RSS
 

Rurku, tożto obrusiwo jest upierdolone!

25 gru

     Nie rozumie Egzot całego tego hejtu na święta boziego narodzenia. Ze święta katolickiego stało się to świętem komercyjnym, świętem promocji, szalonych zakupów świątecznych, żarcia i pieniędzy pieniędzy pieniędzy, jednak nie łapie Egzot dlaczego powoduje to taki wkurw przedświąteczny, że trzeba zrobić jeszcze tyle rzeczy, pojechac tutaj, kupić prezent dla ciotecznego siostrzeńca stryjecznej córki wujka od strony ojca, nawrzeszczeć na wszystkich po kolei w domu, jebnąć fochem, narzekać i przypalać kapustę z grzybami. Nie jest egzot katolikiem, nie wierzy w bozię, ale święta to dla Egzota po prostu coś bardzo przyjemnego. Rozmowy z rodzicami, żadnego pośpiechu, i toczenie się pod choinkę i patrzenie od spodu na choinkę. Nie powie Egzot, że w przygotowaniach świątecznych w domu egzotowym jest iście sielankowo, bo czasami, podkreślam, CZASAMI coś zgrzytnie, głównie za sprawą wybuchowego charakteru rodzicielki. I egzotowego też (to po mamie). Tak więc jak już jest foch, to obustronny, acz krótkotrwały i zaraz obracany w żart. Wczoraj na przykład było tak:
Rodzicielka wyciąga fioletowe zacne obrusiwo na stół, okraszając ową czynność elokwentną przemową na miarę pana Durczoka:
 - Kurwa! Ja pierdolę! Same plamy! Nie mam żadnego obrusa, tragedia, nie mamy na czym jeść!
Na ową scenę, którejż to Egzot był naocznym i nausznym świadkiem, wkracza małżonek rodzicielki a zarazem tata egzotowy.
Po krótkiej wymianie spojrzeń egzotowo-tatowych, postawiono na miejscu plam dwa świeczniki, serwetkę oraz miskę z piernikami. Plamy magicznie zniknęły, brecht rozbrzmiał wszem wobec.
- No. Gitara – rzecze Egzot zadowolon.
 
     Kolejnym „straszliwym” kryzysem, był brak ciepłej wody przez dziesięć przerażających minut, ufundowany przez figlarny piec gazowy. Jak można się było spodziewać, mankament ten, w oczach rodzicielki urósł do rangi apokalipsy z czterema jeźdcami na tapecie. Właściwie z pięcioma, ten piąty obok zarazy i głodu miałby nazwę „BRAK CIEPŁEJ WODY” i jeździłby na steampunkowym nosorożcu. Ów dramat naprawion został w chwilę, acz larum było przednie, i po łacinie.
    I to na tyle kryzysów świątecznych w domu egzotowym, żadnego wypominania o pieniądze jak to się dzieje u moich znajomych, ani sztucznej atmosfery, uciekania, płaczu, wypominania, złości i bezsensownych kłótni.
Uważa Egzot, że ludzie za bardzo skupiają się na sferze „pieniądze, jedzenie, TRZEBA jeszcze tyle zrobić, co ludzie powiedzą” zamiast skupić się na kwestii bycia z rodziną, na złapaniu tej dobrej atmosfery, świecących lampek, kota buszującego w choince, zapachu obieranych mandarynek, a nawet czyszczenia łazienki tytanem co czynił Egzot przez ponad godzinę po kolanach. Świadomość tego, że odciążał rodzicielkę z tegoż mało fascynującego procesu przyprawiała go o świąteczną radochę.

*Świąteczna radocha o zapachu morskiej fali, za jedyne dziewięćdziweięćdziesiątdziewięć!*

     Ponadto, były to pierwsze święta bez brata egzotowego, który na wygnaniu własnoręcznym w Szkocji rezyduje i pieniążki zarabia i przez skajpaja komunikuje się z rodziną. Absencja brata egzotowego również została dobitnie zaakcentowana dodatkowym talerzem, i podejrzanie dużą ilością pozostałych naleśników których nikt nie podżerał. Wigilii Filip nie ma, ponieważ tam gdzie jest, wigilii jako tako nie obchodzi się, są zupełnie inne zwyczaje, co bodzie Egzota kuriozalnością owej kwestii. Brat wraca w lutym na kilka dni, więc nadrobić święta zdążymy.

Chcialby Egzot  poruszyć jeszcze kwestię wkurwienia. Mianowicie: wkurwia Egzota robienie z
siebie tak zwanej „attention whore”, pisanie na fejsbuczku czy gadu gadu
„nienawidze świąt” bez kurwa żadnego poważnego powodu. Ludzie śpią na
ulicach, dzieciaki w domach dziecka mają wigilię jak z dupy żywcem
wyjętą, a Ty głupia srako, siedzisz na fejsbuku, obżarta jak świnia i
śmiesz jeszcze mówić, że ryja nie urywa? Zastanów się kilka razy zanim
coś takiego napiszesz. Nie mówię tutaj o tych, którzy sytuację w domu mają nieciekawą, jak na przykład alkoholizm tudzież milion innych czynników, ale o tych, którzy wszystko mają pod nos podstawiane, a jeszcze im w dupie źle.

     W ramach prezentu, rodziciele nabyli Egzotu nowe głośniki krijejtiwa (pozwoli sobie egzot na emotę:  <3 ), tak więc odkrywa stare utwory na nowo, wyłapując setki a nawet dziesiątki nowych dźwięków i instrumentów, których wcześniej nie słyszał w swych ulubionych pieśniach. Podobnie jak linia basowa sącząca się po blacie z subufera. Rad jest Egzot i ukontenton.

Jest trzecia w nocyż, obżarty Egzot idzie udać się na łoże i pochłaniać będzie jakis dobry film, tak więc arewuła nielicznym już czytającym.

Egzot.

 
Komentarze (7)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. hera

    25 grudnia 2011 o 18:44

    nie polecam leżeć pod choinką, bo mi kiedyś igła do oka wpadła. mała trauma z dzieciństwa.

     
  2. kapeluch

    25 grudnia 2011 o 23:11

    Egzot wrócił! Jak się cieszę ;] Nareszcie! Aż mam ogromną chęć dać ci buziaka xD

     
  3. Egzot

    27 grudnia 2011 o 03:59

    Hera:
    Czego ja w ślepiach nie miałem jeszcze? :D Sensacje soczewkowe mnie uodporniły na jakiekolwiek farfocle w oku. Acz współczuję herowej igły i łączę się w zadawnionym bólu.

    Kapeluch:
    Od razu byś całował tej, rozpustnico portowa! xD

     
  4. onaa

    27 grudnia 2011 o 11:28

    Wielki powrót. W końcu!

    Koty buszujące w choince doprowadziły do jej upadku… Ale widok rozczulał (:

     
  5. kapeluch

    28 grudnia 2011 o 17:40

    Wiesz, że jestem niegodziwą sekutnicą xD

     
  6. Hera

    28 grudnia 2011 o 22:09

    mi kiedyś na lekcji polskiego soczewka pękła w oku na pół. zmęczenie materiału, brak moich funduszy, skąpstwo rodziców – czynników wiele. ale teorie kolegów z klasy czemu płaczę bezcenne XD

     
  7. n-e-x-y

    3 stycznia 2012 o 23:37

    ——–
    Ojejku jejku, jakżem Cię ja dawno nie czytała! Sama nie znajduję w swym napiętym terminarzu chwil na blogowanie, acz za Twoimi notkami bardzom się stęskniła.
    Ściskam noworocznie i wszystkiego dobrego w roku apokaliptycznie naznaczonym życzę ]:->

    Pozdrawiam,
    N.

    PS: kod „khmmm”… doprawdy, chyba nigdy nie przestanie mnie to bawić :P
    ——–

     
 

  • RSS