RSS
 

Archiwum - Maj, 2011

Biegające maski papierowe i ciąża spożywcza na bazie wędzonej makreli

24 maj

     Od paru dni ma Egzot wyrzuty sumienia na tle wpierdalania wszystkiego co jadalne i w podniebienie egzotowe smakiem idealnie pasujące. Tortille, chleb ze smalcem, fchuj czekolady, no i ostatnie odkrycie : lody z makdonalda z polewą karmelową. Wpierdalanie (albowiem dystyngowanym konsumowaniem artykułów spożywczych nazwać tego nie sposób) odbywa się na zasadzie zapychania jamy gębowej i uśmiechaniu się błogo. Gorzej z tym uśmiechaniem jest kiedy Egzot spogląda na swoją ciążę spożywczą kształtującą się w okolicach tam gdzie flaki egzotowe są obleczone skórą. Skórą, btw, snadnie na heban obczaskan na praktykach.
Przedsięwziął Egzsotu plan coby sobie wieczorami biegać. Bieganie Egzot lubi, ale mu się nie chce. Więc co. Przed chwilą, wpierdoliwszy siedem skibsonów (pasztet, mielonka, ser walbą, pasta z tuńczyka z biedry, makrela wędzona), pomidora oraz pół wiadra jogurtu (brzoskwiniowy, szmato).zasiadł Egzot, w swetrze do kolan swym ulubionym nowym, oraz kubkiem wiadropodobnym z melisą, przed komputerem i wylewa z siebie wirtualne pierdoły chcąc zamaskować tym samym palące wyrzuty sumienia, że Egzot silną wolę posiada znikomą, niczym żuk gnojarz próbujący nie tarzać się w gównie (cudowna pod względem estetycznym metafora raz).
Ubzdurał sobie Egzot torbę. Zacną torbę z twarzą z masy papierowej (notatki z fitopatologii w koncu się na coś przydały) i kapturem i wyszywane muliną i w ogóle drzewa. Punktem pierwszym było poczynienie twarzy z masy papierowej. Takż Egzot uczynił i suszył ją jakiś pierdolony tydzień, a twór i tak wyschnąć nie chciał, mimo pięćdziesięciostopniowych upałów na zewnątrz. Dziś, jak zwykle, przełożył Egzot twarzyszcze papierowe na parapet celem rychłego jego obeschnięcia na słoneczku, i poszedł spać. Niedługoż potem, obudził go jebitliwy wiatr smagający modrzewie (złowieszcze zobrazowanie wiatru smagających modrzewie raz)
- O kurwa. Maska jest na parapecie. – pomyślał w przypływie paniki.
Gówno. Maska BYŁA na parapecie, spierdoliwszy się po schodach rozpłatała się samoistnie na kilka niezacnych części. Co prawda gdyby Egzot był osobą opanowaną, mógłby ją jeszcze jakoś posklejać i byłaby jak nówka, ale w przypływie niemożliwego wkurwienia (tak, grzmiało i piorunowało nad domostwem egzotowym), unicestwił Egzot pozostałości za pomocą własnej potężnej pięści, klnąc przy tym siarczyście i soczyście. Tekst szanownej rodzicielki również nie pomógł (” Po co w ogole to tam kładłeś? Trzeba było wczesniej myslec”) Tylko że wcześniej było słońce i zacna pogoda…
A maskę już nową uczynił, albowiem wiedział już mniej więcej jak tym razem ma zrobić oko, żeby wyglądało normalnie, a nie wklejone w północnozachodni kwadrant czoła.
Ogólnie zapomniał Egzot co chciał jeszcze napisać, więc chyba zakończy tutaj i pójdzie spać, bo jutro znowu motyczenie w Poznaniu.

Egzot

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Elasmoterium radośnie tarzające się w rozmarynie. *parsknięcie*

02 maj

    Nie ma Egzot na nic czasu, jest taki zabiegany i w ogole. Praktyki (lowe Puszcza Zielonka), pseudouczenie się (czyt. narzekanie, że tyle nauki a prawie wszystkie kolokwia zdaje na waleta i na pełnej kurwie), rozterki psychologiczne ( różnej treści, ostatnio co by było gdyby ludzie żyli jeden dzień a potem jak umierali zamieniali się w szklane kulki… to jest chyba materiał na kolejną notkę) i różnej treści i powieści perypetie emocjonalne ( wkurwy, smutki, radości, miłości, agresja skierowana w stronę włosów egzotowych itd.) no ale jak narazie daje Egzot radę. Czerwiec będzie decydującym miesiącem czy łokciami rozpierając się w rozszalałym oślinionym tłumie da radę Egzot wyjść na powierzchnię i podeptać trochę gadów po uszach. (Jak wszyscy wiemy gady uszu nie mają jako takich więc była to kolejna metafora z kategorii tych sucharowych. Czytała Krystyna Czubówna.)
     Zawziął dzisiaj Egzot się, i postanowił stanowczo, że dokończy dzisiaj projekt z sadownictwa, któryż to potrzebny jest na zaliczenie tegoż przedmiotu. Tak więc najpierw spał do 11, następnie powróciwszy z Poznania do domu, drzemnął się jeszcze dwie godzinki, a teraz jego wzrok padł na pudełko ze świeżooddanymi Simsami dwa, które teraz ochoczo instaluje w rytmach The Pierces, i bazgroli przaśną notkę na swoim zakurzonym i odepchłym niecnie blogasku.
     Opisze Egzot po krótce co się działo tak aby do momentu teraźniejszości nadrobić stracone dni. [tutaj dramatyczne omdlenie otyłej kobiety jak na starych filmach z apaszkami]
Będąc na praktykach w Poznaniu, podkradał Egzot odnóżki różnych roślinek. Aktualnie zatrważa (coś jakby robi z Egzota twaróg) jak Solleirolia Soleirolii się rozrasta. Niedługo parapetu zabraknie i zmuszon bedzie Egzot ratować się maczetą. Ponadto podpierdolił również kilka gałązek rozmarynu któryż to przezacną woń wydziela a ukorzenił się Egzotu aż miło. Rozmaryn zawsze kojarzył się Egzotu z dziadkiem od strony mamy, w sensie tatą mojej szanownej rodzicielki.
Za czasów świetności szklarni dziadkowej miał on różne takie tak zielone badyle z całego świata kradzione tudzież zdobywane. Na przykład kaktusy z Palmiarnii poznańskiej. W pobieraniu sadzonek[kaszel maskujący] brały udział następujące osoby:
 Dziadek Jerzy zwany Dziadkiem Jurkiem & Babcia Lucyna zwana Babcią Lucyną. Oraz jakiś kaktus bliżej niezidentyfikowany, bowiem mnie przy tym nie było. A było tak, że pewnego dnia, nie wiem czy słonecznego, rzeczona para poszła hasać do owej palmiarni. W pomieszczeniu z sukulentami wywiązał się następujący dialog:
J: Lucyna otwórz torebkę!
L: Po co?
J: Otwieraj nie gadaj!
L: No ale po co!? – wkurwiwszy się, acz torebkę otworzywszy.
Moment później wyładowana była odnóżkami sukulentów. Babcia rzekła, że czuła się jak recydywistka kiedy opuszczali szklarnię.
Podobnie też Egzot czuł się kiedy uszczykiwał sobie zielsko w soczyście zielonej szklarni, w której symulował podlewanie i uskuteczniał hasanie z radosnym ” o ja pierdole jak tu jest zajebiście! „. Tak więc rozmaryn sobie rośnie i wonieje na egzotowym parapecie, i Egzot rad jest i urzeczon.
     Gorzej jest z łbem egzotowym, albowiem GENERALNIE lekceważy Egzot jak go cośtam pobolewa czy tam mu nogę urwie, zawsze kwituje to myślą „samo przejdzie”, i zazwyczaj przechodzi, bez interwencji pana w białym kitlu. Nie tym razem. Tak jak teraz głowina egzotowa boli (czyt. napierdala) to nikomu nie poleca. Teoretycznie jest to agresywna migrena (biegunek nie zarejestrowano) ale tak do końca nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Egzot strzela laserami z oczu przebywając w jakimkolwiek tramwaju gdzie piszczą drzwi. Wyczulon jest Egzot na dźwięki maksymalnie, więc jak ktoś zaczyna się śmiać, tudzież drzwi piszczą, Egzot gotów jest do mordowania i rozczłonkowywania osób namierzonych. W związku z tym, iż zaplanował sobie Egzot rekonwalescencję obolałego mózgu(kordełka, czapka szlafmycowa i swieze powietrze z okna) dzisiaj maja pierwszego azaliż, przy przystanku autobucowym niedalekoż domostwa egzotowego urządzono koncert, kurwa, pieśni kościelnych. Głownie tytuł „Barka” któryż to fałszowano jakieś pięć szczodrych razy z epickim nagłośnieniem rodem z głośnych kuźni Hefajstosa. Na tle tejże cudowne pieśni niosącej się polami czempińskimi, łamiącej wokal na drzewach i budynkach, miał miejsce performens sąsiada o wiadomym tekście: BELAA BELA! BELAAA!
Egzot wyczytał, że ma się relaksować i siedziec w ciszy żeby ból głowy minął… Opuszczamy tutaj kurtynę wymownego milczenia.

     Z myśli luźniejszych i niezaklasyfikowanych do dłuższego obgadywania:
     
Wynalazł Egzot nowe słowo, które bardzo mu się podoba:
Elasmoterium.
Nie wiadomo tak do końca dlaczego mu się podoba, ale straszliwie go bawi.

Okrutnie wkurwia Egzota myśl o tym, że musi uczyć się ekonomiki. Zaiste piekielnym jest to przymusem, uczyć się o czymś, co jak przeczyta jedno zdanie, to się Egzotu migrenopodobnecoś wzmaga i szaleje po czaszce. [kaszel maskujący]Nożeszjapierdolę.

Łaknie Egzotu kaftana, i takiegoż uczyni, ma nadzieje niebawem. Tak jak torbę, do której rychłego poczynienia też poczynił stosowne poczynania. ( Będzie zajebista! )

Jakby ktoś chciał odnóżkę (wiadro! wiadro!) Soleirolii to Egzot służy uprzejmie. (wizualizacja machającej maczety)

Łaknie Egzot wakacji. takich rasowych, rodem z podstawówki, gdzie nie trzeba było myśleć o niczym, tylko się zdzierało kolana na dzikich ostępach, jeździło rozklekotanym rowerem po rozpalonym asfalcie. W ogóle Egzot zauważył, że omijają go podstawowe zjawiska przyrodnicze, które onegdaj zauważał bardzo czujnie. Chociażby kwitnące bzy. W tym roku Egzot pilnował i już kradł kwiatostany na Rondzie Kaponiera, ale w zeszłym roku obudził się wtedy jak już wszystko zbrązowiało i zasmierdło. Konwalie też teraz kwitną. Wszystko jest za szybko. Ot co.
Pociesza się Egzot myślą, że może te wakacje nie miną w oparach poprawek wrześniowych i odrabianiu miliona dni niepotrzebnych praktyk polegających na bebłaniu w torfie.

Egzot

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS