RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2011

Intensyfikacja nieuczingu oraz łakność tatuażu z London Ink

11 cze

     W dzisiejszym poradniku domowo egzotowym, przedstawimy milion i jeden sposobów co robić żeby się nie uczyć a potem efektownie srać pod siebie oraz umierać ze strachu przed kolejnym kolokwium. Przedstawimy jeden przykładowy dzień z życia egzotowego w okresie domniemanego intensywnego wchłaniania wiedzy ze źródeł czytanych.
Pierwszym krokiem w nieuczeniu się, jest powtarzanie jak wiele musimy się nauczyć i rozgłaszać to wszem wobec całemu światu. Jest to ważny element informacyjny całego procesu, który utwierdza wszystkich że jesteśmy bardzo zapracowanymi studentami trzeciego roku.
Kiedy już upewnisz się, że wszyscy, absolutnie wszyscy już wiedzą, że musisz się uczyć, zwłaszcza sąsiedzi i ciotka z siódmej wody po kisielu stryjecznej siostrzenicy brata, zaznacz w kalendarzu wszystkie kolokwia, które czekają cię w przyszłym tygodniu. Upewnij się, że czcionka użyta do wykaligrafowania ” pojebana ekonomika ” w dniu szesnastym czerwca, jest wystarczająco obfita w ornamenty i czaszki. Kiedy upiększysz swój kalendarz i upewnisz się, że żadna litera nie została niechlujnie nabazgrana acz cudownie pogrubiona, spójrz na stertę notatek widniejącą obok kalendarza. Wzgardliwie odsuń je na bok wierzchem dłoni.
Sprawdź, która godzina. Jeśli jest to godzina niepełna, na przykład dwunasta zero trzy, stwierdź, że bezsensem będzie zaczynać o niepełnej godzinie. Zaczniesz od trzynastej. W czasie oczekiwania na godzinę zero, przeglądaj kwejka, deviantarta, loguj się na maxmodels z bardzo wysoką częstotliwością, oraz polub kilka(naście, dziesiąt) postów na fejsbuce. Bądź duszą towarzystwa komentując rozmaite posty i linki, maskując tym samym poczucie winy na myśl o stercie notatek tak brutalnie i nieczule odrzuconej onegdaj.
Przypomnij sobie o pieśniach, które lubisz i wstawiaj linki na wyżej wspomnianej fejsbuce. Kiedy już to zrobisz, zagadaj do ludzi którzy zrobili „lubię to”. Czaj się na gg w oczekiwaniu na ludzi, którzy tez powinni się uczyć, zagadaj czy coś już potrafią. Pocieszaj się w duchu, że nikt nic nie umie. Mimo iż jakaś cząstka Ciebie wie, że kłamią w hołd reguły „pierdolę, że nie umiem a mam 5.0″.
W dwie godziny później, magicznie przegapiając godzinę zero i stwierdzając, że jednak zaczniesz o piętnastej, stwierdź, że masz jeszcze bardzo dużo czasu i można by posprzątać w pokoju, bo panuje w nim okrutny syf i lubieżna gangrena.
Po umyciu okien po raz drugi, podlaniu i nawiezieniu kwiatów nawozem wieloskładnikowym do roślin zielonych, odkurzeniu wykładziny odkurzaczem oraz poskładaniu i segregacji ubrań na te, które są czyste,brudne, fajne, do wywalenia tudzież do przerobienia na torbę z dredami, usiądź przy biurku i weź do ręki notatki, odrzucone i porzucone onegdaj.
Stwierdź, że jesteś gargantuicznie głodny po tym całym sprzątaniu. Z mocnym postanowieniem „najem się i zacznę się uczyć” porzuć notatki i skieruj swe kroki do kuchni i bardzo długo i pieczołowicie przyrządzaj kanapki z pasztetem i świeżą bazylią. Przywlecz prowiant przed komputer za pomocą małej taczki. London Ink, które zacząłeś ściągać gdzieś w okolicach godziny dwunastej trzydzieści siedem, jest już gotowe do odtworzenia. Z myślą „tylko jeden odcinek” obejrzyj cztery pod rząd i myśl o tym jak wyglądać będzie twój przyszły acz niedoszły tatuaż
  (rycina jakiejś rośliny na prawym boku obłego ciała egzotowego). Przypadkiem wpadnij na pomysł nowej torby. Narysuj szkic .
Około godziny dwudziestej z groszem odczuj lekką panikę, że przysłowiowe gówno zrobiłeś cały dzień, jednak nie na tyle silną aby przeszkodziła Ci w robieniu dredów do torby i oglądania w międzyczasie kolejnych odcinków London Ink. (Nikole kocham Cię!)
Szacunkowo koło godziny dwudziestej drugiej idź się wykąpać, następnie stwierdź, że „chce Ci się spać” oraz „w sumie jutro masz cały dzień na naukę i zaczniesz od samego rana”… to jest o godzinie dwunastej zero trzy, kiedy już odrzucisz alarm w komórce i zlikwidujesz funkcję drzemki po trzecim natarczywym razie.
Nastepnego dnia powtarzaj czynności od godziny dwunastej zero trzy. Życzymy powodzenia i owocnej nienauki.

Gardzę sobą, kurwa.

Egzot.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wielki almanach pipczenia kościelnego oraz agresywna mulina kaloryferowa

05 cze

     Ostatnimi czasy Egzotem włada niesamowicie władcza władająca mieczem nicniechcenia pełna władzy prokrastynacja. Władzę ma nad Egzotem całkowitą. Tak więc zamiast uczyć się na milion kolokwiów, wyjściówek i zaliczeń, siedzi Egzot rozwalony w najlepsze przed komputerem, słucha muzyki i robi wszystko żeby tylko nie dotknąć notatek, które tak parzą w linie papilarne egzotowe. Niegodne i karygodne zachowanie studenta trzeciego roku, ale co Egzot może na to, że jemu się tak kurwa okrutnie nie chce że aż boli i nawet sranie cekinami nie pomaga. Oczywiście obudzi się Egzot w kulminacyjnym momencie wszystkiego i będzie biegać jak kot z pęcherzem, odrapując drzwi z farby i maltretując mur czołem swym spalonym na słońcu na zacną purpurę.
    Potrzebuje Egzot kilku niewolników, których to przyłańuszy do kaloryfera, da im zieloną i żółtą mulinę i każe robić dredy materiałowe ze starych odzień wierzchnich egzotowych, bowiem takich dredów potrzebuje do torby miliony a nawet setki. Nastepnym razem jak Egzot wymyśli sobie torbę z kurwa dredami, bo prosze mu dać opuncją przez mordę i dobić jakimś konarem.
     Okazuje się , że słuchawki duże nauszne, które Egzot posiadał z przerwami na słuchawki douszne mniejsze w okresie hm… ostatnich pięciu lat, powodowały nieustający pseudoból głowy, był to dziwny dyskomfort, taki, że kiedy nawet Egzot kładł swą głowicę na podusze, ból był nawet większy, od czasu kiedy to Egzotu spierdoliły się urządzenia muzykonośne douszne, głowa Egzota jakby przestała boleć kompletnie. Brak muzyki w uszach Egzotowych ma jednak jedną gargantuiczną wadę w postaci ludzi pociągowych ciamkających pożywieniem w swoich akustycznie wyposażonych jamach gębowych. Nożeszjapierdolę, jak można tak żuć gumę, jak kobieta gangstera z filmów lat trzydziestych.
     Pozostawiając to irytujące zjawizko bez większego komentarza, pragnie teraz Egzot porozwodzić się (w sensie porefleksić) nad ostatnim pseudobłyskiem technicznym w swojej mieścinie. W sumie nie takim ostatnim, bo zamontowanym już jakoś zimą? Nieważne. Chodzi mianowicie o dzwony kościelne, a raczej jakieś pseudogłośniki, które zamontowano w wieży kościelnej czempińskiej. Otóż o każdej pełnej godzinie napierdalają jakąs pieśń kościelną i to z takim rezonansem i głośnością jak na koncertach woodstockowych pani z guano apes darła mordę w deszczu i było zacnie. Tutaj nie jest zacnie, jest to irytujące zjawisko, kiedy to słucha sobie Egzot pieśni w zaciszu domowym, aż tu nagle dzwony jak nie zapodają jakiegoś przykładowo „miłuję cię Panie” (tytuł przykładowy, ja tam się nie znam) i to jeszcze taką łamaną pseudomelodią, że uszęta Egzotowe są bardzo skonfundowane, bo tutaj muzyka, tam dzwony, a sąsiad jeszcze woła Baśkę i robi się radosna rozpierducha.
Najbardziej rozpierdala Egzota melodia o godzinie bodajże dwunastej w samo południe [toczące się krzaki westernowe raz] dzwony owe produkują się jakieś dobre trzy minuty powtarzając jedną zwrociszę po kilka razy tylko w innych tonacjach. Idzie dostać szału amoku i dżumy na raz. W godzinie dokładnie dwudziestej pierwszej trzydzieści siedem, wtedy kiedy to nasz papież umarł, dzwony raczą nas znaną wszystkim pieśnią o wdzięcznym tytule „Barka”. Niby wszystko fajnie, bo pochwalne i tak dalej, no ale bez przesady do cholery, codziennie? Jeszcze pal licho egzotowe cztery kąty, które od zacnej budowli neogotyckiej oddalone są znacząco, ale co mają powiedzieć ludzie, którzy mieszkają na rynku i w sumie zaglądają w witrażowe szybki kościółka? Mają chyba jakies refundacje z unii na aparaty słuchowe.
Doprawdy, za te pieniądze, które poszły na te diabelne urządzenia, zastępujące klimatyczne dzwony niegdyś grające zacnie, może warto byłoby na przykład wybrukować drogi na osiedlu egzotowym, a nie, że w czasie roztopów czy pluchy jesiennej, człowiek się zastanawia czy ubrać kaloszospodnie rybackie czy wypożyczyć raczej kajak.
     Porzucając kościelne przeboje muzyczne, opowie Egzot, że był na pierwszym występie w tym roku celem machania ogniem, dla dzieciaków. Egzot woli kiedy na widowni jest mniej osób z przewagą osób małoletnich tudzież pseudopełzających. Dzieciaków jednak nie da się oszukać, jak się nie podoba to powiedzą, że jest do dupy i Egzot wtedy wie co zmienić w swych performensach, na całe szczeście strasznie się podobało i Egzot zmuszon był zrobić jeszcze dwa bisy. Bardzo budujące i w ogóle, od dawna Egzot nie czuł się jakoś tak potrzebny i zadowolony z własnej osoby. A i nawet strój ma w końcu jakiś reprezentatywny, bowiem z płomieniami i zacnymi spodniami, któryż to własnoręcznie poczynił.
     Tymczasem idzie Egzotu robić te [dużo przekleństw] dredy do torby, którą skończy pewnie w wieku lat trzydziestu z hakiem.

Egzot.

P.S. Nexy, torbę zapewne wrzucę na devianta jak ją skończę, ale na prawdę, możesz się dłuuugo naczekać. xD

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS