RSS
 

Archiwum - Luty, 2010

Owady czwartkowe, czas drapieżnie pożerające.

24 lut

     Z panem Ha mieliśmy już do czynienia na ekologii. Ten anemiczny, zmęczony życiem, pozbawiony jakichkolwiek kolorów żałosny człowiek z oczkami kreta, wkurwia samym swym jestestwem, a c dopiero się dzieje jak raczy się odezwać. Dzisiaj przeszedł samego siebie. Jakoże Owady Pożyteczne jest fakultetem (czyt. siedzisz półtorej godziny nie robiąc nic i jest git) postanowił on rozbić to ścierwo na wykłady oraz ćwiczenia wieńczone krejzi egzaminkiem. Oczywiście w planie ni chuja nie ma nigdzie ćwiczeń z owego przedmiotu a jarzy się jeno fakultetowo w środę od szesnastej trzydzieści do osiemnastej azaliż. No gówno. Buc powyższy postanowił wjebać nam siłą półtorej godziny ćwiczeń gdzieś w planie. Warto zaznaczyć iż Egzot czwartek wolny ma od zajęć dydaktycznych. Nie zgadniecie gdzie umieszczono owe PÓŁTORAGODZINNE li i jedynie ćwiczenia.

 *Chwila napięcia, przerwa reklamowa dla Jogobelli i reklamy Wiziru z Zygmuntem.*


Tadaaa

W czwartek kurwa!
I to jeszcze w tak sympatycznych godzinach jak dziesiąta trzydzieści do jedenastej. (tudzież dziesiąta do jedenastej trzydzieści, nie pamięta Egzot bo wymyślał skomplikowane combosy epitetowe złożone ze słów: c**j, ku**a, sku**iały, buc oraz poj*b.)

Tak więc z dnia wolnego od zajęć dydaktycznych, czwartku egzotowego gdzieto relaksowałby się po całej pierdolonej w cytopygę środzie (od godziny ósmej wykłady kończąc na fakultecie owego sympatycznego niedojeba) robi się taka oto odyseja:

Godzina siódma trzydzieści. Egzot powstaje z łoża złorzecząc.
Godzina ósma dwadzieścia. Egzot kwitnie na peronie w oczekiwaniu na pociąg do Poznania.
Godzina dziewiąta. Biegnie Egzot na tramwaj numerem osiemnaście oznaczon.
Godzina (wersja light) Dziewiąta trzydzieści (wersja hard) za pięć dziesiąta : Bieży Egzot niczym rącza gazela na ćwiczenia z owadów pożytecznych. Jest już umęczon dojazdem, ale to kurwa przecież nic takiego.
Godzina jedenasta trzydzieści. Ćwiczenia kończą się. Zostaje Egzotu minut piętnaście do pociągu do domu. Na który, NI CHUJ, nie zdąży w piętnaście minut dotrzeć z ogrodów na pekape.
 Do godziny dwunastej czterdzieści osiem (słownie: prawie trzynasta) kwitnie Egzot w Poznaniu nie majac się gdzie podziać.
Godzina około czternasta – Egzot powraca do domu.

Reasumując. Z półtoragodzinnych zajęć w czwartek Egzot marnuje około cztery godziny na dojazd i szarpanie się tramwajowe. Bo jebany buc parchaty musi mieć ćwiczenia z ROBALI, które i tak merytorycznie będą się nakładać z entomologią, których ćwiczeń i wykładów Egzot ma dostatecznie dużo.

Zgwałcić parasolem i żywcem rzucić na pożarcie rozwścieczonym paniom z dziekanatu to za mało.

Egzot.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kloszowe uniesienia włosowe z motywem roślinnym

04 lut

    Pewnego wolnego od zajęć dydaktycznych dnia zimowego, o ile wolnym dniem mozna nazwać dzień między sesyjnymi siermiężnymi egzaminami, postanowił Egzot iż sprawdzi długość swego włosia i agresywnie je wyprostuje. Czego oczywiście umieć nie umie, więc spędził przy prostownicy minut pięćdziesiąt z hakiem zanim stwierdził, że w efekcie wygląda to zajebiście tragicznie i należy włosie obmyć jak najprędzej. Natenczas jednak rodzicielka wpadła do pokoju i po ataku śmiechu na widok wpół wyprostowanych kłaków egzotowych, rzekła:
- Pójdziesz mi do ogrodu i wkopiesz ten szklany klosz? Jest gdzieś pod śniegiem koło świerków chyba a tak mi się pomyślało że chciałabym go na stole postawić.
Egzot zastygłszy z prostownicą w jednej dłoni a drugą dłonią łapczywie chwytając pół lokowanej łepetyny rzekł:
- Okej, zaraz.
Przyodziawszy się w sweter szary sztuk jeden, hawajskie spodenki krótkie z motywem roślinnym, i uzbroiwszy się w łyżkę kuchenną, poszarżował Egzot boso na tyły domostwa w celu klosza odnalezienia. Schodząc po schodach był zewsząd atakowany przez grzywę wyprostowaną a i w stópki zimno było, bo się mu nie chciało butów zakładać, pogratulować. Umieściwszy bosą stopę w śniegu na wpół zeskorupiałym rzekł Egzot do siebie jakieśtam przekleństwo w celu poczucia się raźniej.
Organoleptycznie przeczesał hałdy śniegu podświerkowe i odnalazł wierzchołek kopuły kloszowej. Stwierdził on wtedy, iż w stópki jest jednak zajebiście zimno, i pomysł założenia butów wcale takim głupim nie był. Pobiegł na górę po schodach, w hawajskich spodenkach, z włosiem do pyska wpadającym i dużą metalową łyżką w dłoni dzierżąć. Przyodziawszy buty, ponownie zszedł na dół na miejsce archeologicznych uniesień kloszowych.
Jął śnieg odgarniać histerycznie łyżką li i jedyną. Kiedyto śnieg cały po bokach artefaktu zacnie leżał, postanowił Egzot iż oderwie klosz od podłoża i zaniesie na górę (klosz, nie podłoże). Plan ów byłby się udał, gdyby nie fakt, że klosz przymarzł do podłoża podświerkowego i za jasną cholerę ruszyć się nie dał. Na nic zdało się podważanie łyżką (która za trzecim podejściem bardziej przypominała kształtem fale dunaju niż przyrząd do konsumowania zupy) i drapanie ręcami egzotowymi. Wpadł Egzot na genialny pomysł. Ponownie pobiegł na górę i w kuchni wodą kranową dzban zapełniwszy, zadowolon oznajmił rodzicielce, że wykopaliska idą wręcz wyśmienicie. Nagrodzon został powątpiewającym spojrzeniem skoncentrowanym głównie na spodenkach hawajskich.
Zbiegłszy po schodach, prawie wypierdoliwszy się na zacny pysk, polał Egzot lubieżną symbiozę klosza & podłoża. Klosz został oswobodzony brutalnie z głośnym „ślurp!”. Zabrawszy wszystko z pola bitwy, (tj, ów klosz, łyżkę, dzban) Egzot, zadowolon odgarnął włosie z twarzy i dumnie krocząc wlazł po schodach.
      W połowie drogi coś Egzota tknęło. Spojrzał w prawo, gdzie oto na sąsiedniej posesji, sąsiad z miną coś w deseń „o ja pierdolę O_o” z odgarniaczem śniegu w dłoni, spoglądał na Egzota odzianego w krótkie spodenki, z włosiem agresywnym atakującym lico jego i dłońmi wypełnionymi szklanymi przedmiotami. Może to i lepiej, że nie powiedziawszy „dzień dobry” czmychnął Egzot do domu, albowiem sąsiad byłby gotów z wrzaskiem trwogim głowę w zaspie schować.

Klosz żyje, oczyszczon z igliwia rezyduje na stole w charakterze przykrywacza owocowego.

I kolejny rarytas z serii ‚polecić godzi się’:

Egzot
 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS