RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2009

„Fajnie jest być kobiecym” by Effa

24 sie

     No. Otóż nagromadziło się owych osobliwych sytuacji kilka, to  Egzot opisze o co biega. Otóż, loczki egzotowe i twarz o rysach średniokanciastych skłaniają ludzi tramwajowych/peronowych/sklepowych do zwracania się do Egzot na per „proszę Pani”.

Sytuejszyn pierwsza:
Egzotu dłuższe włosie mając, irytował się na nie i w kitkę łapał, coby mu do ryja nie wpadały bezczelnie, no i stoi taki Egzot z kitką w tramwaju, zimą, trzymając się rury acz na niej nie tańcząc. Nagle ktoś tyka egzota palcem wskazującym między łopatki i pyta hucznie:
- Pszepszam, skasuje mi pani bilet?
Na co egzot odwraca się, bierze bilet, kasuje i patrzy jak osoba docelowobiletowa czerwieni się snadnie.

Sytuejszyn druga:
Egzota przypiliło, tak potężnie rzekłby nawet, na dworcu pekape Poznań Główny, niczym huragan wtargnąwszy do kibla peronowego oznaczonego na drzwiach ludzikiem w spodniach, szuka w portfelu złotych polskich dwóch, coby dać panu kiblowemu(ale mi długie i nieskładne zdanie wyszło xD). Klijent na oko lat sześćdziesiąt, obsłużon już i zadowolon, obejrzał się za egzotem wychodząc. A przy drzwiach obejrzał się drugi raz. Chwytając za klamkę nie wytrzymał i przemówił:
- Ale pani wie, że to jest męska ubikacja?
Na co Egzot głębokim basem :
- Wiem, proszę pana.
Rozszerzone oczy pana wychodzącego aż krzyczały „zrób nam zdjęcie!”.

Sytuejszyn trzecia:
Egzot, wtargnąwszy do piekarni, obczaja coby sobie jakąś zacną bułę zeżreć. Słyszy:
- Słucham, co dla pani?
Szybko zrobił rozeznanie, spojrzał w dół, czy mu czasem cycki nie urosły, spojrzał na ekspedientkę, która zreflektowała się:
-O matko! Przepraszam pana bardzo!
-Luz. Nie pierwszy i nie ostatni raz. (A teraz dawaj pani upust dwa złote za zniewagę! O!)

Sytuejszyn z dzisiaj, czwarta:
Wparowuje Egzot na zacny dworzec w swej równie zacnej metropolii czempińskiej i słyszy aksamitny głos pana zapowiadacza:
- Pociąg osobowy z Leszna do Poznania, jest opóźniony o około trzydzieści minut. (oczywiście przeprosiny za utrudnienia to prędzej konia wysrasz niż się dosłuchasz)
Egzot podsumowawszy zaistniałą sytuację słowami : kurwa, chuj. Osiadł na schodkach, i montując słuchawki na uszach, starał się nie wyglądać jak obrażony na cały świat.
Nagle, podchodzi do Egzota jakiś dziadek i coś rzecze. Aże przez muzykę nie słychać co dziadyga rzecze, to Egzot inteligentnie pyta się:
- He?
Dziadek powtarza:
- Oh oh, ja myślałem, że to jakaś panienka siedzi, i nawet chciałem za kolanko złapać!
[tutaj następuje głuchy łoskot opadającej  szczęki egzotowej]

Sytuejszyn epicka piąta:
Aż się nasuwa wspomnienie kochanego Metyla (tęsknimy, a co!) kiedy to prezentował różne rodzaje destylacji i cała grupa hasała krok w krok za nim, obczajając coraz to dziwaczniejsze instalacje, które parują, pierdzą i takie tam. Egzot rzuciwszy się po zeszyt i szukając pióra w torbie słyszy:
-Ta kudłata z tyłu też niech podejdzie!!!

Sytuejszyn szósta:
Na praktykach bylim, i z dziewojami Egzot ogród karczował (nawet się pozbyliśmy jednej zacnej odmiany dalii, ale co nas winić, jak to my początkujący ino). Po skończonej pracy przychodzi do nas pan nadzorujący i rzecze:
- Jaktam dziewczyny?
Jam, oburzon:
- I chłopacy…
Pan nadzorujący speszon energicznie rzekł: O! Tak i chłopacy też!

Sytuejszyn siódma:
Praktyki, Pani Zajebista Regina, pewnego dnia krzyczy do jakiegoś kolegi :
- Ej Ej! Zobacz! To jest ta kędzierzawa studentka! – Po czym zanosi się jebitnym śmiechem.

Wniosek?
Albo wyhoduję cycki, albo zetnę włosy.

 —

Zielnik zdany i badylologia też. Jest zacnie, już prawie mam wakacje [śmiech ironiczny fchuj].
Kochammojestudiakochammojestudiamochammojestudia…

Egzot.

 
Komentarze (31)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pojebani sąsiedzi part dwa.

19 sie

     Zaprawdę intryguje Egzota, czy
sąsiedzi znaleźli w otchłaniach internetowych adres jego sweet blogaska, czy
zwyczajnie ich bardziej pojebało w główki. Otóż, ostatnio imprezę mieli, nie
żeby Egzot coś naprzeciwko miał, przecież jak u Egzota domówka była, to okno na
oścież otwarte było i pięć osób darło mordę do Volare (najbardziej wybijał się
wokal Trafy xD). Na wielką uroczystość sprowadzili chyba rodzinę z najdalszych
zakątków Polski, bo podglądając konspiracyjnie przez okno, zaobserwował Egzot
mordy znane acz i takie totalnie nieznajome, ale wyglądające na hałaśliwe jak
tylko usta rozewrzeć zechcą.
Impreza toczyła się albo w kuchni albo w salonie, ale co z tego, skoro decybele
łomotały po ulicy jakby w te dwadzieścia osób tłoczyli się na malutkim balkoniku.
Początkowo były tylko rozmowy, głośne bo głośne, ale to nic, Basia chyba miała
urodziny czy coś, bo hasała bardzo zadowolona i co chwila krzyczała
orgazmicznym głosem „OJEEEJ JAKIE PIĘKNE!!!!” tudzież
„AAAANIAAAAA DZIĘKUUUJĘĘĘĘĘ!!!!”.
Oczywiście wspominać nie ma potrzeby, że jak towarzystwo przyjechało, to każdy,
kurwa, KAŻDY z nich, zatrąbił ostrzegawczo samochodem, rodzinna tradycja godna
podziwu. Oh ah ąż ęż.
Godzina coś koło jedenastej w nocyż, i do uszu egzotowych dociera pieśń
niesiona nocnym wiatrem:
NAAALEWKA GOOOORZÓW. LAAALALALA LA!
NAAAAAAAAALEWKA GOORZÓW. LAAAAAAAAAAAAAAAAAAA LALA LALA LA!
Powstrzymawszy odruch trzaśnięcia głową egzotową w klawiaturę, zamknął Egzot
okno bez najmniejszego słowa skargi.
Ale to jest nic. Potem chyba znaleźli gitarę, bo śpiewali pieśni rasowo
biesiadne takie jak:
- Hej sokoły
- O Hela
- Pije Kuba do Jakuba (kurwa, to jest dopiero deblizm) („łupu cupu łupu
cupu” to mi się już wryło w podświadomość i na pewno to przez sen
mamroczę.)
-Przybyyli Ułaaanie.

No biesiada pełną parą.
W pewnym momencie nastała cisza.
Błoga, balsamiczna dla uszu, rozkoszna i totalna cisza. Nie trwało to długo,
okazuje się, że sąsiedzi egzotowi mają całkiem fajne, duże głośniki. Przekonał
się o tym Egzot na własnych uszach, słuchając przebojów jakiegoś zespołu rodem
z programu niedzielnego Disco Relax: Halina i Krzysztof tudzież Irena i
Euzebiusz. I zaczęła się potupaja.
Niestety nikt nie rzygał pomidorami przez okno, co Egzota ubodło, bo by sobie
zmazał trochę poczucia winy.

***

Wczoraj natomiast, obudziło Egzota sławne już ” BELAAAAAAAA! ” (Ja
nie wiem, czy oni na prawdę tak głośno drą mordę, albo ja mam jakieś wrażliwe
uszy, czy układ budynków czempińskich działa jak megafon?) Histerycznie
próbując się z kołdry wyswobodzić, wylazł Egzot z łóżka po czym dobitnie i
głośno, nie bacząc na otwarte okno, stwierdził:
- Niech ten pies w końcu zdechnie, bo na łeb dostanę!
Mama siedząc w drugim pokoju, odrzekła ze śmiertelną powagą:
- Ona nigdy nie zdechnie.

*Tutaj pauza na niebotyczną konsternację egzotową, poprzedzającą atak brechtu*

***

A dziś mąż sąsiadowy dał taki popis płuc, że aż rodzicielka egzotowa nie
wytrzymała i skomentowała czyn ów hucznie stojąc na balkonie.
Krzyknął „Baśka” Tak mocno, że aż trzewia się w Egzotu zagotowały i zmarłych
z cmentarza na końcu miasta wystraszył.
Rodzicielka, wstała od stołu, i jak to się mawia „na pełnej kurwie”
wydarła na balkon ze słowami:
- No przecież cholera jasna bez przesady!!!
Co jednak lekko utonęło w słowach pieśni Dody ryczącej z samochodu sąsiadowego,
acz zostało posłyszane, albowiem sąsiad spojrzał ku rodzicielce z oczami wielkimi
niczym talerze z Ikei. Ha.

Egzot.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Leśne okulary uciekające z funkcją kamuflażu.

14 sie

     No. Hucznie brzmiące wakacje
zapierdalają Egzotu przed oczami niczym sławne już pomidory lecące w ogród za
sprawą siły bezlitosnej grawitacji. Gdzieś tam po drodze Egzot zdał pędownik,
który zbierał dwa miesiące, zaraz egzamin z dendrologii, który sobie totalnie
olewa(bo mu się, kurwa, serdecznie nie chce), i zielnik, który jest już almost
skompletowany. Brakuje azaliż zielska sztuk dziesięć. Na sto. Swoją drogą to
uniwersytet powinien ubezpieczać studentów w razie wypadku od zbierania
taksonów zielnikowych. Otóż. Wczoraj Egzot wyruszył z domu na maminym rowerze
(tylko ten był sprawny… z koszyczkiem… o zgrozo, ja jebię) w celu szukania
okazów takich, które w szlachetnej prawie-że-setce egzotowej nie znajdują się i
krzyczą z poboczy: wyrwij mnie ach wyrwij i ususz!
Wczoraj tak do Egzota krzyknął Nostrzyk biały (Melilotus alba) akurat w
momencie, jak Egzot mknął niczym strzała po asfalcie czempińskim. Obejrzawszy
się energicznie za zielskiem, z czystą psychozą w oczach i myślą „muszę go
mieć!” okręcił głową i prawie wleciał do rowu.
     A potem pojechał do lasu. Ąż ęż
wręcz. W lesie hasając zdobył zacne gatunki powiększając swą kolekcję o Stellaria
media, Lamium maculatum
tudzież Urtica dioica, która Egzota dotkliwie w mordę
poparzyła jak się po nią schylił.
W lesie hasając, zielsko do koszyka przyrowerowego dzięki składając, zauważył Egzot
coś niezmiernie oko radującego. Albowiem polana leśna okraszona wielkimi pniami
pozawalanych drzew. Niewiele myśląc, pierdalnął Egzot rower na środku leśnej
drogi i począł hasać po pniach jak ostatnie dziecko. Tak sobie skacząc z pnia
na pień, hihi, haha, bananiąc się do samego siebie, usłyszał w oddali warkot
silnika samochodowego. W panice, włączając sprint mode, przedarł się przez chaszcze
dopadł do drogi i odciągnął rower bardziej w zarośla nie zwracając uwagi na
ciekawskie spojrzenia przejeżdżających jednostek. Postanowiwszy zachowywać się
jak na poważnego-studenta-zbierającego-zielnik przystało, zawdziać chciał
okulary i poszukać nowych gatunków.
Pomacał się Egzot po wszystkich kieszeniach, sprawdził je dokładnie kilka razy,
szukając nawet dziur tudzież ukrytych skrytek. Nic.
- Zgubiłem okulary – pomyślał.
- Kurwa mać – też pomyślał.
Począł Egzot energiczniej szukać okularów po kieszeniach, na próżno. Analizując
fakty wszem wobec, stwierdził, że na pewno zgubił je hasając, jak ostatni
debil, po pniach, tam też powrócił. Egzot szuka. Pod pniem, na pniu, obok pnia,
w pobliżu, azaliż i onegdaj, wzdłuż i wszerz. No wszędzie.
Okularów nie było.
Nie pomogły nawet rekonstrukcje skoków po drewnie, obliczanie w myślach
trajektorii lotu okularów wypadających fikuśnie z kieszeni, ani łażenie na
czworakach i przeczesywanie paproci. Sześć razy Egzot szedł skrupulatnie trasą,
którą biegł do roweru, w celu uchronienia go przed samochodem, to na czworaka,
to tiptopami skanując ściółkę z rentgen mode. Nawet w pewnym momencie sięgnął
do kieszeni. Po co zapytacie. Po okulary. Bo przecież nic nie widać, to jak ma
Egzot znaleźć okulary bez okularów?
Wykonawszy klasycznego facepalma rzekł do siebie:
- Debil.
Zrobiwszy siódmy obchód, odganiając się od komarów i ściągając kolejną
pajęczynę z twarzy, ze wściekłością stwierdził:
- A pierdolę, kupię sobie nowe.
Wkurwiony podszedł do roweru, wyszarpnął go z chaszczy, i coś zagrzechotało. Zajrzał
Egzot, zaintrygowany, do koszyka, a tam jego oczom ukazały się okulary
egzotowe, których tak gorliwie szukał przez pół godziny i ścieżkę w lesie przez
nie wydeptał.
Pogratulować.

Egzot.


 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS