RSS
 

Archiwum - Marzec, 2010

Trzecia w nocy. Turbulencje kory mózgowej.

21 mar

    A linczujcie mnie, pe-erosze
bardzo. Nie ma almanachu jeszcze, nie wiem jak humanitarniej niż
„warchlaki jebane” opisać stado śliniących się facetów każdy po ponad
sto kilogramów, taranujących biednych studentów na schodkach wagonu
pociągu osobowego.
     Jest godzina trzecia, pokutować będę ranka dzisiejszego, że
jeszcze nie leżę w ciepłym wyrze z ksiązką, w której nosem zasnę. Myśli
mi się, ciągle. Dlaczego wszystko musi być takie nieprzewidywalne? Nie
ogarniam, no kurwa no nie ogarniam.
    Będę chyba wychodzić z domu z przyklejoną kartką na czole głoszącą
treść: ” mam wyjebane”. Bo mam, od niedawna. Się chyba nauczyłem, no bo
ile można myśleć w kółko o tym samym, przecież życie nie jest po to
żeby łazić i rozbebeszać własne wczorajsze memłańce.
     Kopa dostałem. Takiego w głowę, od samego siebie (niestety kamery
owego czynu nie zarejestrowały), i się wystające elementy powstawiały
na miejsce. Widzę na chłodno wiele spraw, które wcześniej paliły mnie w
oczy i nie dawały trzeźwo egzystować. Radjestżem  z trakiego obrotu
spraw. Poza tym mam wizję, którą uczynię niebawem, nie napalam się na
nic, co nie jest moje, ani na to co jest poza moim zasięgiem, ani
przedmioty ani osoby. I wielki trening rysowania na osiem giba,
ściągany przez dwa tygodnie okazuje się być zacny. Umiem już rysować
ludziki z kręgosłupem (po prostu pełne gacie i gnój w papciach!).
Entomologia. Miałem dzisiaj zajęcia praktyczne. Zajebałem pająka
zeszytem (też od entomologii) Borze Wszechlistny błogosław twarde
okładki.


Egzot.

P.S. Nie było odkrywczo, wiem. Ale już wszyscy śpią i nie ma do kogo obolałej mordy rozewrzeć.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stomatologiczne szczęki poszerzanie.

17 mar

     Egzota ząb bolał. Siódemka dolna po prawej stronie. Albowiem złe zło i trzaskanie drzwiami w rytm makareny. Egzot, co niespodzianką nie będzie jakąś nieludzką, dentystów nie lubi, znaczy nie osób docelowych acz tego, że w ząbkach egzotowych brutalnie grzebią i zadają egzystencjalno-retoryczne pytania w stylu:
- Bolii? Niieeeee, przecież nic pana nie boooliiii!
     No nic, zadzwoniwszy do zacnego stomatologa czempińskiego, został wciśnięty na godzinę wpół-do-trzeciej.
     Zakład rzeźnicki znajdował się na ostatnim piętrze w bloku w osiedlu nad osiedlem egzotowym(ale paskudnie poskładane zdanie). Już na klatce roztoczyła się wspaniała woń pierników i cynamonu, a ludzie na schodach ubrani w złote togi zachęcali do wejścia do gabinetu rzucając lizaki pod stopy. Egzot hasał niczym rozhasany Egzot, i rad był niezmiernie. -PUF.- Otworzywszy odrzwia, powitał Egzot zesraną do niemożliwości samicę w wieku trzydziestu coś lat, hasała po poczekalni i nie mogła usiedzieć na pośladach. Naturalnie szpitalno-stomatologiczny zapach spowodował u Egzota tak zwaną galaretowatość odnóży dolnych, co charakteryzowało się niebezpiecznym uginaniem kolan. Poczekalnię Egzot pamiętał jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy to wypierdoliwszy się na pysk w łazience budynku liceum, wyekstrachował sobie górną lewą dwójkę, wtedy to stomatolog przyczepił Egzotu porcelanowe zębiszcza które (odpukać) trwają do dziś dzień. Poczekalnia wystylizowana jest bowiem na park z plastikowymi siedzeniami otoczonymi drewnianym płotkiem, latarnią i słonecznikami. Element dendrologiczny wprowadzony został na tapecie, gdzieto na bladych cegliszczach rozhasał się Hedera helix.
     Egzot umieściwszy posladki w krześle plastikowym, jął knigę czytać. Tymczasem poczekalnia zaludniała się. Pierwsza przyszła samica z małym samcem wiek na oko podstawówka. Następnie Pan-Z-Obłoconym-Obuwiem oraz samica numer dwa z mniejszą samicą w wieku około przedszkolnym. Dzieci zaprawdę siały apokalipsę i uniemożliwiały Egzotu zagłębianie się w fabułę księgi (Robin Hobb – Szalony Statek tom drugi część druga) dziewczę kopało rytmicznie w kaloryfer, naturalnie rodzicielka nawet nie zwracała na to uwagi, bo i po co, natomiast samiec podstawówkowy dorwał się do rodzicielskiej komórki, wynalazł aplikację do tworzenia dzwonków monofonicznych i jął napierdalać po klawiaturze na chybił trafił, co skutkowało przeciągłym „TIRiririIRIiriRIIRIRIi iriIRTUTUUUURURURIRIRIRITUuitiririuti”. Gdy dodać do tego głośny, chrapliwy oddech
Pana-Z-Obłoconym-Obuwiem oraz dochodzący z sali obok upojny dźwięk borowania trzonowca, powstaje iście sielska atmosfera poszerzająca Egzotu uśmiech szaleńca, zwłaszcza, że nie posiada Egzot słuchawek od jakiegoś czasu a funduszy nie ma na ich zakup.
     Poczekalnia dentystyczna ma właściwości skrajnie magiczne. Otóż, ząb przestaje boleć z chwilą przekroczenia jej progu, zaiste cud boski i alleluja. Egzot z racji tego, że zacnie mu się czytało i ból magicznie jak ręką odjął zniknął, powpuszczał pół poczekalni przed sobą. Naturalnie żadnego „dziękuję” ani „pocałuj mnie w rzyć” nie doświadczył. Kiedyto wybiła zacna godzina osiemnasta(!) a Egzot pochłonął już jedną trzecią księgi, rozleniwiając się oparty plecami o kaloryfer, nastąpił niespodziewany zwrot akcji i Egzot zaproszon został na fotel dentystyczny.
    Wyrok był następujący, iż siódemkę możnaby wyleczyć, aczkolwiek złowieszcza ósemka czai się nieopodal, i jeśli ona jest spsuta, to gówno wyjdzie z leczenia siódemeczki. Zatem – rwiemy.
Po przyjęciu końskiego znieczulenia i po odrętwieniu połowy ryja wraz z oczodołem, stomatolog zabrał się ze śmiechem złowieszczym do pracy.
-Szerzej proszę. – słyszy Egzot wyginający kudłaty łeb pod dziwnym kątem.
-Nhe ohe erzeh. (translator ludzi mających obcęgi i dwie łapy w jamie gębowej: Nie mogę szerzej.)
I mocować jęli się z waleczną siódemką dolną po prawej. Zaprawdę nie samo wyrywanie zęba było najgorsze, jeno zawiasy od szczęki kwiczały i skrzypiały jak dzikie.
-Aha (ała). – Rzekł profilaktycznie Egzot przedzierając się przez waciki, albowiem nie chciał wyglądać jak nieumarli z Warcrafta, którym to szczena zwisa gdzieś koło kolan.
-Coo boli? Nie powinno boleć. – Odrzekł brutalnie dentysta i wiercił obcęgami dziurę w dziąśle egzotowym.
-Hęka! (Szczęka!)
Tymczasem w tle leciała podniosła muzyka poważna, która to nadawała dramatyzmu sytuacji. W momencie patetycznego uniesienia orkiestrowego siódemka wyskoczyła z donośnym chrupnięciem z zębodołu. Ulga dla szczeny i jestestwa Egzotowego raz. Egzot zagryzł wacik, podziękował na tyle wyraźnie na ile ów wacik pozwalał (eukue – dziękuję) i niczym rącza gazela czmychnął z gabinetu.
     I tutaj zaczynają się schody albowiem. Wieczorem, znieczulenie przestało działać i poczuł Egzot „na pełnej kurwie” co to oznacza ból połowy ryja a krew lała się niczym w tanich horrorach klasy zet. Całą noc przesiedział Egzot w poduszkach nie mogąc zasnąć, bo jak na złość ibupromu nie dane mu było zobaczyć. (nawet monopolowe w Czempiniu są do dwudziestej pierwszej, paranoja.) Rzucał się w pościeli zielonej niczym dorsz wyciągnięty z wody, przeklinając raz po raz donośnie, wpieprzył pół woreczka lodu w kostkach (co oczywiście nic nie dało) z godziną piątą trzydzieści siedem (szacunkowo) Egzot zasnął, aby obudzić się koło siódmej, siódmej trzydzieści oraz ósmej i postanowił, że dziś na zajęcia nie przybieży, zwłaszcza, że wyziewy z zębodołu mają wątpliwą woń estetyczną i Egzot pluje krwią jak stary palacz.

Zaprawdę Egzot nie poleca.

Egzot.

P.S. No i kuźwa zapomniał wziąc zęba do domciu coby Wróżce Zębuszce podarować w zamian za nowe słuchawki

P.S. vol.2 – Almanachu część druga – niebawem.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

WIELKI ALMANAH LUDZI POCIĄGOWYCH CZ.1

06 mar

Od zamierzchłych czasów, kiedyto Egzot zdecydował się założyć lubieżnego blogaska w agresywnych kolorach, krążyła po Egzotu kudłatej głowie myśl tudzież zarys noci albowiem siermiężnej. Otóż, po latach zbierania informacji i szpiegowania niecnego, skrytobójczego podgladania i jawnego oczyma zerkania,przedstawia oto Egzot szerokiej ludności szacownej ąz ęż oh ah, ja pierdolę:

WIELKI ALMANACH LUDZI POCIĄGOWYCH (łac. Bigaceae Almanachaceae Pipolae Bahnaceaeaeae)


Nawigacja po Almanachu :

Agresywność danego osobnika wyrażana jest w ilościach iksów umieszczonych przy nazwie:
 X – osobnik mało agresywny.
 XX – tak średnio niebezpieczny.
 XXX – osobnik o potencjalnie dużym zagrożeniu.
 XXXX – osobnik agresywny, gryzie małe dzieci.
 XXXXX – natychmiast zarządzić ewakuację.

Natomiast wkurwogenność danego osobnika wyrażana jest w słitaśnych gwiazdeczkach:
+ – budzi podziw (nie wkurwia ze względu na element zaskoczenia)
* – mała wkurwogenność, da się znieść.
** – osobnik wkurwia osoby postronne
*** – W osobach postronnych włączają się mechanizmy pierwotne, chcą zabić osobnika w przypływie absolutnego megawkurwu.

Słowem wstępu:

Ludzi pociągowych dzielimy na tych normalnych, którzy w komforcie podróży nie wadzą, zachowują się jak cywilizowane istoty, dobrze ułożone i wychowane zgodnie z etykieta panującą w przedziale. Tego szacownego gatunku opisywać tutaj nie będziem, a zajmiem się natomiast gatunkami z rodziny Pseudopasażerowatych, będący powodem wielu zniesmaczeń, wkurwów oraz chęci zabijania u wielu normalnych kulturalnych pasażerów.
P.s. Różne odmiany mają różne klasyfikacje.

Królestwo: Pasażer pociągu osobowego
Rodzina: Pseudopasażerowate
Gatunek: Żwacz donośny
Klasyfikacja : X/* (jeśli jesteś Egzotem: ******)


Osobnik posiadający pożywienie/suchy prowiant/mokry prowiant/organiczne substancje nadające się do trawienia drogą gęba-żołądek. Osobnika charakteryzuje niesłychanie dobrze rozwinięta akustyka otworu gębowego, który nie domyka się, przez co pokarm umieszczony niezdarnie w owym otworze wysypuje się na kolana danego osobnika. Zjawisku towarzyszą lubieżne odgłosy mlaskania, ćlapania tudzież w najgorszym wypadku: chrupania.
Poznane dotąd odmiany to:

„Dziadkus jabłkowpieprzacz”
Odmiana ta nie ma za bardzo zębów, więc w foliowym woreczku nosi pokrojone na ćwiartki jabłuszka, które przy rozgryzaniu i młóceniu gołymi dziąsłami wydają odgłosy porównywalne do deptania w gęstym błocie gołymi stopami.
Klasyfikacja: X/*

„Kej Ef Si”
Odmiana występująca zazwyczaj wieczorami, jeżdżąca pociągami późniejszymi. Kupuje kubełek z sieci jadłodajni KFC i szczuje osoby postronne co przyczynia się do ogólnego zgorszenia i ślinienia. Plusem jest to, że odgłosów nie słychać tak bardzo jak w przypadku odmiany ” Dziadkus jabłkowpieprzacz „, siermiężnym minusem natomiast wspaniały zapach ciepłego pożywienia roznoszacy się po całym przedziale działający silnie na gruczoły ślinowe.
Klasyfikacja: X/**

„Śniadanius pociągus”
Zaprawdę intrygująca odmiana, rzadko spotykana. Występuje rano, w pociągach między szóstą a ósmą. Zazwyczaj Pani/Pan w wieku około lat czterdzieści pięćdziesiąt, zaskakuje niesamowitym zmysłem a’la Makgajwer. Z torby wyciąga siatkę wypełnioną prowiantem w postaci bułek, serka homogenizowanego oraz ogórków kiszonych(!). Czyni kanapki na własnych kolanach za pomocą sztućców, następnie je pożera.
Klasyfikacja : X/+

Królestwo: Pasażer pociągu osobowego
Rodzina: Pseudopasażerowate
Gatunek: Babus wielgachnus
Klasyfikacja : XXX/**

Dość rzadki gatunek. Charakterystyczne cechy to waga rzędu dwustu kilogramów żywej masy, płaszcz do kolan a’la Drapieżna ekshibicjonistka oraz wielka torbetka. Występuje przez cały rok, jednakże jesienią i zimą gatunek intensywnie poci się pod wpływem ogrzewania pociągowego dopośladkowego. Osobnik miażdży uda osobom sąsiadującym z nim, oraz przyciska do ścian wagonu/zrzuca pasażerów z siedzenia wykonując mikroruchy potężnymi pośladami.
Odmian nie zaobserwowano (i całe szczeście) jedynym bonusem jest samiec, który od samicy odróżnia się tylko tym, że nie ma torbetki.

Królestwo: Pasażer pociągu osobowego
Rodzina: Pseudopasażerowate
Gatunek: Napierdalaczos telefonos
Klasyfikacja : X(jeśli gestykuluje: XXXXX)/***

Zazwyczaj samica. Osobnik wyposażony w telefon komórkowy. Rozmawiając przez ów aparat stara się nakreślić ogólny zarys fabuły rozmowy wszystkim pasażerom w przedziale. Fabuła dotyczy w 99% Aśki, która nie zaniosła pendrajwa Agnieszce, imprezie na której poznała Artura, mamie, która zbiła ją za nie wyniesienie śmieci oraz o tym, że uwiera ją tampon. Nie zwraca uwagi na mordercze spojrzenia innych pasażerów i nadal prowadzi ożywczą konwersację.Wyróżniamy kilka interesujących odmian:

„Muzykus wszemwobecus”
Odmiana męska odziana w bluzę z kapturem. Telefon służy jako ogólnoprzedziałowa rozgłośnia muzyczna. Preferowany gatunek: hip hop/rap/Ryszardopejopodobne fenomenem owego gatunku jest to, iż kozaczy nieludzko do momentu, kiedy to osoba postronna nie wytrzymuje i rzecze: wyłącz to. Odmiana nakłada wtedy kaptur i wyłącza pokornie muzykę.
Klasyfikacja: X/***

„Babciaceae telefonjum” (zwana także bardziej jako : O Boże! Telefon dzwoni! Który to był guzik żeby wyłączyć ten pierdolony dzwonek?!)
Osoba starsza uzbrojona w telefon komórkowy z ustawionym zazwyczaj najgłupszym możliwym dzwonkiem w stylu ” JAAA PIERDZEEEE! „. Ma problemy z użytkowaniem owego urządzenia co jest raczej zabawne kiedy na cały przedział rozlega się ryk ” TO JAAA! TWÓJ TELEFOOOON! „.
Klasyfikacja: X/+

Ażeby nie nadwyrężać oczu szanownych czytelników Egzot postanowił podzielić ow almanach na kilka cześci. Ciąg dalszy nastąpi.

Egzot.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS