RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2009

Gastrofaza biedronkowa z Anką na trzeciej kasie.

28 gru

     Święta Permamentnej Gastrofazy dobiegły końca. Egzot obżarłszy się gołąbkami na cały następny rok szczęśliw jest i rad. Wisi nad Egzotem widmo jeno kolokwium genetycznego potwornego i biochemii wyjściówkowe zaliczenie. Kał trochę chciałoby się rzec. Ale jak narazie zacnie jest, na sylwestra Egzot emigruje do Łodzi, do Anelowej gdzie będą hasać i rozpierduchę siać wszakże gęsto i bez litości.
     W dni dwa przed wigiliją rodziciele wybyli po artykuły spożywcze. Egzota, z charczacym gardłem, zatokami mazią zajeban i katarem lejącym się aż po egzotowe łokcie, na pastwę własnego jestestwa w domciu pozostawion. Bez jedzenia. Zaprawdę mroczny był to dzień. Albowiem kurwica społecznościowa przedświąteczna uaktywniona była tegoż dnia siermiężnie. Dało się to zobaczyć w drących japę małolatach w Biedronce, ludziach z koszykami wypełnionymi wyżej już wspomnianymi artykułami spożywczymi, gwiazdami betlejemskimi (Euphorbia pulcherrima), słodyczami, orzechami laskowymi, barszczami w proszku i promocyjnych opakowaniach papieru toaletowego. Zasmarkany Egzot przecisnąwszy się przez obrotowe pseudofurtki biedronkowe, lawirował między ludźmi w celu odnalezienia stoiska z pieczywem oraz kartonem gorących kubków. Złapawszy garść opakowań, po drodze chwyciwszy drogocenną cytrynę do herbaty zdrowotnej, przedarł się Egzot do kasy numer jeden. Dokonawszy transakcji i wycharczawszy „do widzenia”, które utonęło skrzetnie w histerycznym okrzyku kasjerki „Anka wejdź na trzecią kasę!” Egzot uciekł hyżo na chodnik Czempiński i pognał do domu. W domu niczym wór kartofli poległ przed kominkiem i postanowił, że nie zamierza się ruszać. Zaprawdę, w okresie świątecznym przy wejściu do sklepów powinna wisieć maczeta coby człowiek kulturalnie mógł przedzierać się przez gąszcz rozhasanych ludzi świątecznokurwicznych.
     
     Egzot otrzymał w prezencie pojki kewlarowe sztuk jedne. Rzeknie Egzot z nieskrywaną dumą iż są one zajebiste.
     
     Aktualnie Egzot lubieżnie płaszczy się na podłodze i tworzy prezent dla Anelowej, także pozostawia was z pieśnią snadną. Skunk Anansie się reaktywowywują, kisiel w gaciach mode on!

Klikać na panią poniżej.

                                                  




    
Na dzisiaj tyle.

Egzot
    

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pudernice 2Pacowe i piernatopodobne blachy dachowe.

10 gru

     Sobota, godzina dziesiąta z minutami. Egzot śpi w swym paprociowym i już-nie-palmowym królestwie (palma zdechła niedawnoż). Zawinięty w pozycji embrionalnej ściskając poduszkę formatu dużego, marzy sennie i błogo, nie zdając sobie sprawy z nadchodzącego do drzwi Egzotowopokojowych huraganu.
Tutaj następuje pauza na donośne -JEB- przy akompaniamencie którego, drzwi otwierają się hucznie a w progu materializuje się czcigodna sylwetka rodzicielki Egzotowej sztuk jedna.
- Ty mi wziąłeś mój puder?! – rzecze rozhisteryzowana.
Egzot poderwawszy głowę rozczochraną niesymetrycznie acz hardo, z oczyma snem błogim wyżej napisanym sklejonymi rzecze nieprzytomnie:
- Ja nie brałem, może to Filip? – Po czym na powrót złożył Egzot skroń na pościeli. Egzot jednakże dementuje :  pudru na licu bratowym nigdy nie uświadczył, a gdyby uświadczył to znaczyłoby iż świat zmierza ku apokalipsie. Wszakże puder na licu nie pasuje do bluz z kapturem i słuchania 2Paca.
     Apropo pościeli i „piernatopodobnych” otrzymał (wyszarpnął walecznie) od rodzicielki nową pościel w kolorze zielonoseledynowym niczym mech morski, z czego rad jest niezmiernie. Tylko, że cholerstwo ma strukturę i sztywność blachy dachowej niekarbowanej, Egzot zatem pracuje nad zmiękczeniem owej struktury poprzez agresywne pertrakcje…(wylegiwanie się w niej ile wlezie i przygniatanie cielskiem Egzotowym).
     W poszukiwaniu prezentów Egzot wybył do Poznania dziś dzień. Pomijając fakt iż istotą niezdecydowaną jest co zdecydowanie wkurwia osoby postronne, zakupił prezenty dla większości rodziny oraz otrzymał misję dostarczenia wiolonczelo-gitary dla Pani Aśki. Egzotu gitara bardzo się podoba, choć grać nie umie. Knuje więc niecne plany kłamstwa niecnego iż jakoby azaliż gitara padła ofiarą wrednego muzyka fanatyka, który to zeżarł struny a okleiną drapie się po plecach i odmawia oddania instrumentu. Ostatecznie zawsze może Egzot wypchać cholestwo watą, wodą mineralną zalać i rzeżuchą jebnąwszy patrzeć na intensywny wzrost dwuliściennej rośliny instrumentalnej. Takoż czy inaczejż, Egzot stanowił główną atrakcję w przedziale pociągowym, siedząc w sąsiedztwie gitary metrowej, która przy każdym mocniejszym szarpnięciu pociągowym wydawała smętne „brzdęk”.
     Sytuacja ludziokonwersacyjna ogrodników uległa niebagatelnej zmianie. Na gorsze. Spiskom i intrygom nie ma końca, szczerze mnie zastanawia co o mnie gadają za plecami, a jednocześnie mnie to zwyczajnie po całości – jebie. Dorośli ludzie, kurwa, a zachowują się gorzej jak dzieci z podstawówki. Nie twierdzę, że jestem święty, ale przynajmniej mam na tyle przyzwoitości żeby myśleć za siebie a nie słuchać wszystkich plot „co kto o kim powiedział, że jest głupi” i podpisywać się pod listą osób, w które w to ślepo wierzą. I w dodatku jeszcze stoję okrakiem na barykadzie między jednymi co nie lubią tamtych a tamtymi co nie lubią tych pierwszych. Kiedyś moje nogi mogą nie wytrzymać i dostanę po kroczu, że się tak metaforycznie wyrażę.
   
      Szablon mi się znudził. Szanowna Pani Irytacjo, jak znajdziesz chwilę to rzeknij, albowiem misja będzie dla Ciebie snadna!

  Egzot.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Deszczówkowe spotkanie przedziałowe okraszone epickim failem niewymiernym.

01 gru

     Albowiem. Urodziny Egzot miał i skończył ostatnie naście. Zaprawdę odczuwa wewnętrzną potrzebę wybebeszenia się swoją dojrzałą i dorosłą albowiem postawą życiową, podzielić bagażem doświadczeń stetryczałego studenta ogrodnictwa roku drugiego. Zaprawdę wiek podeszłyż już opić trzebaż było. I opito hojnie, w akademikach, co wiązało się z wizją Egzota czyniącego w połowie schodów wybitnej gracji figury gimnastyczne, oblewaniem Aśki wodą z prysznica albowiem z automatycznym włącznikiem (prysznic miał włącznik, nie Aśka), oraz hasaniem i gubieniem się w klaustrofobicznym gmachu akademiku. Pozdrowić panię portierkę!
     Działo się oj działo, pięćdziesiąt butelczyn cytrynówki albowiem obalono i jak to na imprezach ogólnie trzeba by być, a opowiadanie ma sens mniej więcej taki jak strzeszczanie filmu, na którym się nie było. Czy jakoś tak. Nie ma emocji w czytelniku (wiem, że chcilibyście żebym napisał o zwracaniu pomidorów z serem acz obyło się bez tego. Przynajmniej dla mnie. ^^)
     Otóż. Egzot spał u Aśki, któraż to dnia następnegoż gotowa i zwarta miała być na jakieś tam laboki z chemii, które to odbyć miały się na drugim końcu miasta o godzinie ósmej. Nastawiwszy budzik na wpół do siódmej rano, błogo w sen, przepraszam za wyrażenie, zapierdoliwszy, poczęli (niefortunne słowo) trzeźwieć we śnie zaprawdę zdrowotnym.

- Kuba! Jest siódma czterdzieści! – Oznajmiła Aśka dramatycznym tonem, wyprysnęła z łoża i zaczęła się ogarniać. (zajebiście subtelnie ująwszy mode on)Ból głowy i nudności (zajebiście subtelnie ująwszy mode off) dopadły Egzota na tyle agresywnie, iż zdołał się on jedynie doczołgać do łazienki i obmyć swe uzębienie za pomocą palca i odrobiny pasty do zębów znanej z reklam marki. Wyszedłszy z łazienki, była godzina huczna za piętnaście.
 Niczym młode gazele o poranku na sawannie wyhasali na zewnątrz i pognali na przystanek autobucowy sztuk jeden. Agonalnie usiadłszy w ostatnim rzędzie autobucu, z Aśką po prawicy swej, Egzot usilnie starał się nie zwrócić treści pokarmowej wraz z wirującymi niczym zmasturbowana pralka wnętrznościami. Aśka, spojrzawszy w odbicie swe rzekła dziarsko:
- Jak ja wyglądam. Czuję się jak szmata.
Wyturlawszy na przystanku Bałtyk, pożegnali się. Egzot czym prędzej doszmacił się do pekape w celu zaszczycenia swą skromną osobą jakiegoś pociągu osobowego jadącego lubieżnie w kierunku Wrocławia/Leszna/Rawicza przez Czempiń azaliż.
Aśka żarliwie zapewniała, iż pociąg o ósmej dwadzieścia zaprawdę jedzie.

- O ósmej dwadzieścia do Leszna? Następny dopiero o dziesiątej. – Rzekła okrutnie pani w kasie biletowej numer trzy.
Egzot łzę bezradności roniąc odszedł od okienka i stwierdził, iż stoi pośrodku pełnego ludzi dworca pekape, w śmierdzącym papierochami ubraniem, włosiem rozpierdolonym wertykalnie i horyzontalnie, czerwonym licem od cytrynówki albowiem, jedenastoma złotymi w kieszeni, jebitliwym bólem głowy oraz ochotą na przepięknego,malowniczego i agresywnego pawia.
-Potrzebuję herbaty. – Odezwał się głos wewnętrzny egzotowy i nogi jegoż same zaprowadziły go do Makdonalda nieopodal. Po drodze wydał jeszcze około dwa złote polskie na półtoralitrową wodę Polaris, która walorami smakowymi mocno przypominała przeterminowaną deszczówkę.
    
     Wkroczywszy gestem szerokim i chodem chwiejnym do Makdonalda, skrzętnie omijał Egzot oczyma reklamy zachwalające tłuste kanapki pseudośniadaniowe makdonaldowe (czyt. obleśne jajka, tłusty bekon okraszone bliżej nieznanym Egzotu pieczywem zrobionym z genetycznie udoskonalonej pszenicy z odbytem). Doturlawszy się do kasy, wyglądając po drodze jak trzy ćwierci od śmierci, tuląc kochliwie butelkę z wodą mineralną Polaris wycharczał:
- Herbatę poproszę…
Pani kasjerka wyszczerzywszy zęby w pełnym zrozumiania uśmiechu zapytała cicho: Niech pan sobie wybierze.
Po czym podała Egzotu korytko z różnymi herbatami. Drogą selekcji odrzucił Egzot wydziwy z cynamonem i imbirem (nie chciał ryzykować) i następnie wybrał Egzot poczciwego Liptona z cytrynką. (Dostanę chyba jakiegoś bana za używanie tych wszystkich nazw produktów.)
- A jak teraz znajdę portfel to nawet pani zapłacę. – Egzot rzekł ku uciesze personelu. (najgłośniej parskał pan przy frytkach. Parskanie. Frytki. Głogowska. Zapamiętać.)
     Wchłonąwszy herbatę, któraż to w znacznym stopniu ukoiła chorobę morską Egzotowych flaków i przeczekawszy półtorej godziny gapiąc się tępo w telewizor makdonaldowy, po którym hasała jakaś bliżej niezidentyfikowana Bijons, postanowił Egzot iż wyruszy wcześniej na pociąg aby uniknąć tłoku na peronie. Na powrót wodę przytulił i przemaszerował na peron szósty, gdzie o dziwo pociąg już zachęcająco czekał.
Okazało się, iż był to pociąg przedziałowy (po rodzicielsku : Pulman) z czego Egzot zaprawdę rad był i byłby uronił łzę wzruszenia, gdyby nie fakt że herbata przestała działać. Zadowolon był Egzot do momentu, kiedy okazało się, że w przedziale Egzotowym który lubieżnie zasłonił szmatowatymi zasłonkami, znajduje się lustro. Takie lustro aktywowało się w momencie jak Egzot wstawał. I to było zaprawdę straszne. Opuści tutaj Egzot, niczym w starych komiksach, zasłonę boleści i nie opisze jak jego parszywa morda wyglądała.(Bo nie wyglądała.)
Reasumując: Egzot siedzi sam w przedziale wyizolowanym od reszty świata za pomocą szmatowatych zasłonek czerwonych, tuląc półtoralitrowe opakowanie wody Polaris, rozpierdoliwszy kończyny po całym przedziale.
     Ku pogłębiającej się boleści Egzota: pociąg rusza. Gdzieś w okolicach Puszczykówka, Egzota nawiedziła iście wybitna myśl powieszenia na drzwiach kartki: Uwaga! Bomba! Nie wchodzić! aczkolwiek doszedł do wniosku, że wtedy każdy będzie chciał ową bombę zobaczyć, więc w rezultacie zaniechał owych atrakcji, zwłaszcza, że samo wstanie z wymoszczonej już pozycji byłoby wysoce niekomfortowe. Rozmyślając tak właśnie, popijając co chwilę wody z butelczyny, modląc się o to, aby pan kierowca włączył tryb cichobieżny, doznał Egzot szoku i ogólnego nieczucia egzystencjalnego. W akompaniamencie trzasku drzwi rozsuwanych i szeleście szmatowatych zasłonek wyłoniła się z głębi korytarza… była wychowawczyni Egzota.
- To się nie dzieje. – Pomyślał.
- Dzień dobry. – Wychrypiał najdostojniej jak potrafił, i starał się przyjąć pozę możliwie jak najmniej zkacowaną, co raczej okazało się porażką, zwłaszcza że półtoralitrowa butelka wody Solaris leżała obok Egzota lubieżnie przytuliwszy się do jegoż uda, a włosy Egzotowe ożywiły się niczym kłaki u bogini Eris z disnejowskiego Sindbada, które to miały zajebistą właściwość hasania w powietrzu w sposób bliżej niekontrolowany.
- Dzień dobry… – Tutaj pauza na litościwie/potępiające spojrzenie oraz inwazyjne zeskanowanie osoby Egzotowej, rozpoczynając od zarzuconych kończyn dolnych na siedzisku sąsiednim, poprzez jubel na głowie Egzotowej a na butelce deszczówki obejmowanej przez Egzota kurczowo skończywszy. Na szczęście/niestety za pedagożką wtoczyła się koleżanka wychowawczyni bliżej Egzotu nieznana. Na szczęście, bo odwracała uwagę od czerwieniącego się snadnie Egzota, a niestety, bo wytwarzała swymi ustami odgłosy rozmowopodobne o głośności miliona decybeli godzących w uszęta Egzotowe.
     Okazało się, iż dotarłszy do Czempinia, pani wychowawczyni wcale nie odbiła do szkoły która jest jakieś pięćdziesiąt metrów od dworca, acz szła z Egzotem i odprowadziła go niemalże pod dom. Zważcie na fakt, iż Egzot z wychowawczynią ową (subtelne powiedziano mode on)nie lubili się(subtelne powiedziano mode off). Zdecydowana większość tegoż uopojnego dialogu upłynęła na wstawkach typu poniższego:
- A jaktam u brata? Nadal nie lubi chemii?
- A wie pani… rodzinna tradycja… (Ja osobiście chemii nienawidzę, rodzicielka również, brat ma same szmaty w liceum, więc zapewne nienawidzi też.)
- Mhm…

(pauza na krępującą ciszę i donośny szum ożywionych loków egzotowych)

- A co tam u mamy? Zawsze ją lubiłam była taka… Rzeczowa. (To, że moja mama urządzała z nią batalie na tematy różne, wszyscy w klasie wiedzieli, choleryzm mam po niej.)
- A dobrze.
- Pozdrów.
- Dziękuję. Przekażę.

I tak dalej i tak dalej, aż Egzot nie doczłapał się do domu, rzekł cześć rodzicielce, pochwalił się prezentami ( koszulka, kartka i druga kartka taka duża i płyta Bjork potem od brata) i legł niczym sześćdziesiąt kilo żywego schabu z kością na łoże i spał do szesnastej.

Aha, jakby ktoś w pociągu widział butelkę wody Polaris to to będzie egzotowe, bo zostawił z przejęcia jak w Czempiniu wysiadał.

Egzot.

P.S.  Czajcie to: KLIK. Czy nie wydaje wam się eterycznie kuriozalne, iż owa debata została przeprowadzona dokładnie trzynaście dni po moim zajebistym horoskopie? I w ogóle, jej wynik mnie zadowala niezmiernie. Widać są jeszcze normalni, trzeźwo myślący ludzie w internecie. Pozdrowić Elizkę.  xD

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS