RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2008

Blend i Amed, Zgrzyt i Dżonsło. Opowieść średniowieczna lekko walnięta.

29 gru

  Zadziwiające jakie ciekawe rzeczy mozna znaleźć we własnym komputerze xD…

   Był sobie pewnego razu rycerz
Blend. Rycerz w lśniącej zbroi, z lśniącym mieczem i równie lśniącym uzębieniem
o perłowym poblasku. Miał swego zaufanego, białego oczywiście, rumaka Ameda.
Koń służył mu wiernie i aby zanadto nie odstawać wyglądem od swego wspaniałego
pana, nosił posrebrzane, lśniące siodło.
   Blend i Amed przemierzali świat w
poszukiwaniu przygód i byli nieustraszoną parą. Blend, wysokiego wzrostu
mężczyzna, barczysty i dobrze zbudowany, nosił zbroję (lśniącą), której nie
mógł przebić nawet miecz orka, czy innego zielonego paskudztwa chodzącego na
dwóch nogach.
   Bohater spędzał długie godziny na polerowaniu
części swojej zbroi tak, aby już z daleka widziano, że nadjeżdża. Posiadał on
przewspaniały hełm z białymi piórami na jego lśniącym czubku i z przyłbicą
zamykaną na oczy, lecz odsłaniającą jednocześnie jego przepiękne lśniące zęby,
które często zwykł przeglądać w zwierciadełku.
   On. Rycerz. Na swym nieskazitelnie białym
koniu, siedzący w lśniącym siodle, ubrany w lśniącą zbroję. Ów rycerz miał
jednak pewną obsesję. Mianowicie fanatycznie bał się próchnicy oraz brzydził
się brudem. Kiedy tylko zobaczył plamkę na swej kolczudze, darł się dziewiczym
głosem, zeskakiwał z siodła (lśniącego) i wyciągał z juków czyste szmatki i
pastę do konserwacji zbroi o zapachu cytrynowym firmy Avalon i polerował brudne
miejsce tak długo, aż w promieniu kilku mil nie unosił się upojny zapach
limonek.
    Pewnego
razu, kiedy wędrował przez las trzymając swego przepięknego rumaka za lejce,
zauważył z obrzydzeniem, że na jego napierśniku widnieje okropnie wielka plama
z błota.
    „Jest ogromna!”- Rzekł w
myślach, powstrzymując się od wrzasku na widok plamki wielkości małej
biedronki. Kiedy dotarł na leśną polankę, natychmiast ściągnął swój lśniący
hełm, oraz napierśnik i zaczął hojnie pastować go cytrynowym specyfikiem.
    Kiedy
skończył, postanowił, że zje śniadanie. Wszakże słonce górowało już nad
koronami rozłożystych dębów, a on nie jadł nic od samego rana. Wyciągnął z
juków świeże liście szpinaku oraz małą bułkę z makiem. Swym lśniącym mieczem
rozpłatał pieczywo i włożył między połówki bułki zielone, soczyste liście
szpinaku. Dbał o linię, bardzo zależało mu na dobrym wyglądzie, poza tym nie
lubił pocić się w zbroi. Wtedy jeszcze trudniej ją doczyścić…
    Zjadłszy bułkę ze smakiem, już miał
wyciągnąć zwierciadło, aby się w nim przejrzeć, kiedy z krzaków wyskoczyły dwie
małe, szkaradne, brudne postacie. Ich skóra była zielona i nosili futrzane
przepaski na biodrach. Kłócili się zażarcie o duży szary kamień, którego
wydzierały sobie z rąk.
  – Pieeeełwszy go zobaczyłem
jest mój! – Rzekł ten wyższy plując śliną.
  – A właśnie, że nie! Bo ja! –
Zaklinał się drugi trzepocząc uszami długimi na pół metra.
  – Milcz kłamco albo odgłyzę
ci nogę! – Zawołał pierwszy i szarpnął desperacko za kamyk, który upadł mu na
zieloną stopę. Wrzasnął z bólu tak głośno, że Blend wzdrygnął się a Amed zarył
kopytem w ziemię.
     Obie „paskudy” jak je
określił cicho Blend, spojrzały na rycerza w bezgranicznym osłupieniu.
  – Ty! Dżonsło zobacz! Cyłk
przyjechał!- Krzyknął pierwszy sepleniąc niemiłosiernie, plując śliną i
poprawiając sobie maczugę na ramieniu. Poczym wycelował brudnym (zaopatrzonym w
czarny paznokieć) palcem w zdezorientowanego Blenda. Ten zaś raptownie zaczął
zakładać napierśnik w efekcie potykając się o niego i ledwie utrzymując
równowagę. Sięgnął szybko po lśniący hełm i wcisnął go na głowę. W tym samym
czasie, kiedy szamotał się ze swoją lśniącą zbroją, gobliny podeszły bliżej.
Dwie pary wyjątkowo wielkich wyłupiastych oczu spoglądały na niego z wysokości
jakichś pięćdziesięciu centymetrów znad wysokiej trawy polanki. Zgrzyt nawet
odważył się popukać brudnym paluchem w jego lśniący nagolennik.
Blend zmierzył go miażdżącym spojrzeniem.
  – Ty! Ja wiem, co to jest! –
Uśmiechnął się Zgrzyt ukazując nagie dziąsła.
  – Nie „CO” tylko „KTO” nędzna
poczwaro! Zejdź mi z drogi zanim rozpłatam cię moim lśniącym mieczem! – Ryknął
rycerz.
  – Ty! Dżonsło! To gada! – Wrzasnął stwór.
Blend rzucił szybkie
spojrzenie w poszukiwaniu Ameda, lecz ten, tchórzliwie uciekł za krzaki i
oglądał całą scenę z daleka, żując mlecze w swej potężnej szczęce.
  – Powiedzcie, czego chcecie i
przeproście za tę zniewagę. Być może wtedy puszczę was wolno i nie pokroję was
na plasterki!
  – Poproszę zęby! – Wypalił
jeden z goblinów.
  -Z-z-zęby? – Zdziwił się
rycerz.
  – Ehe. Bo nasze wypadły.
Patrz. BLEeeEEeeEe – Rozdziawiając malowniczo paszczękę pokazał mu pokaźne
otwory widoczne w dziąsłach.
  – My, gobliny lubimy jeść
kamienie, a że twarde diabelstwo, to i zęby się obluzywo… oblozowywu… no
wypadają skurczybyki! I potrzebujemy nowe. Wyskakuj z zębów!- Skończył swój
wywód, wymownie kołysząc maczugą.
    Blend szybko ocenił sytuację.
„Jest ich dwóch, a ja jeden. Małe pokurcza. Trudno będzie w nie trafić mieczem
dwuręcznym…lśniącym…”
  – A może się jakoś dogadamy?
Jeśli oddam wam zęby, co ja z tego będę miał? Może … – przełknął głośno ślinę i
przeklinając swoją głupotę i strach- Może oddam wam moją zbroję i zostawicie
moje zęby w spokoju?
    Dżonsło mlasnął bezzębnymi
szczękami na Zgrzyta i szepnął coś do niego na ucho. Oba stwory zaczęły
piskliwie rechotać.
  – A co nam po tej całej
konsełwie, hę? Chcemy zęby i już.
  – Nie oddam wam moich lśniących
zębów! Są moją chlubą! Podobnie jak moja lśniąca zbroja!
  – Łśniące zęby? Tyś się
widział dzisiaj w lustrze ty chodząca płóchnico? – Zarechotały stwory.
Blend szybko wymacał lusterko
i obejrzał w nim zęby, z nerwów jednak tak trzęsły mu się ręce iż upuścił
zwierciadło. Pochylił się z rozmachem, przypadkiem zrzucając z głowy hełm.

Gobliny nie czekały długo.

  – Zgrzyyyt! Przyfasol mu!- Wydarł
się Dżonsło i zanim rycerz zdążył się zorientować co się dzieje, poczuł silne
uderzenie drewnianej maczugi w tył głowy. Stracił przytomność.Zgrzyt fachowo rozdziawił
mu usta i zarechotał.
  – Idiota. Wszyscy łycerze są
tacy sami. Wmówisz takiemu, że mak między zębami to płóchnica i natychmiast
zapomina o bożym świecie. Wyciągnął zza paska małe obcęgi.
  – Zamawiam gółne jedynki!
  -Co?! Ostatnio zabłałeś
jedynki i połamałeś je na pierwszym klamocie, który znalazłeś w rzece przy
młynie pamiętasz?
  – No dobła, dobła. Wyływaj
już. Bo jak się obudzi to tsza mu będzie popławić tego guza!
    Podział był sprawiedliwy i
łatwy. Rycerz miał pełne uzębienie, więc podzielili się po równo, siekaczami,
trzonowcami, przedtrzonowcami i kłami. Szczerząc się do siebie i targając za
sobą maczugi zniknęli wśród paproci wykrzykując wszystkie znane im słowa
rozpoczynające się literką „r”.

*** 

Był sobie pewnego razu rycerz
Blend. Bohater spędzał długie godziny na polerowaniu części swojej zbroi tak,
aby już z daleka widziano, że nadjeżdża. Posiadał on przewspaniały hełm z
białymi piórami na jego lśniącym czubku i z przyłbicą zamykaną na usta, lecz
odsłaniającą jednocześnie jego przepięknie lśniące, niebieskie oczy, które
często zwykł przeglądać w swoim zwierciadełku.
  – Łuszaj Amed. Płed nami
długa dłoga.
Koń powoli ruszył z miejsca i
zniknął w gęstwinie lasu…

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Żelowe zombie i niechciane owłosienie.

22 gru

     Dzisiejszą noc Egzot zalicza do kategorii „kuriozalnie popierdolone” czyli piąty z sześciu stopni popierdolców nocnych. Pomijając fakt, że irytowała mnie latarnia egzystująca na sąsiedniej ulicy, dająca po gałach światłem pomarańczowym, śmiąc bezczebelnie odblaszczyć (neologizm od -odblaskowy-) na moje nieskazitelne ściany i nie pozwalająca ciału egzotowemu wytworzyc wystarczającej ilości melatoniny, to śniło mi się, że jestem pogromcą duchów/zombie/zua a moją główną bronią był żel do włosów w niebieskim opakowaniu. Dobrze przeczytaliście. Żel do włosów w niebieskim opakowaniu. Już większy debilizm mi się przyśnić nie mógł? A tu niespodzianka!
Głównym zastosowaniem żelu do włosów w sławnym już niebieskim opakowaniu, było kreślenie kół wokół łóżka demonów, ażeby:
a) uniemożliwić rozprzestrzenianie się cholerstwa poza kołdrę.
b) odesłać owego upiora tam skąd przybył.
O godzinie trzeciej z groszami, wybyłem na misję do kuchni w celu wypicia czegokolwiek, bo jak wiadomo bieganie za banshee i innymi piekłopodobnymi gównami męczy egzota-konstantina. Wydaje się, że taka odyseja pokój egzotowy-kuchnia-pokój egzotowy to w sumie błahe zadanie… nic bardziej mylnego. Po otwarciu drzwi pokoju, Egzot zawahał się. Gdzieś w mrocznych zakamarkach pokoju gościo-kawo-pijnego, gdzie bezczelna latarnia uliczna światła nie dostarczała, Coś się czaiło. Dokładniej, to Coś przy stole kucało i patrzyło się ewidentnie na skromną osobe egzotową wygłodniałym wzrokiem. Po kilkunastu sekundach konsternacji i paniki egzotowej, podczas której nasłuchiwał on charczenia istoty piekielnej, zdał sobie sprawę, że to tylko spodnie zawieszone na krześle.
     W telewizji właśnie lecą telezakupy mango. I nie mogę ze śmiechu z zestawu Wizzit, który to zawiera: saszetkę do przechowywania, podręcznik oraz depilator do nieestetycznego owłosienia. Użyj Wizzita, nie przejmuj się więcej nieestetycznym owłosieniem i ciesz się życiem! Na stronie mango (pod względem brechtotwórczym dorównuje bashowi) jest ciekawy motyw „Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również…”, pod Wizzitem znajdują się:
-Rękawica Kucharska,
-Chodnik Absorpcyjny Duży,
-Pistolet Malarski.

A teraz dialog w relacji brat-telewizor:
Telewizor: Zestaw Wizzit w NIEWIARYGODNIE niskiej cenie!
Brat(z rozbawieniem): Stówa, kurwa…

     Swoją drogą to zabijające, że najpierw reklamują super-zajebistą tarkę do tarcia absolutnie wszystkiego, a w chwilę potem reklamują jakiś blender, który obraża poprzednio wychwalaną tarkę, że ona niepotrzebna, że be, i że pracochłonna, bo musisz obierać warzywa, a do blendera wrzucasz ziemniaki w łupinie, mandarynkę w skórce i kostki lodu w folii i możesz się cieszyć życiem bez zbędnego owłosienia! xD Zawsze mnie zastanawiało kto takie potworki kupuje, chyba tylko ludzie, którym się nudzi i mają za dużo pieniędzy. Potem zapraszają gości i mówią:
- Czy zauważyłeś/aś u mnie jakieś zbędne nieestetyczne owłosienie?
- Oh Mike! Muszę przyznać że nie!
- A to za sprawą Wizzitu! Teraz nie mam niepotrzebnego, nieestetycznego owłosienia i cieszę się życiem!
    
     A mi do szczęścia starczyło dzisiejsze słoneczko, które raczyło wyjść zza chmur po kilku miesiącach wegetowania gdzies hen za szarą kurtyną. To kilkanaście sekund słońca naładowało mnie bardziej niż dwa litry kawy i pas wibrujący z Mango. Amen.

Egzot.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Intersziti zaprasza na wspaniałą podróż pełną upojnego mlaskania.

18 gru

     Zastanawiam się dogłębnie, czy ja nie mam czasem jakiejś nerwicy natręctw czy tam natręctw nerwicowych, gdyż, iż ponieważ, otóż, potemuż, strasznie irytują mnie ludzie pociągowi.
Żeby już nie uogólniać to na pierwszym miejscu, do szewskiej pasji doprowadzają mnie istoty płci żeńskiej, a dokładniej torebko-trzymacze.Stoi takie na środku przedziału jak już nie ma miejsc siedzacych i gada energicznie z koleżanką ( też torebko-trzymaczką), i trzaska cię taką torebką o ostrych kantach po kolanie, udzie lub w ekstremalnych przypadkach – po twarzy, nie żeby to bolało, bo zamachu jako takiego nie ma w zatłoczonym wagonie, ale niezmiernie wkurwia takie siódme z rzedu tyknięcie w ciało egzotowe. A jak juz odsunę skórzaną torbetkę z twarzy,robiac przy okazji minę „zaraz urwę ci łeb i nasram w szyję jeśli nie złapiesz torbetki w drugą łapę” to wielce oburzenie, że śmiałem tknąć jej personal-skarbnicę-tamponów i od razu bierze mnie za kieszonkowca czy inne zuo, jednocześnie psując mi doszczętnie komfort z miejsca siedzacego wywalczonego w krótkim sparingu i sprincie z tłumem rozjuszonych czempiniaków.
      Na drugim miejscu są, ludzie zaawansowani wiekowo, żeby nie powiedzieć stare pryki/średniowieczne pudernice. Dziś na przykład, rozwalił się taki dziad zwalisty niczym beczka piwa i czytał gazetę(dziad, jego teczka wielka jakby w niej zwłoki woził oraz nudna gazeta bez obrazków) I ten cały zestaw zajmuje miejsc trzy. Na tym nie koniec. Trzypośladkowy dziad wyciąga woreczek obranych jabłek i zaczyna donośnie… mlaskać. Egzot, o zbyt delikatnej psychice i zbyt bogatej wyobraźni, obrazowo widzi w głowie, jak cząstki na wpół zmielonego jabłka antonówki giną w przepastnej jamie gębowej owego dziada, a sok z nich spływa po brodzie dziadowej. Oczywiście ust zamknąć przy przeżuwaniu nie łaska, więc cały przedział może z łatwością orzec co owy dziad konsumuje w danej chwili.(Herbatniki w fazie pierwszej chrupią. Potem dopiero mlaszczą.)
      Trzecie acz zaszczytnie pierwsze i drugie miejsce zamują pierdolone grzejniki  model „twoja własna sahara na powierzchni słońca” z serii „Upalny Kair”. Grzeje toto niesamowicie, to w tyłek, to w prawy bok ciała ( w zależności gdzie owy zdradliwy ocieplacz się przyczai) przez pierwsze pięć podchwytliwych minut obcowania z urzadzeniem grzejnikowym, odczuwa się błogie ciepło, taki przyjemny szok po wejściu z zimnego nieprzyjemnego peronu. Po pół godzinie jednak zaczyna się pandemonium i ma się ochotę zerwać ubranie i rzucić nim o sufit wagonu i tylko patrzeć jak za sprawą potu nie chce odkleic się od rzeczonego stropu.
     Czwartym aspektem irytująco-nerwicującym mą wybredną osobę, jest stukanie. Ale nie żeby tam pociąg stukał, ale to stukanie w rytm muzyki, której, no przepraszam, nie słyszę za sprawą cydzuch słuchawek na cudzych uszach. I tłucze taki technojeb nogą (bo kopyta wyciągnięte oczywiście) o metalowy pręt siedzenia, na którym Egzot egzystuje, wybijając wkurwiający rytm „umc umc umc jeb umc jeb”
     Piątą, moją ulubioną pozycję zajmują egzekfo:
- Jak pociąg jedzie tak głośno, że zagłusza SOADa w słuchawkach,
- Smarkający/kaszlący/chorobotwórczy ludzie na przeciwko Egzota w przedziale,
- Głośnogadający komórkowcy naprzeciwko Egzota w przedziale,
- Ogólnie ludzie egzystujący na przeciwko Egzota w przedziale.
- Spóźnione pociągi,
- Ludzie sukcesywnie wpychający Egzota na tory, na moment zanim spóźniony pociąg wjeżdża na peron.
    
  


 I teraz będzie quiz: czy to wkurwia wszystkich czy tylko mnie?

 

Paranoiczny Egzot.
   

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

blah blah blaaah

13 gru

     Malowanie podłogi w głównym pokoju gościo-kawo-pijnym może być bardzo zabawne. Trzeba tylko uważać na morderczy olej którym smaruje się destki owego podłoża i nie obudzić się z ręką w nocniku, a raczej zostać zagonionym w kozi róg za sprawą własnej inwencji twórczej jaką jest mazganie po drewnie szerokim pędzlem. Olej, pachnący czymś pomiędzy wilgotnym ręcznikiem położonym na kaloryferze a miską orzechów laskowych pokrytych grubą warstwą żywicy sosnowej, musi mieć jakieś substancje głupawkotworzące albo przynajmniej schizujące umysł Egzotowy, albowiem przechodzac po prowizorycznym moście z desek który rozpięto w relacji pokój Egzotowy – pokój gościo-kawo-pijny, Egzot dostał wizji, że jakoby jest on piratem z Karajebów i miał nieprzemożną ochotę wrzasnąć na szanowną rodzicielkę „Do abordażu! Cekainy z flanki! „(nie wiem co to są cekainy, ale fajnie brzmi) a potem rozpruć tapczan nożem kuchennym, w poszukiwaniu czekoladowych monet owiniętych w złote sreberko.
     Pomijając ekscesy podłogowe, Egzota wkurwia egzystowanie całego świata już od dnia wczorajszego. Począwszy od wybierania pojebanych fuckultetów na studia, zajebistej zgagi która towarzyszy trzewiom egzotowym od dobrych kilku godzin, papierdułków błahych i niepotrzebnych nad którymi roztkliwiają się wszyscy w koło, i nieśmiertelna chemia, której i tak nie zdam bo nią serdecznie rzygam wszem i wobec.
Irytuje mnie także zbyt przezroczyste powietrze, zbyt ciemna noc w środku dnia, zapach pomarańczy oraz zbyt jasne żarówki w całym domu, że nie wspomnę o świętach, które są już „tush tush” jak to w reklamie koka koli pokazują i straszą Kewinem w telewizji.
Taki zajebisty jestem, że teraz sie pożegnam bo odechciało mi się pisać. Heh. ^^.

Egzot.
    
    

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fucktycznie! Pasztet z porzeczek!

09 gru

     Nie ma to, jak wstać o piątej zero trzy w poniedziałkowy poranek, w myślach umieścić obraz oczekiwanej serii zajęć informatyka-botanika-chemia, hojnie posmarować chleb dżemem porzeczkowym, i dopiero po fakcie zorientować się, że była  podstępnie pokryta cienką warstwą pasztetu z indyka.
     – Kurwa mać. – rzekł do siebie Egzot konspiracyjnym szeptem, po czym wywalił nagryziony już niestetyż, powalający duet porzeczkowo-indyczy w przepastną paszczę worka na śmieci koloru niebieskiego o pojemności litrów pięć.
Uwinąwszy się z sprawami czysto technicznymi jak umycie twarzy, założenie najpierw spodni, potem butów (a zdarzało się na odwrót, zdarzało…) zawdziawszy kurtkę i zamontowawszy słuszawki na uszęta, ruszył w świat.
Zdanie które zostało wygłoszone podczas konsumpcji pamiętnej kanapki o dualistycznym smaku, miało okazję zadrgać w powietrzu ponownie, już w dwadzieścia minut później, kiedy to rozjuszony tłum Czempiniaków wepchnąwszy się do pociągu w relacji Czempiń-Poznań,brutalnie pozbawił Egzota miejsca siedzącego.
     Egzot, niezadowolony z życia i naburmuszony do granic, zmuszony został stać na zimnym korytarzu, gdzie co chwila był przeciąg bo jakiś debil wymyślił automatycznie drzwi pociągowe „powiew Syberii”, które otwierają się nawet jak nikt nie chce wyjść ani wejść. No trudno. Z zamrożonym prawym a raz (dla hecy) lewym kolanem (w zależności od usytuowania drzwi w stosunku do strony po, której jest peron) Egzota zmierziło dokumentnie, kiedy to Pan IKS towarzyszący Egzotowej skromnej osobie w korytarzu pociągowym o wymiarach metr na metr, wyciągnął gazetę. Zapytacie jaką. A ja wam odpowiem, bo taki zajebisty jestem i musze z tym żyć.
Gazeta nosiła pyszną nazwę:

FAKT. (Znany w słowniku egzotowym jako FUCKT).

Na ów widok zachciało się Egzotowi drapać w automatycznie drzwi pociągowe model „powiew Syberii” i krzyczeć, że jakis psychopata czyta tu FUCKT i chce mnie zabić i nakarmić moimi szczątkami zmutowane jagody. Pan od Faktu smarknąwszy donośnie, zatopił się jednak w lekturze. Uznałem, że zagrożenie minęło jako tako, więc próbowałem udawać, że nie istnieję.
    W Mosinie dosiadło się stado starszych pań, ale nie żeby takie sympatyczne, wysuszone śliwki, pachnące karmą dla kota, które w korytarzu o ograniczonej przestrzeni oddechowej zajmują mało miejsca, nie nie. Toż to balerony sztuk trzy wtoczyły się rozpychajac swym gabarytem ludność korytarzową.
     Osaczony przez pana-czytającego-niemoralną-gazetę oraz przez oszalałe emerytki przekrzykujące się, która ma najwyższe ceny za leki w aptece, Egzot ponownie wygłasza mantrę poranną, tym razem jednak w myślach, aby nie gorszyć towarzystwa pociągowego.
Kiedy to, ginac w fałdach cudzego tłuszczu otaczającego Egzota ciasnawo, zacząłem się pocić, za każdym razem kiedy pociąg stawał i wpuszczał mroźne powietrze do korytarza byłem skłonny uwierzyć w Boga.

Pomijając epizody całego dnia, skląłem jeszcze:
- Tramwaj numer jedenaście który przekroczywszy granicę tolerancji
opóźnienia (trzy minuty) objawił się pod postacią również spóźnionego
tramwaju numer dziewięć,
- Kalkulator Egzotowy, który to na ćwiczeniach z chemii, usilnie wpierał mi, że dwa plus dwa to minus 0,18,
- Opóźniony pociąg do domu,
- Dziurawe podeszwy butów Egzotowych do których naleciało mnóstwo nieprzyjemnie syberyjskiej ha dwa o.

Ale ogólnie to ja bardzo lubię poniedziałki. ^^. Drzwi syberyjskie też.

Egzot.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ideologia IKSDE oraz sztachety donożne.

02 gru

 - Kuba, piąta jest. wstajesz?
 - mhhmhyyhy.
 - Bo ja bym nie chciała żebyś ty dzisiaj wstawał, i jechał na te pierdolone narty. Patrz jak wieje! I pada!
Egzot podniósłszy kudłaty łeb, zrobił minę O_o patrząc na szanowną mamę Egzotową, nie wierząc własnym uszom, zerknął za okno, wyartykuował zgrabne „mhhmhyyhyy” bedące potwierdzeniem troskliwych uwag rodzicielki, po czym, padł twarzą w poduszkę.
 - Możesz tak zostać w domu i nie iść na narty?
 - mhhm moge. (to mhhm było sprytnie przeinaczonym NIE)
 - To śpij dalej.
Do tej pory uważam iz był to sprytnie wygenerowany sen albo, że padłem ofiarą śmierci klinicznej (taka jedna z multimedialną kosą. Kosa tnie, ubija, miażdży, rozczłonkowuje, jak nowy mikser Mulineksa) i w rzeczywistości piszę do was z zaświatów na klawiaturze zbudowanej z kostek mchu.
    Korzystając z okazji nieobecności na sprawdzaniu obecności na obowiązkowej liście obecności na wuefie (XD) , spałem do jedenastej, śniąc o idiotach ze sztachetkami na stópkach zjeżdżających po zabójczo stromym stoku pokrytym szczotkami ryżowymi. Przez sen z pewnością usmiechałem się błogo/złośliwie.
Okazuje się, iż należę do wąskiego grona osób na roku, które mają tę całą tę „naukę” głęboko w dupie. Jak widzę, że grupa naocznie liczac piętnastu osób, ryje jak po amfie w kącie sali, na pieć minut przed kolokwium, to wychodzę z założenia, że skoro nie uczyłem się w domu, to nie nauczę się dwudziestu reakcji na pamieć, w cztery minuty z hakiem . Załączam tedy jam mrochnydedmetal na mej cudnej empecztery i relaksuję swą psychikę głośnym GrooOOooWlem, przed nieuchronną rzezią jaką sa ćwiczenia z chemii.
     Ulubione wyrażenie na dziś: słomiany zapał. Bo idealnie obrazuje
sytuację w jakiej się znalazłem.Więcej nie rzeknę nicnic bo osoby
niepowołane mogą przeczytać. (W sumie chamskie nie? Mój blog, ale
napisać nie mogę, kurwa, w sumie mogę, ale po co mam się szarpać
później z osobami trzecimi, skoro taka potulna ze mnie istota i kłócić
się nie chcę? Taka dygresja.)
     Ostatnio dopadają mnie Idealistyczne Koncepcje Swiatowe Dążeń Egzotowych(w skrócie:IKSDE). Występują one w chwilach załamania się optymizmu Egzotowego (a i owszem, może tego nie widać ale ostatnio mi przyświeca nader dosadnie. Optymizm w sensie.) Wtedy Egzot wyobraża sobie, że świat porosły gigantyczne drzewa iglaste, zasłoniwszy nierównomiernie światło słoneczne, dając zieloną poświatę dnia, która udziela się chodnikom. Wszystko zarasta trawą, zielskiem leśnym i ogólne ściółka ściele się gęsto. A Egzotowi wyrastają skrzydła o zielonych piórach, i hasa on lekko wśród traw, lata ku koronom drzew które giną w zieleni gdzieś tam hen wysoko,  oraz siedzi nad brzegiem leśnego źródełka. Ktoś puka mnie palcem w ramię, odwracam się eterycznie i wtedy… ktoś z roku pyta się o której mamy ekonomię.
    Jebane nołlajfy…

Scenmariusz i zeżryjsera: Egzot.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS