast uczyć się na milion kolokwiów, wyjściówek i zaliczeń, siedzi Egzot rozwalony w najlepsze przed komputerem, słucha muzyki i robi wszystko żeby tylko nie dotknąć notatek, które tak parzą w linie papilarne egzotowe. Niegodne i karygodne zachowanie studenta trzeciego roku, ale co Egzot może na to, że jemu się tak kurwa okrutnie nie chce że aż boli i nawet sranie cekinami nie pomaga. Oczywiście obudzi się Egzot w kulminacyjnym momencie wszystkiego i będzie biegać jak kot z pęcherzem, odrapując drzwi z farby i maltretując mur czołem swym spalonym na słońcu na zacną purpurę.
    Potrzebuje Egzot kilku niewolników, których to przyłańuszy do kaloryfera, da im zieloną i żółtą mulinę i każe robić dredy materiałowe ze starych odzień wierzchnich egzotowych, bowiem takich dredów potrzebuje do torby miliony a nawet setki. Nastepnym razem jak Egzot wymyśli sobie torbę z kurwa dredami, bo prosze mu dać opuncją przez mordę i dobić jakimś konarem.
     Okazuje się , że słuchawki duże nauszne, które Egzot posiadał z przerwami na słuchawki douszne mniejsze w okresie hm… ostatnich pięciu lat, powodowały nieustający pseudoból głowy, był to dziwny dyskomfort, taki, że kiedy nawet Egzot kładł swą głowicę na podusze, ból był nawet większy, od czasu kiedy to Egzotu spierdoliły się urządzenia muzykonośne douszne, głowa Egzota jakby przestała boleć kompletnie. Brak muzyki w uszach Egzotowych ma jednak jedną gargantuiczną wadę w postaci ludzi pociągowych ciamkających pożywieniem w swoich akustycznie wyposażonych jamach gębowych. Nożeszjapierdolę, jak można tak żuć gumę, jak kobieta gangstera z filmów lat trzydziestych.
     Pozostawiając to irytujące zjawizko bez większego komentarza, pragnie teraz Egzot porozwodzić się (w sensie porefleksić) nad ostatnim pseudobłyskiem technicznym w swojej mieścinie. W sumie nie takim ostatnim, bo zamontowanym już jakoś zimą? Nieważne. Chodzi mianowicie o dzwony kościelne, a raczej jakieś pseudogłośniki, które zamontowano w wieży kościelnej czempińskiej. Otóż o każdej pełnej godzinie napierdalają jakąs pieśń kościelną i to z takim rezonansem i głośnością jak na koncertach woodstockowych pani z guano apes darła mordę w deszczu i było zacnie. Tutaj nie jest zacnie, jest to irytujące zjawisko, kiedy to słucha sobie Egzot pieśni w zaciszu domowym, aż tu nagle dzwony jak nie zapodają jakiegoś przykładowo „miłuję cię Panie” (tytuł przykładowy, ja tam się nie znam) i to jeszcze taką łamaną pseudomelodią, że uszęta Egzotowe są bardzo skonfundowane, bo tutaj muzyka, tam dzwony, a sąsiad jeszcze woła Baśkę i robi się radosna rozpierducha.
Najbardziej rozpierdala Egzota melodia o godzinie bodajże dwunastej w samo południe [toczące się krzaki westernowe raz] dzwony owe produkują się jakieś dobre trzy minuty powtarzając jedną zwrociszę po kilka razy tylko w innych tonacjach. Idzie dostać szału amoku i dżumy na raz. W godzinie dokładnie dwudziestej pierwszej trzydzieści siedem, wtedy kiedy to nasz papież umarł, dzwony raczą nas znaną wszystkim pieśnią o wdzięcznym tytule „Barka”. Niby wszystko fajnie, bo pochwalne i tak dalej, no ale bez przesady do cholery, codziennie? Jeszcze pal licho egzotowe cztery kąty, które od zacnej budowli neogotyckiej oddalone są znacząco, ale co mają powiedzieć ludzie, którzy mieszkają na rynku i w sumie zaglądają w witrażowe szybki kościółka? Mają chyba jakies refundacje z unii na aparaty słuchowe.
Doprawdy, za te pieniądze, które poszły na te diabelne urządzenia, zastępujące klimatyczne dzwony niegdyś grające zacnie, może warto byłoby na przykład wybrukować drogi na osiedlu egzotowym, a nie, że w czasie roztopów czy pluchy jesiennej, człowiek się zastanawia czy ubrać kaloszospodnie rybackie czy wypożyczyć raczej kajak.
     Porzucając kościelne przeboje muzyczne, opowie Egzot, że był na pierwszym występie w tym roku celem machania ogniem, dla dzieciaków. Egzot woli kiedy na widowni jest mniej osób z przewagą osób małoletnich tudzież pseudopełzających. Dzieciaków jednak nie da się oszukać, jak się nie podoba to powiedzą, że jest do dupy i Egzot wtedy wie co zmienić w swych performensach, na całe szczeście strasznie się podobało i Egzot zmuszon był zrobić jeszcze dwa bisy. Bardzo budujące i w ogóle, od dawna Egzot nie czuł się jakoś tak potrzebny i zadowolony z własnej osoby. A i nawet strój ma w końcu jakiś reprezentatywny, bowiem z płomieniami i zacnymi spodniami, któryż to własnoręcznie poczynił.
     Tymczasem idzie Egzotu robić te [dużo przekleństw] dredy do torby, którą skończy pewnie w wieku lat trzydziestu z hakiem.

Egzot.

P.S. Nexy, torbę zapewne wrzucę na devianta jak ją skończę, ale na prawdę, możesz się dłuuugo naczekać. xD

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Biegające maski papierowe i ciąża spożywcza na bazie wędzonej makreli

24 maj

     Od paru dni ma Egzot wyrzuty sumienia na tle wpierdalania wszystkiego co jadalne i w podniebienie egzotowe smakiem idealnie pasujące. Tortille, chleb ze smalcem, fchuj czekolady, no i ostatnie odkrycie : lody z makdonalda z polewą karmelową. Wpierdalanie (albowiem dystyngowanym konsumowaniem artykułów spożywczych nazwać tego nie sposób) odbywa się na zasadzie zapychania jamy gębowej i uśmiechaniu się błogo. Gorzej z tym uśmiechaniem jest kiedy Egzot spogląda na swoją ciążę spożywczą kształtującą się w okolicach tam gdzie flaki egzotowe są obleczone skórą. Skórą, btw, snadnie na heban obczaskan na praktykach.
Przedsięwziął Egzsotu plan coby sobie wieczorami biegać. Bieganie Egzot lubi, ale mu się nie chce. Więc co. Przed chwilą, wpierdoliwszy siedem skibsonów (pasztet, mielonka, ser walbą, pasta z tuńczyka z biedry, makrela wędzona), pomidora oraz pół wiadra jogurtu (brzoskwiniowy, szmato).zasiadł Egzot, w swetrze do kolan swym ulubionym nowym, oraz kubkiem wiadropodobnym z melisą, przed komputerem i wylewa z siebie wirtualne pierdoły chcąc zamaskować tym samym palące wyrzuty sumienia, że Egzot silną wolę posiada znikomą, niczym żuk gnojarz próbujący nie tarzać się w gównie (cudowna pod względem estetycznym metafora raz).
Ubzdurał sobie Egzot torbę. Zacną torbę z twarzą z masy papierowej (notatki z fitopatologii w koncu się na coś przydały) i kapturem i wyszywane muliną i w ogóle drzewa. Punktem pierwszym było poczynienie twarzy z masy papierowej. Takż Egzot uczynił i suszył ją jakiś pierdolony tydzień, a twór i tak wyschnąć nie chciał, mimo pięćdziesięciostopniowych upałów na zewnątrz. Dziś, jak zwykle, przełożył Egzot twarzyszcze papierowe na parapet celem rychłego jego obeschnięcia na słoneczku, i poszedł spać. Niedługoż potem, obudził go jebitliwy wiatr smagający modrzewie (złowieszcze zobrazowanie wiatru smagających modrzewie raz)
- O kurwa. Maska jest na parapecie. – pomyślał w przypływie paniki.
Gówno. Maska BYŁA na parapecie, spierdoliwszy się po schodach rozpłatała się samoistnie na kilka niezacnych części. Co prawda gdyby Egzot był osobą opanowaną, mógłby ją jeszcze jakoś posklejać i byłaby jak nówka, ale w przypływie niemożliwego wkurwienia (tak, grzmiało i piorunowało nad domostwem egzotowym), unicestwił Egzot pozostałości za pomocą własnej potężnej pięści, klnąc przy tym siarczyście i soczyście. Tekst szanownej rodzicielki również nie pomógł (” Po co w ogole to tam kładłeś? Trzeba było wczesniej myslec”) Tylko że wcześniej było słońce i zacna pogoda…
A maskę już nową uczynił, albowiem wiedział już mniej więcej jak tym razem ma zrobić oko, żeby wyglądało normalnie, a nie wklejone w północnozachodni kwadrant czoła.
Ogólnie zapomniał Egzot co chciał jeszcze napisać, więc chyba zakończy tutaj i pójdzie spać, bo jutro znowu motyczenie w Poznaniu.

Egzot

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS