RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2009

whisky jest zła

21 lip

    Egzota rozdziewiczono na tle picia
Whisky. I Egzot oświadcza wszem wobec, iż więcej tego eee… trunku (eufemizm),
do mordy nie wleje. Zaprawdę napój apokalipsy skłaniał Egzota do czynienia
rzeczy zaprawdę niepoprawnych polikurwatycznie: Począwszy od biegania po całym
domu i poczynania totalnej rozpierduchy, niszczenia parasoli nieswoich,
okładania ludzi kwiatostanem jukki karolińskiej a skończywszy na zwracaniu treści
pokarmowej przez okno we własnym pokoju.
Zaczęło się od wcześniejszego powrotu rodzicieli do domu. Egzot, z pieśnią
bjorkową na ustach, w podskokach niczym rozhasany zając, wpadł jak burza do
pokoju kawopijnego. W połowie wersu „big time sensuality!” wywrzeszczanego
histerycznym falsetem, zlokalizował Egzot rodzicieli zdejmujących właśnie buty.
Egzot momentalnie i mentalnie zreflektowawszy się i transformowawszy do
wizerunku poważnego studenta ogrodnictwa, orzekł opanowanym tonem:
-Idę spać.
Zabunkrowawszy się w pokoju egzotowym, postanowił, że aby zabić nastrój
totalnego nakurwienia apokaliptycznym napojem, obejrzy sobie film. Zazwyczaj
pomagało, ściany przestały się gonić nawzajem a i sufit tak nie pochylał się
niebezpiecznie. A już buk wszechlistny raczy pizgnąć egzota snem pijackim, coby
katuszy ocznych wirujących doświadczać nie musiał.
Tym razem było inaczej.
Obejrzawszy jakieś dziesięć minut filmu, egzotu zachciało się zwracać wyżej
wymienioną treść pokarmową, na którą składały się na wpół strawione pomidory i
grzanki z serem żółtym. Uznawszy, że trasa pokój egzotowy-łazienka są ponad jego
siły, otworzył Egzot niedyskretnie okno i pobłogosławił rzygiem szerokim
ogródek przeddomowy. Dyskretne rzyganie nigdy nie było Egzota dobrą stroną, bo
albo się śmiał, albo w przerwach pomiędzy kolejnymi sesjami krzyczał ze chce
umrzeć. Tym razem powstrzymał się od błagalnego wzywania kostuchy i jedynie
sapał jak lokomotywa parowa.
Rodzicielka egzotowa, zaintrygowana dziwnymi odgłosami, wtargnęła do pokoju.
- A ty co robisz?!
- Niiiic.
Chcąc podkreślić nicowość owego „niiiic” chciał Egzot energicznie
usiąść na łożu, i wyglądać w miarę trzeźwo i niewinnie. Niestetyż nie wyszło.
Zmieniając lokalizację z parapetu na łoże, nie trafił Egzot w materac i
wylądował w otworze między łóżkiem a komputerem, hucznie przypierdoliwszy głową
w ścianę, wrażenia audio można by opisać słowami „rumor jak ja
pierdolę”.

No. Wspominać chyba nie muszę, że rodzicielka ma na Egzota focha
apokaliptycznego od jakichś dwóch dni, i jedyne, co wyrzekła przez ostatnie dwa
dni do Egzota to zdanie:
„Jakby padało, zamknij okno dachowe, my wychodzimy.”
Ale to nic, do Woodstocku powinno jej przejść.

Oby.


Egzot.

 

Edit: O właśnie, a rano rodzicielka z grobową miną rzekła do mnie żebym umył ścianę pod swoim oknem. Subtelną metaforą zarzucę i powiem, że „pomidorowy szlak” zmywałem mopem dobre piętnaście minut.

Edit nr 2: Przechodzi jej, wyrzekła więcej niż trzy zdania złożone. Szaleństwo.


 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koszenie kretowiny okraszone grabiami z parapetu.

09 lip

     Egzot praktyki zaczął, na Uniwersytecie
swym ponętnym, a co za tym idzie rozpieprzony zegar biologiczny ma, bo wstaje
(albo i nie, bo zaśpi jak zwłoki w stanie rozkładu) o godzinie pogańskiej
czwartej czterdzieści. Aż dziw bierze, skąd tylu czempiniaków o piątej na peronie
czatuje. Paranoja.

     Egzot, przez
pierwszy tydzień, nauczył się jak zepsuć kosiarkę na sto czterdzieści trzy
sposoby, jak się kosiarką jeździ tak, żeby sobie kończyn nie upierdolić, oraz
żeby na kretowiny nie najeżdżać, bo się kosiarka wkurwi. Kretowiny i tak
rozjeżdża ze wzrokiem szaleńca, patrząc jak ziemia rozbryzguje się na lewo oraz
prawo, czerpiąc z czynu owego niemałą satysfakcję. Tak jak kosiarka i patrzenie
na pomidory w szklarni do zajęć gładkich, lekkich i powabnych należą, tak oznaczanie
pola już nie.
Pani zwana ironiczno-pieszczotliwie Alinką, dała Egzotu takie wielkie grabie
zrobione z parapetu i kawałków kołków osinowych na wampiry, z dyszlem azaliż,
długim, krzywo gwoździem przyjeban (do tego parapetu) i toto zwało się wielce
Znacznikiem (co mi się kojarzy z nadejściem Apokalipsy, nie wiem czemu).
Zadanie polegało na hasaniu po polu z owymi gigantycznymi pseudograbiami, i
robieniu… rowków. Albowiem kretyństwo jak ja pierdolę. A wszystko po to, żeby
brokuły rosły w kwadracikach centymetrów pięćdziesiąt na pięćdziesiąt i ani
centymetra krzywiej, bo nie.
Przez całą długość pola Egzot targał grabiszcza, w pozycji „kucnij ale nie sraj”
toteż krzyż napierdala Egzota niemiłosiernie. Pani Alinka, okazała się egzotowym
nowym guru w wybrzydzaniu.
Spocon i wyjeban pracą hasaną łączoną z grabieniem i kuco-nie-sraniem,
zirytowany na gruzełkowatą strukturę gleby i wszechobecne klamoty polne,
usłyszał Egzot aksamitny głos Pani Alinki, niesion wiatrem letnim, rześkim i
ożywczym:
- Krzywo jest.
Oto ciąg myśli Egzotowych w kolejności wykreowania się:

1.) Krzywe to ty masz nogi.
2.) Ty krowo tydzień niedojona.
3.) Ty tępa dzido.
 
A rzekł, w najwyższym stopniu wysublimowania i dystyngowania:
- Osobiście uważam, że jest prosto.
Wiatr zawiał huczniej, nadając posmaku grozy owej sytuacji, Egzotu rozwiało
włosie, Pani Alince nie rozwiało włosia, bo kaptur miała.
- Nie jest, poprawić trzeba, tam są grabie.
Posłusznie wykonawszy polecenie, zagrabiwszy rowki IDENTYCZNIE tak, jak były w
pierwotnej „krzywej wersji”, Egzot zapytał z przekąsem iście mistrzowsko
zamaskowanym:
- A teraz, proszę pani? (w myślach wyzywając od wrednej zwłoki i tępej dzidy.)
- Teraz dobrze, rób następne.( z miną z serii „foch na każdą pogodę”)

 
No przecież … mać.

Kolejnym pojebem na tych zapieprzonych praktykach jest Pan
Gie. Pan Gie, robi sobie listy dziewczyn, które chce u siebie na polu widzieć,
a potem je lustruje wzrokiem lubieżnym, co podjeżdża pod jakiś poziom
zboczenia i obleśności, zwłaszcza, że żonę i syna posiada. Oto nieliczne z
licznych tekstów kierowanych do dziewczyn:

- Dobra dziewczynka (plus lubieżne klepanie po ramieniu,
obleśny uśmiech i puszczenie oczka)

- Widzi pani, w taki upał, jakby pani wskoczyła do basenu
w ubraniu, i potem z niego wyszła, to wtedy to ubranie by tak oblepiło pani
ciało, i widać będzie wszystkie szczegóły. (plus obleśny uśmiech)

- A teraz zostanie pani ze mną, i już nigdy tego pani nie
zapomni. (plus puszczenie oczka)

- A pani tak w czarnej bluzce? Taki upał, nich pani zdejmie.

I tak dalej i tak dalej, pomijając obmacywanie i
charczenie w kark jak wygłodniały pies. Ponadto, z poglądów wygłaszanych wszem
wobec przez Pana Gie, wnioskuje się, iż jest strasznym rasistą i homofobem. A z
obserwacji węchowych, można powiedzieć, że jebie potem i uryną, i w tym wypadku słowo „jebie”
jest subtelnym eufemizmem. Poza tym, nie lubi samców, co mi się nie uśmiecha,
bo w przypadku Metyla to chociaż było zabawne, tak tutaj, ani trochę.

***

 Z serii: „Kocham PKP”, dziś miłe zaskoczenie.
Drąc na pociąg szesnasta piętnaście, kierunek Wałbrzych, acz w Czempiniu
zatrzymujący się, Egzot wtargnął na peron szósty. Dorwał miejsce siedzące,
niefortunne i irytujące jak ja pierdolę, ale ruszyć się nie miał odwagi,
albowiem bydło krwiożerczo do pociągu wlewało się sukcesywnie, i pozbawić
siedziska Egzota mogło, było.
I tak.
Naprzeciwko, dwie starsze panie, rozprawiające o firmowych/biurowych sprawach
takim slangiem, że aż zeza można było dostać, obok kobiecina rozmawiająca przez
telefon wytwarzając decybele porównywalne do takich, które się wytwarzają przy
starcie odrzutowca, a kawałek dalej, siedem miejsc zajęte przez grupkę
japońskich turystów polskich, wracających z Kołobrzegu. Przez jakieś dziesięć
minut, słuchał Egzot pochlebne słowa o pogodzie, która łaskawa była dla
turystów niczym najjaśniejsza panienka, o fakturach, które miała jakaś Bożena
wysłać tydzień temu i przez to mają jubel w biurze, oraz o mieszkaniu, które
wynajmuje kobieta z komórką, acz nie wie czy sprzedać, ale ma kupca ale się
waha.
A Egzot siedzi w tym tłumie, zmęczon, oczy mu się zamykają, chce mu się wydrzeć:
STULCIE USTA DO KURWY JASNEJ!
Egzot zasypia.
Budzi go nagłe poruszenie wśród ludności pociągowej otaczającej Egzota wszem
wobec. Okazuje się, że trzeba pociąg zamienić, bo ten wadliwy jest. Nowość,
chciałoby się krzyknąć i rubasznie zaśmiać pod nosem.
Wypierdoliwszy na peron, tłum łaknący pociągu do Wałbrzycha (ludzie) przez
Czempiń (Egzot), oczekuje przyjazdu nowego składu.
Minut dziesięć później, zapowiadany jest następny pociąg, tym razem do Leszna,
o szesnastejczterdzieścipięć, ten, który kilka notek wcześniej prawie przyprawił
Egzota o płacz i zgrzytanie zębów ze złości i rozżalenia.

Otóż. Pociąg do Wałbrzycha wtacza się na peron. Tłum
oczywiście niemo drąc się „ oplułem to miejsce!” i rzucając spojrzeniami typu „wyrwę
ci flaki i zjem na surowo, jeśli usiądziesz pod moim oknem, bucu” parł na przód niczym goniony przez stu diabłów. Egzot wskoczył wew odrzwia jako pierwszy z pierwszych,
aże pociąg albowiem piętrowy, to wydarł na samą górę, usadowił się w miejscu
przy oknie, które o dziwo otwarło się lekko, i przyjemny zefirek motał loki
egzotowe, z czego rad był niezmiernie. Kiedy miejsca pozajmowano już szczelniej, niżby nóż między
dwa pośladki włożyć nie sposób, pan robot anonsujący pociągi rzekł swym
martwym, pozbawionym emocji głosem:

Pociąg do… Wałbrzycha… Przez… Kościan, Leszno… odjedzie z
toru drugiego przy peronie szóstym.

Jakież było zdziwienie ludzi pociągowych, kiedy okazało
się, że siedzą w pociągu kierunek Leszno a nie Wałbrzych, albowiem stalim na
torze pierwszym. Okazało się, ze pociąg do Leszna, skowyrnie zmienił peron z
siódmego na szósty, przesuwając Wałbrzychowską banę o tor dalej.

Dziewięć na dziesięć osób w wagonie histerycznie
wyszarpnęło walizy z półeczek, i wydarło na peron, powodując olbrzymie pustki w
przedziale egzotowym. Ba, rozwalić nawet mógł kopyta na przejście i relaksować się
w najlepsze. Obrazem dopełniającym szczęście Egzotowi, był pociąg do
Wałbrzycha, widoczny przepięknie na torze sąsiednim, do którego tłum wlewał się
z siłą wodospadu. Zaprawdę (Word podkreślił słowo „zaprawdę”, przypis: użyty
wyraz jest przestarzały. xD) interesująco i rozśmieszająco wyglądają ludzie rozplaszczeni
na szybach pociągu. Zwłaszcza, że szybę ową, ogląda się z drugiego toru, a nie
z odległości centymetrów dwudziestu, modląc się w myślach żeby już był Czempiń.


A jutro na praktyki, do Pana Gie. Starcie pierwsze. Aż nie mogę się zdecydować czy wypić wiadro melisy i z tępym uśmiechem słuchać jego wywodów, czy potajemnie go w kantorku widłami zadźgać, a potem udawać niewinnego.

 

Egzot.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS