RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2011

Broczenie przystankowe oraz konające gazele.

07 sty

     Zaiste była to siermiężna przerwa w pisaniu, i natenczas onegdaj wszem wobec Egzotu nie jest pewny na jak długo będzie się w stanie pisarstwa aktywnego utrzymywać, aczkolwiek ma nadzieję iż będzie to długo i do usranej śmierci wśród podręczników i skryptów wiedzę sesyjną zawierających, zaiste trwało.
Bardzo wiele ciekawych eventów zaplanowano w chronologicznie popierdolonej historii egzotowej. Wiele z nich nie nadaje się do publikacji, albowiem sprawy to są egzotowe prywatne, przyjemne, acz prywatne, więc dzielić się nimi nie zamierza, bo co się chwalił będzie. Nie w stylu Egzota jest gorszyć osoby postronne opowieściami o  wszechogarniającym szczęściu, dobrobycie oraz radośnie hasających jednorożcach. Zapędziwszy się.
Zwizualizować może Egzot, i zaraz to hucznie uczyni, jak prawie zabił człowieka płci żeńskiej na przejściu dla pieszych używając do tego swojej cudownej twardości płatu czołowego (czy tam z czego się czaszka składa a nie chce mi sie sprawdzać na wikipedii).
Otóż. Pewnegoż dnia zimowego, a była to środa, biezył Egzot hyżo poprzez śniegi z dworca pekape Poznań Główny. Ujrzawszy tłum dreptający w miejscu na przystanku tramwajowym Dworzec Zachodni, rzekł do siebie dziarskie ” ja pierdolę ” i postanowił, iż jako, że i tak już się spóźni na porywający i dupęurywający angielski, może przejść się na Most Dworcowy i czekać aż sytuacja na uprzednimż przystanku unormuje się za sprawą walecznego tramwaju numer pięć, który to rozwiezie bydło w odległe miejsca metropolii. No i kiedy tak sobie egzot stał na pasach na czerwonym, [dygresja] albowiem dziwną sprawą jest iż Egzot nie lubi na czerwonym przechodzić, nawet jak jest pusto i takie kule z krzewów jak na westernie się turlają po asfalcie. Wychodzi z założenia, że jak mu się nie spieszy, to po co ma na czerwonym przechodzić, kurwa no [koniec dygresji], zauważył majaczącą w oddali jedenastkę, którażto przywiodłaby Egzota ku uczelni jego wspaniałej i zdążyłby dotrzeć na ten dupęurywający angielski w atmosferze ekscytacji i klaskających ludzi na korytarzach.
Wtem, rozległ się kojący dźwięk sygnalizatora świetlnego, że już zielone i że Egzot ma biec, bo ma angielski. Niczym stado rączych gazel, ludność ruszyła stykając kopytami po asfalcie. Kiedy tak Egzot wzrokiem pożądliwym wypatrywał jedenastki skręcającej właśnie na przystanek i galopem świeżym bieżył czym prędzej, gdzieś w połowie pasów a zarazem ulicy, zapodał z główki innej gazeli biegnącej z naprzeciwka.
Przez pierwszą chwilę Egzot nie wiedział co nastąpiło, albowiem jemu nic nie było, stał najnormalniej w świecie na środku jezdni, a na glebie w pozycji horyzontalnej, samica lat około dwadzieściapięć, broczyła krwią z nosa powtarzając przez łzy ” ojej ała „. Pierwszą myślą Egzota było dramatyczne: ” o kurwa, zabiłem ją ” drugą natomiast, nie wiedzieć czemu ” pójdę do więzienia „. Trwało to jednakowoż jakiś miligram sekundy, albowiem pojmał konającą gazelę z podłoża, poderwał ku górze i odciągnął władczo ku przystankowi docelowemu, skąd właśnie odjeżdżała kokieteryjna jedenastka.
Przepraszając nieustannie, Egzot gorączkowo jął szukać chusteczek, albowiem krwi było a było i barwiła śnieg w bardzo makabryczny sposób. Kiedy chusteczek nie znalazł, jął pytać ludność przystankową o pożądaną trójwarstwową ligninę, w celu zatamowania krwawienia. I wtedy ujrzał, że ludność przystankowa patrzy na zaistniałą sytuację wzrokiem ni mniej, ni więcej wyrażającym myśl:

” morderca! .____. „

Starając się nie zwracać na ten DROBNY szczegół uwagi, otrzymał całą paczkę chusteczek od jakiejś babci, która nie powstrzymała się od komentarza na widok zajuszonej gazeli (a było to histeryczne „JEZUSMARIA!!!”). Minutę później, przytykając kolejne warstwy ligniny do twarzy kobiety, krwawienie ustąpiło, i można było spojrzeć jakie szkody popełniło czoło Egzotowe. Szkody były to na szczęście żadne, albowiem nos był cały a samica przez łzy zaczęła się brechtać i przepraszać, że nie patrzyła przed siebie, co wyglądało bardzo komicznie przy wielkiej czerwonej plamie wokół ust i nosa:

- Jak to wygląda?
- Normalnie, nie jest złamany na pewno.
- Uff.
- Tu jeszcze jest pani od krwi.
- Już? – zapytała pocierając twarz chusteczką.
- Tutaj też jeszcze trochę – pokazał Egzot palcem.
- A teraz?
- Nie, jeszcze nie. Ma pani lusterko?
- Nie mam. – brecht.
- Boli jeszcze?
- Nie już jest ok.
- Przepraszam, nie widziałem Pani. – skrucha mode on.
- Nic się nie stało ja też nie patrzyłam i biegłam. To wszystko przez ten pośpiech, niech juz pan idzie, ja już dam radę.

Przeprosiwszy jeszcze z piętnaście razy i wytykając kolejne plamy krwi na twarzy, wręczył Egzot pozostałe chusteczki kobiecie, pożegnał się, a następnie z miną * nie widzicie mnie * wsiadł do pierwszego lepszego tramwaju celem ucieczki z miejsca zbrodni.
Więcej adrenaliny niż przy machaniu ogniem. Serio.

***

W następnym odcinku opowiemy jak dostać się do akademika w bardzo ekstremalny sposób.
[czarne tło i biały powiększający się dramatycznie napis SOON]

Egzot.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS